3150 km i 35 dni rowerowej przygody. Relacja z wyprawy "Skandynawia śladami Wikingów", którą National Geographic Traveler objął patronatem w 2014 roku. Przeczytajcie relację z tej fascynującej podróży, a może także ruszycie tym śladem.

Naszą skandynawską przygodę rozpoczynamy 22. lipca od spotkania na lotnisku Sanderfjord Torp położonym około 120 km na południe od Oslo. Po szybkiej i sprawnej akcji złożenia rowerów udajemy się w kierunku Drammen, gdzie docieramy późnym wieczorem. Następny dzień rozpoczynamy od spotkania dwóch Polaków na stacji benzynowej, którzy popijając kawę i widząc polskie napisy na koszulkach, postanowili podejść i porozmawiać. Podczas krótkiej pogawędki dowiadujemy się więcej o ich relacjach z mieszkańcami, życiu i pracy. Po opuszczeniu Drammen czeka nas ośmiokilometrowy podjazd. Niedługo potem spotykamy bardzo barwną postać - 75-letniego Hiszpana z Valencji, który podczas swojej sześciomiesięcznej podróży zwiedził kraje Europy Zachodniej, Beneluxu i Skandynawii. Zaskoczyła nas wielkość i waga jego bagażu - w sumie 70 kg. Dojeżdżamy do Oslo, gdzie zwiedzamy głównie Park Vigelanda i Pałac Królewski. Miasto nie robi na nas dużego wrażenia, dlatego po krótkim namyśle wracamy w kierunku Drammen.

Kolejnego dnia w drodze do Hokksund spotykamy się pierwszy raz z niesamowitą norweską uprzejmości. Przypadkowa obserwatorka widząca nasze zakłopotanie, związane z chwilową utratą orientacji w terenie, wychodzi z auta na środku ronda, żeby finalnie wskazać nam właściwy kierunek jazdy. To pierwsza, ale nie ostatnia tego typu sytuacja podczas naszej wyprawy. W miarę zbliżania się do miejscowości Kongsberg krajobraz ulega zmianie z typowo rolniczego na bardziej górski. Późnym popołudniem uciekając przed burzą docieramy do Heddal, gdzie zwiedzamy największy zachowany kościół klepkowy (słupowy) w Norwegii z 1242 roku, który przypomina nam o istnieniu w naszym regionie kościoła klepkowego Vang przeniesionego do Karpacza w 1842 roku. Nocleg spędzamy na polanie przy rzece z widokiem na kolejny, ciekawy architektonicznie kościół. Sielankowy wieczór popsuła nam bardzo szybko nadciągająca ulewa. Jednak następnego dnia od samego rana czeka na nas nagroda w postaci słonecznej pogody i urozmaiconych widoków. Zwieńczeniem dnia jest nocleg nad przepięknie położonym jeziorem. Smaczku dodaje obecność łódki, której „szczelność” sprawdziliśmy następnego dnia. Po półgodzinnym pływaniu wynik jest pozytywny- łódka spełnia nasze oczekiwania. Zafascynowani miejscem niechętnie je opuszczamy. Jednak po kilku godzinach jazdy czekają na nas kolejne atrakcje w postaci domków z dachami całkowicie porośniętymi trawą i bardzo szybkiego oraz widowiskowego 12-kilometrowegozjazdu. Dzień kończymy wspinaczką i śpimy w okolicach tunelu z widokiem na ośnieżone góry. Dla równowagi dzień następny rozpoczynamy szybkim, 15-kilometrowym zjazdem, który kończymy w miejscowości Odda. Trudy dnia poprzedniego zostają nam wynagrodzone w postaci zapierających dech w piersiach wodospadów Latefoss, języka lodowca Folgefonna. Po dotarciu do miejscowości Tyssedal i rozmowach z mieszkańcami jesteśmy zmuszeni zrezygnować z jednej z ciekawszych atrakcji- Języka Trola (Trolltunga). Powodem tego jest bardzo długie, 8-godzinne piesze podejście. Po powrocie do Oddy kontynuujemy jazdę wzdłuż pierwszego fiordu na naszej trasie- Sorfjorden. Droga przebiega wzdłuż sadu z czereśniami, których jakości nie omieszkamy nie sprawdzić ( 7781). Kolejne kilometry z miejscowości Alsaker do Jondal przebiegają ciekawą, wąską, pagórkowatą drogą przez urokliwe, małe miejscowości z licznymi sadami. Zwieńczeniem drogi jest pierwsza przeprawa promowa z miasta Jondal do Torvikbygd. Po zejściu na ląd i przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów docieramy do wodospadu Steinsdalsfossen, kilku jeziorek i mostu nad Veafjordem.