Dla podróżników zaproszenie na ceremonię ślubną w innym kraju lub wręcz odmiennym kręgu kulturowym jest jak wygrana na loterii. To nie tylko świetny pretekst, by po raz kolejny ruszyć w drogę, ale też wyjątkowa okazja do poznania innych zwyczajów i tradycji. Zazwyczaj niedostępnych dla zwykłych turystów. Ale ślub to też okazja do licznych faux pas. Dlatego Traveler przygotował dla was listę siedmiu grzechów ślubnych, których należy się wystrzegać, aby nie zepsuć innym najpiękniejszego dnia życia. Tylko nie stresujcie się zbyt mocno – niezależnie, w jakim miejscu na ziemi odbędzie się ceremonia ślubna, pewne jest, że trzeba się w tym czasie przede wszystkim dużo weselić!

Grzech pierwszy: Mieszanie przy dacie

Dostajemy zaproszenie na ślub, ale dzień ceremonii kompletnie nam nie pasuje... Uwaga! Kierowane do państwa młodych prośby o przeniesienie daty ślubu mogą okazać się prawdziwą gafą. Bo ustalenie dnia ceremonii w wielu kulturach jest ogromnie istotne. Japońskie pary spędzają nad tym wyborem długie godziny. Angażują w to całą rodzinę, konsultują z koyomi, specjalnym kalendarzem astrologicznym. Gdy decyzja zapadnie, jest ostateczna! Proponowanie, by ją zmienić, może być zrozumiane jako sugestia, że wybór nie jest trafiony. W Chinach za to ważne jest, by data coś znaczyła. W samym Pekinie ponad 10 tys. par zarezerwowało sobie na przykład dzień 4 stycznia 2013 r., bo brzmienie tej daty w języku mandaryńskim jest podobne do zdania „będę cię kochał na zawsze”. Podobne szaleństwo miało miejsce niecały miesiąc wcześniej, 12 grudnia 2012 r. Trzy powtarzające się liczby miały bowiem zapewnić parze szczęście na całe życie. Na przeszkodzie nie stanął nawet fakt, że była to środa. Przesądy dotyczące dat ślubu popularne są zresztą nie tylko w Azji. W Zimbabwe nikt nie chce mówić sobie „tak” w listopadzie, bo to zły omen. Gdy premier tego kraju w 2011 r. złamał to afrykańskie tabu i właśnie wtedy postanowił się ożenić, opinia publiczna nie mogła tego zrozumieć. „Po co sprowadzać na swoje małżeństwo nieszczęścia?” – pytały nagłówki największych gazet w kraju.

 


Grzech drugi: Niedobrane kolory

– W co się ubiorę? – zastanawiamy się przed każdą egzotyczną ceremonią, przekonani, że nic w naszej szafie nie jest godne ślubu na krańcu świata. Poszukiwania kreacji powinniśmy zacząć od decyzji o kolorze. Źle dobrany może bowiem wywołać oburzenie wśród zgromadzonych gości. Kobiety szczególnie powinny uważać na biały, czarny i czerwony. Zwłaszcza jeżeli wybierają się do Azji. W Indiach biały zakładany jest na ceremonię pogrzebu, a czarny symbolizuje późniejszą żałobę. Z kolei czerwień zarezerwowana jest tylko dla panny młodej. Ma jej przynieść szczęście na nowej drodze życia. W Wielkiej Brytanii wystrzegaj się za to zielonego. Przesąd mówi, że przynosi on młodej parze nieszczęście. Nowocześni Anglicy niby już w to nie wierzą, ale chyba lepiej nie mieć nikogo na sumieniu. W Azji czerwień to kolor zarezerwowany tylko dla panny młodej. (Rys. Bogna Sroka-Mucha)

 


Grzech trzeci: Niecierpliwość

Wydawałoby się, że w amerykańskim weselu nic nas nie może zaskoczyć. Nieprawda: już na samym początku ślubu jesteśmy narażeni na popełnienie faux pas. W Stanach bardzo ważna jest bowiem kolejność, w jakiej goście wchodzą na salę, a także konfiguracja: kto kogo wprowadza, i miejsce usadzenia. Zazwyczaj goście ćwiczą tę sekwencję dzień przed ślubem na tzw. ceremonii próbnej. Jeżeli nie udało ci się na nią dojechać, to radzimy: wejdź na końcu. Amerykańskie panny młode lubią mieć wszystko pod kontrolą. A jeden zabłąkany gość może się dla nich okazać nie lada problemem.
 

 

Grzech czwarty: Nietrafiony prezent

O prezent dla pary młodej warto zatroszczyć się zawczasu. Szczególnie że nie zawsze można kupić go łatwo w sklepie. Ci, których czeka tureckie wesele, powinni zacząć rozglądać się za złotem. Tradycja mówi, że pannie młodej należy sprezentować złote monety. Często warte kilkaset dolarów! Wartość monet jest wprost proporcjonalna do zażyłości z panną młodą. Zazwyczaj nie wręcza się ich kobiecie do ręki, lecz przypina do sukienki. Moneta powinna być zawieszona na czerwonej wstążce, by przyniosła szczęście. Chińskie pary też lubią dostawać pieniądze. Także te w bilonie. Wypada się postarać, by ofiarowana suma miała w sobie jak najwięcej dziewiątek. Sprezentuj więc 99 juanów (równowartość ok. 55 zł) lub w bogatszej opcji 999 juanów. Ci, których budżet nie przewiduje takich wydatków, powinni postarać się o zaproszenie na ślub wietnamski. Tam tradycyjnie parze młodej daje się jedynie... różową kredę. Z kolei w Holandii para młoda dostaje zazwyczaj sadzonki konwalii, które po ceremonii sadzi w swym ogródku.

 


Grzech piąty: Okazywanie uczuć

O gafę na ślubie łatwo w Radżastanie, jednym z najpopularniejszych wśród zachodnich turystów stanie Indii. Surowo zakazane jest tam całowanie się na weselach (nawet para młoda nie powinna sobie okazywać uczuć, a co dopiero goście!). O tym, jak poważnie traktowany jest ten zakaz, przekonała się zaproszona na wesele w Puszkarze para z Izraela, która nieopatrznie pocałowała się na środku parkietu. Pocałunek skończył się powszechnym zgorszeniem, zawiadomieniem na policję, grzywną w wysokości 22 dol., oficjalnymi przeprosinami i wydaniem przez władze regionu krótkiego przewodnika dla turystów na temat indyjskich obyczajów. Okazywanie uczuć na indyjskim weselu może skończyć się nie tylko zgorszeniem, ale też grzywną(Rys. Bogna Sroka-Mucha)

 


Grzech szósty: Nadmierne upojenie

Polakom trudno w to uwierzyć, ale nie wszędzie alkohol jest stałym elementem wesela. Jeżeli wybierasz się do kraju muzułmańskiego, nastaw się, że nie będzie na nim wysokoprocentowych napojów. Daruj sobie też przywożenie w prezencie typowych polskich trunków, a także przekonywanie reszty gości, że po paru kieliszkach znacznie lepiej się tańczy. Z doświadczenia wiemy, że orientalne rytmy rozbrzmiewające na Bliskim Wschodzie wymagają specjalnej koordynacji, umiaru w ruchach, dużej koncentracji i bardzo trzeźwej głowy.

 

 

Grzech siódmy: Zdziwienie

Ten grzech zostawiamy na koniec, gdyż jest najwięcej pokus, by go popełnić. Bo jak tu się nie dziwić obcym zwyczajom, jeżeli są tak różne od naszych? Jak na przykład nie panikować na perskim weselu, gdy panna młoda dwa razy nie odpowiedziała panu młodemu, czy za niego wyjdzie? Spokojnie, to tylko tradycja. Kobieta po prostu czeka na prezent, dopiero po nim powie „tak”. Nie dziwmy się, jeżeli młodzi Holendrzy poproszą nas, byśmy przynieśli składkową sałatkę na wesele. Lub zaproszą nas tylko na drobny poczęstunek, po czym wyproszą z sali. Zostaną w niej tylko najbliżsi, którzy będą kontynuować świętowanie przy obiedzie. Nie przejmujmy się też, kiedy z kolei pojedziemy na ślub chińskiej mniejszości etnicznej Tujia i okaże się, że wszystkie kobiety, które będą na weselu, płaczą. Już miesiąc przed planowanym ślubem przyszła panna młoda łka przez godzinę dziennie. Następnie dołączają jej matka, babcia i każda kobieta z rodziny. Kilka dni przed ceremonią zawodzą już wszystkie niewiasty z okolicy. Ale spokojnie: nie z rozpaczy, lecz ze szczęścia! Na masajskim weselu może nas zaszokować scena, w której ojciec panny młodej pluje jej na głowę. To rodzaj błogosławieństwa. A w Szwecji nie gorszmy się, gdy panna młoda, jak tylko zostaje sama przy stole, obcałowywana jest przez wszystkich mężczyzn zebranych na weselu. Czy gdy w Korei stopy nowożeńca okładane są zimnymi rybami. Przed wyjazdem dowiedz się zatem jak najwięcej o miejscowych tradycjach ślubnych. A w trakcie ceremonii po prostu nie wychodź przed szereg. Obserwuj, jak się zachowują inni, i staraj się robić to samo co oni. A jak już zdarzy ci się wpadka? Przyjmij ją z uśmiechem. Zapewne właśnie stałeś się bohaterem anegdoty o obcokrajowcu, który nie wiedział, jak się zachować na weselu. Nowożeńcy będą ją opowiadali przez długie lata wspólnego życia.