Aby w miłości zaznać upojenia, zmieszaj ze sobą mięso scynki i ciało morskiego ogórka, dopraw jadem z mrówek i podgrzej z krwią węża.

Żeby doświadczyć upojnej nocy z ukochanym, sięgamy po czarodziejskie eliksiry i magiczne zaklęcia zapewniające powodzenie w miłości. Nie różnimy się w tym od naszych przodków. Egipscy kochankowie karmili się nawzajem liliami wodnymi moczonymi w winie. Król Salomon raczył się ze swą ukochaną owocami granatu, figami, szafranem i cynamonem. Rzymianie święcie wierzyli w potęgę ostryg, a Grecy – czciciele Afrodyty – przed miłosnymi spotkaniami pili napar z imbiru.

Afrodyzjaki – jedzenie w ofierze bogini miłości. Wydaje się na nie fortunę. Ryzykuje życie. Im potrawa jest rzadsza, im więcej trzeba poświęcić, żeby ją zdobyć, tym bardziej działa na wyobraźnię. To dlatego Szekspir w "Wesołych kumoszkach z Windsoru" wśród dań rozpalających zmysły wymienia ziemniaki – wielkie odkrycie XVI w. przywiezione zza dalekich mórz. Dziś triumfy święci johimbina – tajemniczo brzmiąca substancja produkowana z kory afrykańskiego drzewa: johimby lekarskiej. Media okrzyknęły ją naturalną viagrą, ale jej działanie nie zostało naukowo potwierdzone. Tak samo jak działanie afrodyzjaków z innych części świata.

W Kolumbii młodej parze daje się garnek prażonych mrówek culonas wierząc, że zapewni im to niezapomniane chwile podczas miesiąca miodowego. W południowej Azji – głównie na Filipinach – za naturalne źródło seksualnej energii uważa się balut: gotowane kacze bądź kurze jajko z zarodkiem w środku. W Wietnamie na podniesienie potencji raczą się krwią świeżo zabitego węża.

Na Jamajce gotują zupę z kozich głów i serc – nazywaną wodą męskości. Potencję mają rozbudzać też potrawy o sugestywnym kształcie. Stąd popularność szparagów i bananów. A także awokado, które przez Azteków było nazywane jądrem.

W Chinach numerem jeden wśród afrodyzjaków jest strzykwa. Oślizgłe kreatury zwane morskimi ogórkami, które chodzą po dnach oceanów, żywiąc się mułem, podaje się duszone z warzywami. Nie mają smaku, tylko galaretowatą konsystencję. Pomimo to zasłużyły sobie na miano żeń-szenia morza. Ale afrodyzjaki bywają groźne.

W Japonii po zjedzeniu ryby fugu co roku umiera sześć osób. Choć w restauracjach zakazano podawania wątroby – najbardziej toksycznej części – to niektórzy próbują przyrządzić ją sami. Ryba właściwie podana powoduje uczucie mrowienia w ciele i przyjemne dreszcze na języku. Ale fugu jest kilkaset razy bardziej trująca niż cyjanek. Wystarczy ułamek grama i zamiast upojnej nocy w łóżku kochankowie spędzą noc w szpitalu. Tak naprawdę to, co wzmaga pożądanie, to adrenalina, która towarzyszy jedzeniu fugu. To jak rosyjska ruletka, przeżycie ekstremalne, które łatwo przenieść na miłosne igraszki.

Tak samo działa hiszpańska mucha – po polsku jej nazwa nie brzmi zachęcająco: pryszczel lekarski. Te owady o błyszczących zielonych pancerzach produkują kantarydynę: substancję, która podrażnia układ nerwowy, doprowadzając do lepszego ukrwienia ciała. Przypuszcza się, że kantarydyna była jednym ze składników aqua tofana – trucizny produkowanej przez Gulię Tofanę w czasach Medyceuszy. Kilka kropel tego bezwonnego i przezroczystego płynu powodowało natychmiastową śmierć – bez żadnych oznak wskazujących na nienaturalny zgon. Gulia sprzedawała specyfik tylko kobietom, które chciały pozbyć się swoich mężów. Kroniki mówią o sześciuset ofiarach.

Od miłości do nienawiści jest tylko kilka kroków. Może bezpieczniej zostać przy truskawach i szampanie. Albo przy czekoladzie. To też znany afrodyzjak, którego działanie można wzmocnić, dodając zioła, np. chili, które przyspiesza bicie serca, lub – bardziej nietypowo – odprężające oregano nazywane oddechem Afrodyty.