Choć opanowali rozległe przestrzenie wschodniej Europy, ich ekspansja pełna jest zagadek.


Jest i ciemniejsza strona tego miejsca, w którym prymitywne, złe, słowiańskie pogaństwo zetknęło się z kulturalnym, wyższym, łacińskim chrześcijaństwem. Wybijanie zębów za łamanie postu, zmuszanie mieczem do wieczerzy pańskiej, ciąganie na powrozie w błocie, bicie witkami świętych bałwanów, topienie posągów starych bogów, rąbanie ich siekierami na opał i wycinanie świętych gajów, do których odchodziły, by stamtąd powrócić do życia dusze – dla naszych przodków to był koniec świata. Poganie nie rozróżniają sfery sacrum od profanum, wycięcie świętego gaju było dla nich rzeczywistym końcem, zagładą plemienia. Przecież nie mogli żyć bez duszy. Warto jednak zastanowić się, jak ta wielowiekowa pogarda dla słowiańskiej ciemnoty i niższości wpływa na nas tu i teraz. Maria Janion pisze, że pogłos pogańskiej rozpaczy szedł przez wieki i – jako trauma historyczna – nie mógł przeminąć bez śladów w kulturze ludów słowiańskich. Twórca robiącej wielką karierę psychologii ustawień rodzinnych, Bert Hellinger, twierdzi, że na każdego wywiera wpływ rodzina, również ta z przeszłości, i to ona tworzy psychiczne oparcie dla następnych pokoleń. To przodkowie są odpowiedzialni za nasze dzisiejsze samopoczucie. Być może to „zły chrzest”, upodrzędnienie mieszkańców dorzecza Wisły czy Bugu, pogarda Kościoła łacińskiego dla ich języka (w przeciwieństwie do Kościoła Wschodniego, który język starocerkiewnosłowiański wprowadził do liturgii, a wiele bóstw słowiańskich „przerobił” na świętych portretowanych na ikonach), wstręt dla ich zwyczajów i mitologii zrodziły nasze dzisiejsze, Polskie poczucie niższości, kompleksy wobec kulturalnego, cywilizowanego Zachodu.

Nazwaliśmy siebie Słowianami, ludźmi posługującymi się słowami, czyli takimi, z którymi można porozmawiać, w odróżnieniu np. od Niemców, których zrozumieć nie sposób. Czasem wolimy się widzieć jako Sławian – synów sławy, ale nazwa może równie dobrze pochodzić od łacińskiego słowa sclavus – niewolnik. Te dwie skrajności znakomicie opisują nasze samopoczucie w Europie. Dziś nie chcemy pamiętać, że Słowianie byli jednymi z bardziej poszukiwanych i cenionych (szczególnie na muzułmańskich dworach) niewolników, a arabskie słowo saqaliba – oznaczało zarówno Słowian, jak i rzezańców, bo tacy właśnie trafiali na dwory arabskich emirów z czeskiej Pragi – ośrodka handlu niewolnikami. Wielu robiło wojskowe lub pałacowe kariery… Ale to tylko urywek naszej historii. Przez wieki byliśmy po prostu rolnikami. Z kurami, w gaciach prasłowiańskich, naucz się lubić swój wstyd – radzi Miłosz. Może zatem po prostu polubić prasłowiańskie gacie? Naszą inność, na którą stawia dziś wielokulturowa Europa? Przecież nasze gacie z własnego wyboru nałożyli przed wiekami Goci, Wandalowie, Sylingowie, Celtowie, Łużyczanie, Gepidzi i wielu Innych, którymi po trosze dziś wszyscy jesteśmy. Tak samo jak niewolnikami i sławnymi wojami z naszą ulotną, niepisaną, „złożoną w duchu” nie-historią ludu, który nie umiał wprawdzie budować imponujących świątyń ani ładnie się pomodlić, ale jego całe życie było modlitwą, a jego ziemia – świątynią.

Tekst: Zuzanna Pol

Przy pisaniu artykułu korzystałam m.in. z: Nie-Słowianie o początkach Słowian pod redakcją Przemysława Urbańczyka; katalog PNA Słowianie w Europie wczesnego średniowiecza; Maria Janion Niesamowita słowiańszczyzna.