Ludzie opowiadają, że kiedyś na Kruszyniany mówiło się „wieś triniedzielnaja” (trzyświąteczna). I wszystko się zgadza, bo w piątek świętować zaczynali muzułmanie – Tatarzy, w sobotę żydzi, a w niedzielę katolicy i prawosławni.

 

SZLAK TATARSKI - obejmuje miejsca związane historycznie, architektonicznie oraz współcześnie z kulturą tatarską i religią muzułmańską. Jest malowniczy, rozciąga się w okolicach Puszczy Knyszyńskiej, Wzgórz Sokólskich i Pagórków Nadświsłockich. Więcej: atrakcjepodlasia.pl

 

Pachnie jak w sieni drewnianego domu mojej babki – myślę od razu, kiedy tylko zaczynam ściągać buty. Dżemil patrzy tak, jakby czytał w moich - myślach, i zaczyna opowieść o swojej babce. Właściwie o dziadku z Krymu, Tatarze z krwi i kości, który trafił do Kruszynian z armią. Nie był to widać przypadek, bo na jakimś balu wypatrzył pannę Almirę i wpadł po same uszy. Na Krym już nie chciał wracać. Jego wnuk, Dżemil, za żonę wybrał sobie Kasię, turystkę, którą oprowadzał po tym samym zielonym meczecie, którego próg właśnie przekroczyliśmy. I chyba też wpadł po uszy.

 

KOMÓRKI TRACĄ ZASIĘG

Dżemil jest przewodnikiem. Takim z sercem na dłoni, bo chce mu się otwierać meczet nawet wtedy, kiedy u jego drzwi zjawiają się goście niespodziewani, tacy jak my. Prosto z drogi. Wieś, którą kiedyś dostali od króla Jana III Sobieskiego polscy Tatarzy w zamian za niezapłacony żołd, zdaje się być gdzieś na końcu świata. Zagubiona wśród lasów i łąk sprawia wrażenie, jakby Bóg o niej zapomniał. Błędne myślenie. Nad mieszkańcami czuwa tu Bóg katolików, prawosławnych i muzułmanów. – Jeden, ale silny i mocny, więc daje radę – żartują mieszkańcy. Niezależnie komu składają pokłon, żyją tu w zgodzie, obok siebie, chałupa koło chałupy. Kiedy w 2014 r. wandale zdewastowali i meczet, i cmentarz, malując na nich niewybredne rysunki, mieszkańcy Kruszynian jak jeden mąż od razu wzięli się za odnowę zabytków. Podobnie było, kiedy w 2018 r. spłonęła słynna na całą Polskę i nie tylko Polskę restauracja Tatarska Jurta. Tu bowiem pomaga się sąsiadom bez względu na wyznanie.

Dojechaliśmy do wsi dżipem, gubiąc się w Puszczy Knyszyńskiej, między świerkami, sosnami i dębami, dziękując wszystkim świętym naraz i każdemu z osobna, że są wciąż miejsca, gdzie komórka traci zasięg, nie można płacić kartą, a GPS tak wariuje, że lepiej mu podziękować i zdać się na intuicję. Kruszyniany były kiedyś dużym ośrodkiem muzułmańskim, dziś to wieś łącząca wiele tradycji i kultur, zachwyca pięknymi ludźmi, legendami, przyrodą i zabytkami. Po drodze zawadziliśmy jeszcze o Kosmatą Górę. Na ten pagórek warto wejść po to, by popodziwiać puszczę i zobaczyć wieże zielonego meczetu.

 

WIEŚ TRZYŚWIĄTECZNA

Ten meczet to najstarsza tatarska świątynia w Polsce, króluje swoimi wieżami nad okolicą. Gdyby nie półksiężyce, którymi są zwieńczone, przypominałaby katolicką świątynię. Trzeba się jej lepiej przyjrzeć, wtedy dostrzegamy i trzecią wieżyczkę, nieco ukrytą między strzelistymi siostrami. Dżemil zaprasza do środka i opowiada o historii miejsca. Jest chłodno, choć kolorowe miękkie dywany chronią stopy od zimnej posadzki. Podobno pierwsze wzmianki o meczecie pojawiły się w dokumentach z 1717 r. Rozglądam się, widzę, że część męska jest tu odseparowana od części kobiecej, podobnie jak w synagogach. W męskiej jest wnęka zwana mihrab, wskazująca kierunek mekki, i kazalnica zwana minbarem.

Ściany są pokryte zieloną boazerią, wiszą na niej zdjęcia meczetów i fragmenty ze świętej księgi Koranu. Za meczetem znajduje się mizar, cmentarz z charakterystycznymi nagrobkami.

Ludzie opowiadają, że kiedyś na Kruszyniany mówiło się „wieś triniedzielnaja” (trzyświąteczna). I wszystko się zgadza, bo w piątek świętować zaczynali muzułmanie – Tatarzy, w sobotę żydzi, a w niedzielę katolicy i prawosławni.

Dżemil żartuje nawet, a może to wcale nie żart, że ich dzieci mają najwięcej laby w całym kraju. Bo gdy święta mają, dajmy na to, prawosławni, to i tak zwalnia się całą klasę z lekcji. Wychodzimy z meczetu i kierujemy się do Dżennety. Wszyscy, łącznie z księciem Karolem, Adamem Małyszem, Korą, Bikontem czy Makłowiczem, obierali ten jakże oczywisty tu kierunek. Oczywisty, bo prowadzący do kulinarnego raju. W Tatarskiej Jurcie panuje domowa atmosfera, a w domu tym zjeść można dania od wieków przygotowywane na tych terenach przez kolejne pokolenia tatarskich gospodyń. Zamówcie koniecznie pierekaczewniki, trybuszoki, kibiny, pieremiacze, cebulniki, czy samsę (pierożki). Nie pożałujecie. Od czasu, kiedy Dżenneta Bogdanowicz wraz z mężem Mirosławem prowadzi tę agroturystykę, trafia tu coraz więcej osób, które szukają odpoczynku z daleka od cywilizacji, tłumów, kochających dziką przyrodę. I to kusi. Świadectwem goście, którzy uzależnili się od kołdunów tatarskich czy czebureka, którego serwują właściciele zajazdu Na Końcu Świata.

Na taki koniec świata warto dotrzeć i zgrzeszyć. Bo tatarskiej kuchni ciężko się oprzeć. Jest syta i smaczna. Na szczęście jest tu sporo miejsc i do małych przebieżek, i do dalszych wypraw. Kruszyniany mogą bowiem być wspaniałą bazą wypadową zarówno do lasu, jak i do miejsc, które są związane z obecnością Tatarów na tych terenach. Np. do Bohonik, w których jest kolejny meczet, do folwarków tatarskich (Nietupa i Talkowszczyzna) czy do Sokółki. Obierzcie ten kierunek, gdyż w Sokółce znajduje się muzeum regionalne, które całkiem sporą ekspozycję poświęca właśnie historii Tatarów.

Tekst: Katarzyna Kachel