W kraju, w którym wymagany jest konformizm, zwykły portret może być rewolucyjny.

W Korei Północnej żyje 25 mln ludzi, ale jedynymi rzucającymi się tam w oczy portretami są te przedstawiające jej przywódców. Zwykli ludzie rzadko są fotografowani, chyba że w dużej grupie – nawet w dniu ślubu.

W 2017 r. francuski fotograf Stéphan Gladieu wyjechał do Korei Północnej, by odkryć indywidualność jej obywateli. W fabrykach i gospodarstwach wybierano dla niego najczystszych robotników. – W kraju, w którym jednostka nie ma znaczenia, robiłem coś szalonego, prosząc ludzi, by pozowali  pojedynczo – mówi Gladieu. Wielokrotnie przypominali mu o tym opiekunowie wskazujący obiekty, do których mógł pojechać. Swoich modeli typował sam, choć czasami jego opiekunowie twierdzili, że postawił na zbyt brzydkich, starych lub zaniedbanych.

Z osobna każdy portret może wyglądać jak reżimowa propaganda radości. Razem uzyskują jednak niepokojącą jednolitość. Efekt tkwi w tej powtarzalności. Nawet stojąc obok fotografa, przewodnicy nie rozumieli, co robi. 

– Nigdy nie dostrzegą tego, co widziałem ja – mówi Gladieu. – Są tak daleko, w innym świecie.

Tekst: Nina Strochlic

ZOBACZ GALERIĘ ---->