Choć opanowali rozległe przestrzenie wschodniej Europy, ich ekspansja pełna jest zagadek.



Znany historyk Norman Davies porównał uprawianie historii do sztuki. Mówił, że historyk powinien być po trosze artystą, żeby móc w sposób twórczy poruszać się wsród, strzepów informacji i zapisków butwiejących w archiwach. Tymczasem dzieje Słowian nakreślili przed laty rzemieślnicy traktujący archeologie, źródła pisane i językoznawcze niezwykle instrumentalnie. Ludzie od lat okopani w dwóch wrogich obozach, toczący ze sobą bitwy, za nic mający rzesze, które przymuszone obowiązkiem szkolnym znosić muszą katusze nudy na lekcjach historii.

Pierwszy z wrogich obozów to tzw. autochtonisci, którzy twierdza, ze Słowianie z dziada, a nawet pradziada z prababą mieszkali miedzy Odra i Wisła i stąd wyruszyli na podbój Europy. Drudzy to allochtonisci – ich zdaniem Słowianie pochodzą, mówiąc ogólnie, zza naszej wschodniej granicy, z dorzecza Dniepru, skąd przyszli i zaludnili środkowa Europe i Bałkany. Spory jednych z drugimi, skupione głównie na wytykaniu błędów stronie przeciwnej, do dyskusji na temat dawnych Słowian nie wnoszą nic ciekawego ani nowego, w ogóle nie mogą dojść do zgody (...) jako że każdy myśli co innego i żaden nie chce ustąpić drugiemu – jak pisał o plemionach słowiańskich na przełomie VI i VII w. nieznany historyk nazwany Pseudo Maurycym. Zostawmy więc ciosanie kolejnych prakolebek i spory o nazwy rzek, znad których wyłowiło naszych przodków światło historii, a zajmijmy się historią, o jakiej mówi Davies – sztuką opartą na faktach. Owych faktów nie jest zbyt wiele, a w ich wątłym świetle dzieje Słowian jawią się jako mgliste, niekonkretne, niczym słowiańska dusza. Kolejne teorie o pochodzeniu naszych dziadów uchodzą za niepodważalne prawdy tylko do czasu, gdy pojawiają się prawdy jeszcze prawdziwsze lub takie, których wyznawcy po prostu głośniej krzyczą.

Spisane tu rozważania na pewno nie przyniosą jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: Jak to się stało, że zarówno płowy Białorusin ze szklanką samogonu, jak i śniady Czarnogórzec wychylający flaszkę domowego winka przy odrobinie dobrej woli mogą wznieść tak samo brzmiący toast. Może zresztą same pytania będą ciekawsze niż szukanie na nie odpowiedzi? Tak czy inaczej, czas zacząć naszą opowieść, np. tak: było nie było, czy się zdarzyło…?