Choć opanowali rozległe przestrzenie wschodniej Europy, ich ekspansja pełna jest zagadek.


[…] należałoby się zastanowić, czy Słowianie nie mieli specyficznego podejścia do przedmiotów. Może dlatego na ich ziemiach nie odnajdujemy żadnych zabytków? Może odrzucali wszystko, co obce, a używali tylko tego, co sami wyprodukowali – jak Gandhi, który nawoływał do kultywowania własnych tradycji i ganił przyjmowanie obcych wzorów. Może po prostu nie chcieli używać ani obcych garnków, ani złota, ani obcych tkanin […]? A może brak znalezisk trzeba tłumaczyć załamaniem się rzymskiego systemu nagradzania za posłuszeństwo? […] Słowianie zostali odcięci od dóbr rzymskich, od kosztownych prezentów, a wodzowie postawili na nowy, prostszy styl życia. Być może Słowianie byli społeczeństwem, w którym status uzyskuje ten, kto jest w stanie najwięcej oddać. Antropologom kulturowym znana jest przecież ceremonia potlaczu, czyli rozdawnictwa. Ten staje się w społeczności najważniejszy, kto jest w stanie najwięcej oddać albo publicznie zniszczyć. Być może przysłowiowa słowiańska gościnność i hojność jest prawnuczką potlaczu właśnie? – zastanawia się Paul Barford, angielski archeolog, który od lat mieszka i pracuje w Polsce, autor obszernego dzieła The Early Slavs.

– A mi to wygląda tak, jakby słowiańskie ziemie zajął nagle jakiś zakon, który ślubował ubóstwo – mówi profesor Jerzy Gąssowski. Być może, zgodnie z tokiem jego rozumowania, słowiańszczyzna była (przynajmniej początkowo) jakimś systemem religijnym? Zwróćmy uwagę, że mniej więcej w tym samym czasie powstał islam. Muzułmanie w niespełna sto lat zunifikowali ogromne obszary świata, bo wraz z ekspansją militarną szerzyli nową, atrakcyjną religię, która – i to być może jest najważniejsze – mówiła ludziom, jak żyć. Trzeba zauważyć, że tam, gdzie islam wówczas dotarł, tam wyznaje się go do dziś. Może podobnie jest z zasięgiem słowiańszczyzny? W tamtych czasach religia była przecież jakby pakietem, który obejmował zarówno sprawy duchowe, jak i życie codzienne. Uczyła, jak się modlić i kiedy pościć, ale też co jeść, jak rozdzielać majątek, jak uprawiać seks… Była często jedynym regulatorem życia, nośnikiem kultury i obyczaju. Do dziś w krajach muzułmańskich oprócz tego, że stawia się meczety, ludzie ubierają się w konkretny sposób i przestrzegają określonych norm społecznych. Być może podobnie było ze Słowianami, może system ich wierzeń był najbardziej odpowiedni do czasów, w których powstał. Religia Słowian do dziś zresztą pozostawia badaczom szerokie pole do twórczej interpretacji. Spisana została głównie przez zwalczających pogańskie kulty misjonarzy, którzy opisali niezrozumiałe dla nich przesądy i zanotowali – często zresztą niepoprawnie – niektóre imiona bogów (na Połabiu niemieccy misjonarze ochrzcili Swętowita, czyli świetlistego, świętego męża – Światowidem). Niektórzy chcieliby widzieć naszych przodków jako niewinne, wolne od grzechu pogaństwa, czekające potulnie na chrystianizację plemię. Nic z tych rzeczy. Słowianie składali krwawe, ludzkie ofiary i z upodobaniem oddawali się orgiom, rytualnemu obżarstwu, pijaństwu i narkotykom. Ostatnia ludzka ofiara złożona została wcale nie tak dawno, bo w XIX w., w celu odegnania zarazy ze wsi.