Najdelikatniejsze z wielkich kotów są równocześnie – paradoksalnie – najsprytniejsze i najtwardsze ze wszystkich

Przez tłum przebiega fala oczekiwania. Dłonie zaciskają się na lornetkach. Kamery w pełnej gotowości. Tuzin turystycznych busów pełnych ludzi, najeżonych teleobiektywami, tłoczy się pod samotną akacją na równinie tanzańskiego Parku Narodowego Serengeti. Przez ostatnie pół godziny samica geparda o imieniu Etta siedziała w cieniu z czworgiem potomstwa, zerkając na grupę gazel Thomsona, które pokazały się na niedalekim zboczu. Teraz wstała i podkrada się w stronę stadka z wystudiowaną nonszalancją, na którą nikt się nie nabierze, a już na pewno nie spoglądające na nią nerwowo gazele.

Nagle Etta zerwała się do sprintu, a gazele – do ucieczki. Kot jest tak szybki, że wzrok za nim nie nadąża, śmiga wśród traw rozmazaną smugą niczym pocisk. Sekundy – i już po wszystkim. Wzbija się chmurka kurzu i pechowa młoda gazela kończy w morderczym uścisku. Etta taszczy zdobycz do młodych, które wyskakują z krzaków, nie mogąc doczekać się uczty. Busy podążają w ślad za kocicą, kierowcy starają się tak ustawić wozy, by turyści z kamerami mieli jak najlepsze ujęcia.

Gepardy zajmują ciekawe miejsce w zbiorowej wyobraźni. Są piękne, egzotyczne, szybkie jak wyścigowy wóz. Mają opinię łagodnych. Są w równej mierze mieszkańcami dzikiej przyrody i gwiazdami mediów, ulubieńcami filmowców i autorów reklam. Gdy wstukać w wyszukiwarkę „gepard” i „zdjęcia” (po angielsku), wyskoczy ponad 20 mln trafień, od fotografii mody po reklamy luksusowych aut i fotki gepardzich kociąt na tylnym siedzeniu kabrioletu Mercedes. Żywa obecność tych kotów w kulturze popularnej może wywoływać wrażenie, że równie dobrze jak w masowej wyobraźni mają się w przyrodzie. Tymczasem wcale tak nie jest. W rzeczywistości gepardy są najbardziej ze wszystkich wielkich kotów wrażliwe na niekorzystne czynniki. Są nieoczekiwanie rzadkie, a robią się coraz mniej liczne. Kilkaset lat temu występowały w Azji od Półwyspu Indyjskiego po wybrzeże Morza Czerwonego oraz w niemal całej Afryce. Choć szybkie, przed człowiekiem nie zdołały uciec. Gepardy podgatunku azjatyckiego, wytworne stworzenia, które niegdyś uświetniały monarsze dwory Indii, Persji i Arabii, są dziś na wymarciu. W Afryce w XX w. liczebność gepardów spadła o 90 proc. Jest to skutek wypierania tych zwierząt z ich naturalnych siedlisk przez rolników i hodowców, odstrzału i odławiania młodych na handel. Dziś na świecie żyje na swobodzie niespełna 10 tys. gepardów.

Nawet w afrykańskich wielkich parkach narodowych muszą one znosić nieustanną presję. Są płochliwe, delikatne, nie potrafią ryczeć – wypierają je więc na margines lwy, znacznie większe, silniejsze i liczniejsze. I tak na przykład w tanzańskim Parku Narodowym Serengeti i przyległym do niego rezerwacie Masai Mara w Kenii żyje ponad 3 tys. lwów i około tysiąca lampartów, tymczasem gepardów marne 300 sztuk. Lwom ustępują także w oczach turystów. Mimo statusu celebrytów darzone są mniejszym niż „król zwierząt” zainteresowaniem. – Gepard to zwierzę, o zaliczeniu którego turysta marzy dopiero na swoim drugim safari – tłumaczy Eliyahu Eliyahu pracujący jako przewodnik. – Za pierwszym razem wszyscy domagają się lwów. A problem polega na tym, że tam, gdzie dużo lwów, gepardów mało.

 

Gepardy wydają się odmienne od innych kotów i rzeczywiście takie są. To nie tylko odrębny gatunek, ale także inny rodzaj – Acinonyx [pozostałe gatunki wielkich kotów – lew, tygrys, lampart, jaguar i irbis – zalicza się do rodzaju Panthera]. Nazwa rodzaju Acinonyx (do którego należy tylko jeden gatunek – gepard właśnie) wzięła się z greckiego słowa oznaczającego „cierń” lub „szpon”. Wiąże się ona z dziwną budową łap geparda, których pazury się nie chowają – inaczej niż u wszystkich pozostałych kotów. W przeciwieństwie do lwów i lampartów, potrafiących całkowicie schować pazury, służące im do rozrywania zdobyczy i wspinania się po drzewach, pazury gepardów przypominają raczej kolce w podeszwie sprinterskiego buta. Pełnią zresztą taką samą funkcję: mają zapewnić przyczepność do podłoża i umożliwić szybkie zerwanie się do biegu.

Wszystkie cechy budowy geparda służą jednemu celowi: prędkości. Jeśli ustawimy tego kota i samochód lamborghini na linii startu, nie da się powiedzieć, co pierwsze przekroczy setkę. Rozpędzenie się do 100 km/godz. zajmie i jednemu, i drugiemu mniej niż trzy sekundy. Ale 70 km/godz. to gepard osiągnie pierwszy, już w zaledwie dwóch susach.

Co to są za susy! Dzięki giętkiemu kręgosłupowi i długim nogom zwierzę połyka dystans 7,5-metrowymi skokami. Sportowiec wyczynowy, który skoczy na tę odległość choć raz, i to z porządnego rozbiegu, ma szansę zakwalifikować się do igrzysk olimpijskich. A gepard w pełnym biegu wykonuje cztery takie skoki na sekundę.

Dzięki takim umiejętnościom od starożytności gepardy otaczano podziwem. Egipcjanie już 4 tys. lat temu oswajali je i trzymali w domach, a także uwieczniali na świątynnych i grobowych płaskorzeźbach czy malowidłach. W Indiach Iranie i Arabii polowania z gepardami (które nazywano „lampartami myśliwskimi”) były wśród możnych popularną rozrywką. Na dworach władców imperium Wielkich Mogołów gepardy stały się ulubionym motywem sztuki, portretowano je na malowidłach i arrasach, w opowieściach wierszem i prozą. Ulubieńcy nosili obroże wysadzane klejnotami i zajmowali zaszczytne miejsce w orszaku władcy.

Do dziś gepardy są modne w Arabii Saudyjskiej i państwach Zatoki Perskiej. Gepardzi kociak osiąga tu cenę 10 tys. dolarów. – Młodzi ludzie kupują je sobie jako ozdobę do sportowego wozu – mówi Mordecai Ogada, kenijski zoolog, który zajmuje się badaniem nielegalnego handlu tymi zwierzętami. – Dla nowobogackich jest to zakup obowiązkowy.

W takich krajach jak Zjednoczone Emiraty Arabskie gepardy przechodzą coś w rodzaju prawnego czyśćca. – Import jest złamaniem prawa – tłumaczy Ogada – ale gdy zwierzę się już tu znajdzie, może legalnie podróżować dalej. Przemycane gepardy łatwo „wyprać”, nadać pozory pochodzenia z legalnego źródła, jak np. hodowla w niewoli. Trudno określić, skąd są kocięta, jeśli nie przeprowadzi się testów DNA, które mogłyby wykazać, czy nie należą do podgatunku endemicznego na jakimś terytorium.

Jak wielki wpływ na zmniejszanie się liczebności dzikich populacji geparda ma odławianie młodych i ich przemyt, trudno powiedzieć, ale wiele wskazuje na to, że handel kociętami jest biznesem na wielką skalę. Nawet pobieżna kwerenda internetowa ujawnia masę młodych oferowanych na sprzedaż przez „hodowców” z Dubajju lub podobnych miejsc. Kilkunastu przemytników aresztowano w ubiegłym roku w Tanzanii i Kenii; podobno kocięta można kupić nawet w Kamerunie.

– Podejrzewam, że problem jest większy, niż sobie wyobrażamy – niepokoi się Yeneneh Teka, szef etiopskiego urzędu ochrony przyrody. – Gra idzie o wielkie pieniądze, przemytnicy zwierząt, podobnie jak przemytnicy narkotyków i broni, mają swoje przetarte szlaki i sprawnie działające siatki pośredników.

W zeszłym roku władze Etiopii wypowiedziały wojnę przemytowi dzikich zwierząt i zorganizowały szkolenia dla strażników granicznych i celników. Zaostrzenie kontroli opłaciło się; zdołano przechwycić transport gepardzich kociąt do Somalii.

– Gdy strażnicy graniczni sprawdzali dokumenty, usłyszeli skrobanie dobiegające z kanistra, w którym rzekomo miało być paliwo. Otworzyli go i znaleźli pięć maleńkich gepardów w bardzo złym stanie. Jedno z kociąt padło. Pozostała czwórka, po leczeniu, trafiła do zarządzanego przez fundację Born Free rezerwatu przyrody niedaleko Addis Abeby. Spędzą tam resztę życia. – Wprawdzie dla czwórki ocalonych jest to happy end, ale dla gatunku strata.

– Nigdy nie uda się ich przywrócić dzikiemu życiu – martwi się Ogada. – Nawet gdyby wdrożyć je do polowania, człowiek nie nauczy kociąt rozpoznawania i unikania wrogów, takich jak lwy czy hieny. – Wprawdzie kilka gepardów zaczęło funkcjonować na swobodzie w dużych, ogrodzonych rezerwatach w RPA, lecz otwarta sawanna jest znacznie groźniejszym miejscem dla młodego geparda. – Osierocone młode nie miałyby szans na przeżycie w takim miejscu jak Serengeti – twierdzi Ogada.

Nawet samice mają trudności z odchowaniem potomstwa na swobodzie: śmiertelność wśród młodych sięga 95 proc. Większość kociąt ginie, gdy tylko osiągnie wiek, w którym oddalają się z legowiska samicy. Zabijają je lwy lub hieny, albo padają z wychłodzenia. Bywa, że zostają porzucone przez matkę, która nie jest w stanie nastarczyć pożywienia, bo nie wiedzie się jej na polowaniu. Wiele samic geparda dokonuje żywota, nie zdoławszy doprowadzić do dojrzałości ani jednego potomka.

 

Niektóre samice jednak, choć nieliczne, radzą sobie znacznie lepiej i wychowują młode z powodzeniem. Zdarzają się nawet takie, które opiekują się potomstwem innych samic. Tym supermatkom – świetnym łowczyniom, znającym tajniki buszu lepiej niż inne – udaje się upolować codziennie jakąś zwierzynę. Równocześnie na tyle dobrze pilnują młodych, że nie dosięga ich żadne z niebezpieczeństw otwartej sawanny, choć wokół pełno wygłodniałych lwów i hien. Od jednej z tych supermatek, siedmioletniej Eleanor, pochodzi nie mniej niż 10 proc. wszystkich dorosłych gepardów zamieszkujących południową część Serengeti.

– Jeszcze nie słyszałam, żeby przetrwanie populacji u jakiegokolwiek ssaka drapieżnego zależało od sukcesu rozrodczego tak niewielu samic – przyznaje Sarah Durant z Zoological Society of London. Durant kieruje programem badawczym gepardów w Serengeti. Jest to najdłuższy na świecie program badań nad ssakami mięsożernymi – trwa już 38 lat. W jego ramach od pokoleń rejestruje się matrylineaże (rodowody w linii żeńskiej) gepardów. Skrupulatne badania terenowe Durant ujawniły, jak niezwykle ważne są te supermatki.

Matrylineaże populacji gepardów w Serengeti zostały już dobrze opisane, ale z liniami ojcowskimi sprawa przedstawia się inaczej. Zoolog Helen O’Neill czeka cierpliwie w land roverze zaparkowanym niedaleko drzewa, pod którym wylegują się w cieniu trzej bracia, gepardy o imionach Mocha, Latte i Espresso zwani „Kawowymi chłopakami”. O’Neill jest w trakcie misji zwanej eufemistycznie „patrolowaniem kup”, która polega na zbieraniu próbek kału poszczególnych zidentyfikowanych samców. Naukowcy z Zoological Society of London są w stanie z odchodów wyekstrahować DNA, a potem wypełnić luki w patrylineażach (rodowodach w linii męskiej) gepardzich drzew genealogicznych.

Dotychczasowe analizy wskazują, że samice gepardów kojarzą się ze znacznie większą liczbą partnerów, niż ktokolwiek przypuszczał: nie mniej niż w połowie miotów potomstwo ma różnych ojców. – Podejrzewamy, że wielokrotne kopulacje dają korzyść genetyczną w trudnych warunkach środowiskowych – wyjaśnia Durant. – Jest to rodzaj asekuracji, samica w ten sposób zwiększa szansę na przeżycie chociaż części swojego potomstwa.

 

Daleko, daleko od spalonych słońcem sawann Serengeti, późnym, zimnym i pogodnym wieczorem samotny samiec geparda wędruje przyprószoną śniegiem granią. Zatrzymuje się na chwilkę, aby strzyknąć moczem na pień tamaryszku, po czym znika z pola widzenia obiektywu automatycznej kamery.

Ta ukryta kamera jest jedną z 80 fotopułapek zainstalowanych wokół Wielkiej Pustyni Słonej (Daszt-e Kawir, Dasht-e Kavīr), bezludnego obszaru na Wyżynie Irańskiej, w nadziei, że przyniosą nowe informacje o najrzadszych i najmniej uchwytnych wielkich kotach: gepardach azjatyckich.

– Takie zdjęcia to spełnione marzenie – zachwyca się 27-sekundowym filmem irański zoolog Houman Jowkar prowadzący badania w ramach państwowego programu ochrony gepardów. – To niezwykle rzadkie zwierzęta górach mieszkają od lat, a nie widzieli na oczy żywego geparda.

Fotopułapki pomagają irańskim naukowcom w oszacowaniu liczby pozostających przy życiu gepardów i określeniu terenów, na których występują. – Na szczęście koty są cętkowane. Dzięki temu, że deseń jest niepowtarzalny, możemy ustalić tożsamość każdego osobnika, ocenić jego rolę w populacji i zasięg terytorialny tejże.

Mimo wszystko ocalenie geparda azjatyckiego graniczy z niemożliwością. Kłopoty zaczęły się już w czasach świetności dynastii Wielkich Mogołów, gdy elity opanował szał polowań z gepardami. Jeden z Wielkich Mogołów w ciągu swego 49-letniego panowania zgromadził ponoć 9 tys. gepardów.

To było kiedyś. A dziś? Przez 10 lat, dysponując dziesiątkami kamer, badacze zdołali uzyskać 192 migawki z gepardami. Te zdjęcia przedstawiają 76 wychudzonych osobników. Ostatni Mohikanie plemienia, które niegdyś zamieszkiwało licznie prawie całą Azję. Niedobitki radzą sobie z trudem. Na kamienistych stokach próbują polować na gazele i barany argali, konkurując z wilkami, a nawet człowiekiem, dla którego gazele i owce też stanowią źródło pożywienia.

– Wegetują na krawędzi, na skraju ekologicznych możliwości – mówi Luke Hunter, prezes Panthery, międzynarodowej organizacji ochrony kotów. – Intrygujące jest jedno: koty nie zostały zepchnięte w te niegościnne góry niedawno. Żyją tu od tysięcy lat. Nie zdajemy sobie sprawy, jak elastyczne i odporne są gepardy.

Rzeczywiście, są. Mimo delikatnego wyglądu należą do najtwardszych i najsprytniejszych zwierząt. Znoszą surowe zimy stepów Azji Środkowej i piekący żar Sahary.

– Szybkość to nie jedyna ich mocna strona – mówi z podziwem zoolog Farid Belbachir, który instaluje fotopułapki w górach Ahaggar w południowej Algierii w celu badania skrajnie zagrożonego wyginięciem podgatunku maghrebskiego. – One potrafią doskonale wykorzystać rzeźbę terenu. Nauczyły się na przykład atakować w wąskich miejscach saharyjskich wadisów, gdzie zwierzyna nie ma dokąd uciekać.

 

Tymczasem na Serengeti minęło południe. W powietrzu wisi gorący kurz, nad horyzontem kłębią się burzowe chmury. Etta od godziny podkrada się do dużego samca gazeli. Zbliżyła się już na 40 m, a samiec wciąż jej nie zauważył. – Jeszcze trudno powiedzieć, czy Etta okaże się supermatką – mówi Durant. – To jej pierwszy miot. Ale to, że wyprowadziła z legowiska czwórkę dzieci i utrzymała je do tego wieku, świadczy, że może z czasem zasłużyć na to miano.

Gazela jest dorodna, mięsista. Etta robi jeszcze kilka ukradkowych kroczków naprzód, po czym waruje i czeka. Wygląda jak sprinter w blokach startowych.

Ciągną się pełne napięcia minuty. Nagle, bez żadnego widocznego powodu, Etta po prostu wstaje i oddala się spacerowym krokiem. Coś wzbudziło jej podejrzenia. Może wiatr przywiał woń hieny, a może lwa – kto wie. Cokolwiek to było, samotna matka czworga kociąt na Serengeti nie zaryzykuje bezpieczeństwa potomstwa nawet dla tak tłustej zdobyczy. Gepardzica przyzywa młode i razem, truchcikiem, zanurzają się w fioletowej mgiełce.