Kiedy przeczytałam, że w średniowiecznej Danii powstało ponad tysiąc zamków, zaczęła mi pracować wyobraźnia. To przecież tajemnice, historie wybryków i perwersji, do tego te wspaniałe uczty! W kilkadziesiąt minut zrobiłam listę miejsc, które chcę zobaczyć, i wtedy zaczęły się niespodzianki. Po najstarszych warowniach wikingów zostały tylko grodziska, natomiast na bazie wielu średniowiecznych budowli wyrosły rezydencje tak luksusowe, że bardziej kojarzą się z przepychem Wersalu niż surową Skandynawią.


Królewski sznyt

Dania to jedna z najstarszych monarchii na świecie. Na jej czele stoi (i słusznie!) kobieta, królowa Małgorzata II. Postępowa i uwielbiana przez Duńczyków, jest m.in. właścicielką Amalienborga, oficjalnej rezydencji duńskich rodzin panujących. Założenie ma rozmach, to cztery identyczne rokokowe pałace w centrum Kopenhagi. Swoją podróż zaczynam właśnie od nich. Budynki stoją wokół potężnego, pozbawionego zieleni placu. W pobliskim bistrze chwyciłam bułkę z łososiem, jakkolwiek by patrzeć, królewską rybą, i czekam teraz na zmianę warty. To wielka atrakcja turystyczna, takie  kopenhaskie „must see”, tym bardziej że w tej właśnie gwardii służył Hans Christian Andersen. 

Raz do roku, w swoje urodziny, królowa wychodzi z rodziną na balkon pałacu Chrystiana IX i dziękuje za życzenia. Niestety królowa nie uzgadnia ze mną swoich terminów, więc pozostaje mi oglądanie słynnych duńskich gwardzistów. Mam jednak szczęście, jest niedziela. Władczyni – o czym informuje duński sztandar królewski, jest w pałacu, więc i warta ma uroczysty charakter.

Wychodzą. Tłum obcokrajowców wyciąga setki komórek i wszyscy jak jeden mąż filmują żołnierzy w czerwono-niebieskich mundurach i wysokich bermycach – to wielkie futrzane czapki, z którymi kojarzą się na całym świecie. Nie mam pojęcia, jak można w nich wytrzymać w lipcu. Gwardziści prezentują broń, ja kończę kanapkę i ruszam dalej. Co prawda dwa pałace Amalienborga są częściowo udostępnione do zwiedzania, ale dla mnie jest tu zbyt „betonowo”. Szerokim łukiem omijam również pobliski Christiansborg, wcześniejszą rezydencję królewską, a obecnie siedzibę parlamentu. Chcę poczuć się jak królowa na urlopie, dlatego resztę dnia zamierzam spędzić w otoczonym zielenią Rosenborgu. Tym bardziej że od Amalienborga oddalony jest zaledwie o 850 m, a jego ogród jest najstarszym tego typu założeniem w Danii. Tu wkraczam do zupełnie innego świata. Wchodzę w bajkę.

W Ogrodzie Króla przy zamku Rosenborg. Ten park w centrum Kopenhagi ma aż 12 ha. Latem można odpocząć na trawie albo podziwiać plenerowe wystawy sztuki. Fot. iStock.

 

Na górze róże, na dole skarb

Rosenborg, niegdyś podmiejska rezydencja władców Danii, uważany jest za jeden z najpiękniejszych królewskich zamków w Europie. Otaczają go ukwiecone ogrody, w powietrzu unosi się zapach róż. Budynek kryje również dwupoziomowy Królewski Skarbiec, do którego, zdaniem Andersena, „trafiło ziarnko grochu (to, które uwierało księżniczkę) i gdzie je można jeszcze oglądać, jeżeli nikt go nie zabrał”. 

W Rosenborgu, który słynny bajkopisarz uwiecznił również w baśni Krzesiwo, kroczę śladem poprzedników królowej Małgorzaty II. Historia tego miejsca zaczyna się z Chrystianem IV Oldenburgiem, który sprawował władzę na przełomie XVI i XVII w. W swym długim życiu Chrystian spłodził (oficjalnie) 24 dzieci, co absolutnie zaprzecza teoriom o zimnokrwistości Duńczyków. Władca musiał mieć też zdrowy kręgosłup, w dwupoziomowym skarbcu oglądam jego złotą, ważącą prawie trzy kilogramy koronę. Jest cudowna, pełna detali, zdobień, mogłabym wpatrywać się w nią godzinami.

Sam zamek również musi zrobić wrażenie na każdym, nawet na bywalcach innych królewskich rezydencji. Godzinami wałęsam się więc po pełnych przepychu komnatach. Trony w Sali Rycerskiej (jeden z nich wykonany z marmuru i kości narwala) od razu kojarzą mi się z Grą o tron. Ten sam klimat, tylko bardziej kolorowo.

Po kilku godzinach zwiedzania nie czuję nóg. W zamkowych ogrodach siadam w kawiarence i zamawiam świeże ostrygi. Do tego białe wino i ciasteczko pistacjowe. Zaczynam rozumieć, dlaczego Chrystian IV tak kochał to miejsce. W takich okolicznościach przyrody spokojnie mógł się ukryć przed kolejnymi żonami i nadmiarem potomstwa. No i cieszyć się swoim wspaniałym ogrodem.

Dobre życie kochał również Fryderyk II, który dla młodej żony wzniósł zamek Kronborg w Helsingørze, 50 km od stolicy Danii. Jadę tam z pewnym niepokojem. Kronborg zawdzięcza swoją popularność Szekspirowi. Dramaturg wszech czasów zapewne nigdy w Helsingørze nie był, ale miejsce akcji Hamleta umieścił właśnie w ponurym „zamczysku w Elzynorze”. Po Kronborgu oczekuję atmosfery podniosłości, w końcu nie każdy zamek na świecie „zagrał” u Szekspira, boję się więc rozczarowania. Ale czy może rozczarować zamek, który widać niemal już w połowie drogi?

Kronborg leży nad cieśniną Sund. Nazywany jest zamkiem Hamleta.

Kronborg jest potężny. I fantastycznie położony nad cieśniną Sund. Żeby wejść do środka, muszę pokonać kilka mostów, zamek był silnie ufortyfikowany. Najpierw wchodzę na tarasy, cieszę się morską bryzą. Potem wybieram trasę „kulinarną”. To nieco inne zwiedzanie, choć tak jak inni idę przez najpiękniejsze komnaty. Zamek został wpisany na listę UNESCO, od wieków budził grozę wśród żeglarzy, którzy widzieli jego potęgę od strony wody. Ale ja wędruję teraz śladem smakowitego życia Fryderyka i Zofii. W pierwszych dziesięciu latach małżeństwa urodziło im się siedmioro dzieci, uwielbiali wspaniałe przyjęcia, podczas których królowały ostrygi, miód i luksusowe wówczas cytrusy. W tamtych czasach za trzy cytryny król musiał płacić jednym wołem! W Kronborgu kazał zbudować najdłuższą, 62-metrową salę w Europie, w której oszałamiał gości luksusami swojej kuchni. Poznaję więc dania z różnych epok, ubrana w historyczną suknię przewodniczka opowiada, jak oszukać wzrok, ozdabiając potrawy piórami egzotycznych ptaków. Wieczorem siadam w zamkowej restauracji i czytam Hamleta.

 

Dyskretny urok arystokracji

Duńskie zamki mają jedną wspólną cechę, są uporządkowane. Dlatego zbaczam trochę z wybranej trasy, szukam mniej znanych zabytków. Chociaż moim kolejnym celem jest Egeskov, po drodze zatrzymuję się na chwilę w niewielkim Ledreborgu i tam, w pałacowym parku, jem lekki obiad. Przede mną kilka godzin podróży, w tym przeprawa promem z Zelandii do Jutlandii przez Wielki Bełt. Wiem, że to trochę dookoła, ale nie śpieszę się. Po całym dniu podróży wjeżdżam na Fionię i z zapartym tchem patrzę na jeden z najpiękniejszych zamków, jakie w życiu widziałam.

Egeskov ma 466 lat.  To najlepiej zachowany zamek na wodzie europejskiego renesansu. Fot. Shutterstock

Wygląda jak pudełko czekoladek, dopracowany, elegancki, otoczony fosą. Wzniesiony na dębowych palach Egeskov jest najpiękniejszym zamkiem na wodzie renesansu. Ma 66 komnat, właściciele wystawiają pamiątki z podróży na Czarny Ląd, choć większą atrakcją jest ekspozycja zabytkowych aut i motocykli. Ale najwięcej uroku ma park. Można w nim urządzić piknik, to, czego nie zaakceptowałby żaden arystokrata wieki temu, teraz stało się rzeczywistością. Koce, kosze z piwem i kanapkami, biegające dzieci. Wracam do samochodu, wyciągam pudełko z jedzeniem i wodę mineralną. Czy żeby czuć się jak królowa potrzebuję zamku? Wystarczy mi przecież ogród.

 


INFORMATOR

Dojazd
Najszybciej dolecieć do Kopenhagi – ceny biletów zaczynają się od 460 zł w dwie strony, a następnie poruszać się wynajętym samochodem (od 140 zł za dobę).

 

Noclegi
Najlepiej w małych pensjonatach i hotelach, które działają przy zabytkach. Ceny noclegów zaczynają się od 80 euro za pokój 2-osobowy, można również zafundować sobie nocleg w jednym z obiektów zabytkowych. Ceny zależą od standardu i popularności zamkowego hotelu; od 100 do 300 euro za dobę. W Kronborgu można też zorganizować wesele, od 1770 euro od pary.

 

Warto wiedzieć
Dla zwiedzających otwartych jest 50 zabytków, w 20 można nocować. Zwiedzanie Kronborga warto połączyć z wejściem do dwóch blisko leżących zamków: Frederiksborga i Fredensborga. Na ogół przy zamkach i pałacach działają muzea, w budynkach gospodarczych mieszczą się wystawy, przy okazji można odpocząć w ogrodach. Należy też dokładnie sprawdzać miesiące dostępności obiektów należących do rodziny królewskiej.  Czasami królowa może nas uprzedzić.