Jaki był pierwszy widok, który zapamiętałeś z podróży do Papui-Nowej Gwinei?

Grzegorz Kapla:  Może nie pierwszy, bo kiedy z okien samolotu widzisz, jak ocean kuli się pod ciężkimi, szarymi chmurami, jak nie ma dokąd iść pod ich naporem i jak rozbija się o czarną ścianę dżungli, to nie ma w tym nic wyjątkowego - tak wygląda każde podejście do lądowania w strugach deszczu.

Natomiast pierwszy widok z kategorii niezapomnianych, był już po lądowaniu w Wamenie. Budynek lotniska przypomina dworzec autobusowy w Polsce w latach 90., schodzimy schodkami na płytę lotniska. Jest upiornie gorąco, ludzie wyciągają z samolotu wszystko co przywieźli -  kozy, kury, płyty kartonowo-gipsowe, sklejkę i skrzynki z częściami samochodowymi. My zarzucamy plecaki na grzbiety, cienie mamy króciutkie, bo to południe i wtedy widzimy, jak wzdłuż pasa startowego biegnie czterech czy pięciu wojowników. Mają nagie brązowe ciała, horimy ukrywające ich przyrodzenia, pióropusze, bose stopy, w dłoniach długie włócznie i w ogóle nie zwracają uwagi na to, co się wokół dzieje. 

Fot. Grzegorz Kapla

Jaki dźwięk kojarzy ci się z Papuą?

Chrząkanie świń. Świnia jest największą wartością w świecie wojowników. Kto ma świnie, może zbudować dom dla siebie i dla swoich kobiet. Kto ich nie posiada, nie może mieć rodziny. Jeśli rodzi się prosię a któraś z kobiet ma dziecko, to karmi prosię jedną piersią, a dziecko drugą. Kiedy świnia podrasta, mężczyźni siadają w kucki na całych stopach, biorą świnkę na kolana i kołyszą ją, żeby dobrze spała. Tak jest w całym melanezyjskim świecie, ale w interiorze Papui, najbardziej oddalonym kulturowo od świata pieniądza, widać to najbardziej.

Fot. Grzegorz Kapla

Ale z Papuą kojarzy mi się też zawsze dźwięk drumli – to jedyny instrument, jaki tam znają. Noszą drumle w specjalnie wykłutym otworze w uchu, bo przecież ludzie, którzy nie posiadają odzieży, nie mają także kieszeni.

Jest jeszcze łomot kamieni w rzekach w Baliem Gorge. Znam góry, byłem w Himalajach, w Andach czy Tatrach, słyszałem wiele górskich rzek i ten dźwięk jaki im towarzyszy to huk wody. W Papui natknąłem się na rzeki tak szybkie, że słyszało się, jak obracają kamieniami w swoich trzewiach.

Fot. Grzegorz Kapla

Pamiętasz sytuację, w której poczułeś, że musisz zrewidować swoje przyzwyczajenia, bo miejsce, w którym jesteś, rządzi się innymi prawami?

Miałem taką rozmowę z Amusem. Oszukali go i pozbawili pracy w urzędzie, bo nie miał na łapówkę, żeby objąć stanowisko. Choć ukończył szkołę, mówił po angielsku, umiał czytać i pisać, musiał zostać tragarzem. Szliśmy przez dżunglę.

- A wy co robicie ze swoimi zmarłymi – zapytał.
- Słucham? – zamyśliłem się po polsku, więc najpierw nie zrozumiałem.
- Co robicie ze swoimi zmarłymi? No wiesz, kiedy umieracie, co się wtedy dzieje?
- No zakopujemy ich na cmentarzu.
- Na cmentarzu?
- To takie miejsce, gdzie leżą w ziemi ci, którzy umarli.
- Miejsce dla Duchów?
- Nie. Miejsce dla tych, co umarli.
- A gdzie macie swoje Miejsce dla Duchów?
- Nie mamy.
- Nie macie!? – zdziwił się.

A potem zapytał, czy nie boję się umrzeć, skoro nie istnieje miejsce, w którym mógłbym być, kiedy będę duchem. Myślałem, że duchy idą do nieba. Duchy Papuasów mieszkają w we wsi w miejscu dla duchów. Można tam zawsze iść, żeby z nimi pogadać o tym, co u mnie, co u nich i co w świecie.

Fot. Grzegorz Kapla

Czy natknąłeś się w Papui na zwyczaj, którego nie ma w Polsce, a który chętnie przeniósłbyś na polski grunt?

Tak. To stosunek do starszych. W Europie, zwłaszcza w czasie epidemii, mnożyły się wypowiedzi o tym, że starsi ludzie obciążają system, że nie produkują, nie powiększają PKB, że w zasadzie to przez nich się nie można rozwijać… Tam było zupełnie inaczej, bo Lud Dani traktuje starszych ludzi jako zasób kulturowy – można korzystać z ich wiedzy, doświadczenia, umiejętności i zdolności. Są zaangażowani i okazuje się im szacunek. Pewnie kiedyś, przed reformami Bismarcka, który postanowił, że instytucje państwa i ubezpieczenia emerytalne zastąpią zadania wielopokoleniowych rodzin, u nas też tak było. Ślady takiego stylu życia mamy w literaturze i ikonografii, ale dzisiaj to pogubiliśmy i starsi przestali być autorytetami w wielu środowiskach, choć na szczęście nie we wszystkich.

Fot. Grzegorz Kapla

Jakie słowo Twoim zdaniem najlepiej opisuje Papuę?

Marzenie. A może lepiej byłoby powiedzieć „cud”? Bo kiedy uświadamiam sobie, ile spraw musiało się wydarzyć, żebym tam dotarł, to cud pasuje najlepiej. Kiedy po raz pierwszy pomyślałem, że chciałbym tam dotrzeć, oczywiście po lekturze „Tomka wśród łowców głów”, byłem przecież chłopakiem z kraju, w którym zarabiało się po kilka dolarów dziennie, nie można było posiadać paszportów, a jeśli ktoś wyjeżdżał zagranicę, to po to, żeby tam zarabiać. Podróżnikami byli wtedy Tony Halik albo Ryszard Kapuściński. Musiał się wydarzyć cud.


Zainteresowani? To dopiero przedsmak. Mało kto wie, że Papua-Nowa Gwinea jest też liczącym się eksporterem wysokiej jakości kawy. Górski krajobraz wyspy sprawia, że panują tu idealne warunki do uprawy ziaren, a większość kawy pochodzi od małych producentów, co również przekłada się na jakość. Arabika z Papui Nowej Gwinei charakteryzuje się konsystencją o dużej tzw. cielistości, ma niską kwasowość i czekoladowo-orzechowo-owocowe nuty. Wraz z producentem kaw L’OR zapraszamy do wysłuchania prelekcji Grzegorza Kapli, poświęconej temu fascynującemu kierunkowi.

Zobacz wideo: