To dotknięte przez los meksykańskie miasto przy granicy z USA jeszcze niedawno uznawano za najniebezpieczniejsze na świecie. Dziś jednak przestępczość spada, a życie wraca do normy, bo władze zdołały naprawić szwankujące organy ścigania i wymiar sprawiedliwości.

Więzienie z prawdziwego zdarzenia i nowy system sądów

Przemiany systemu ścigania i sprawiedliwości w Juárez widać także w miejskim więzieniu. Niegdyś rządzili tam skazani. Władze stanowe zajęły się nim w 2011 r. Najgroźniejszych osadzonych przeniesiono do więzień federalnych. Ze ścian starto graffiti. Zamknięto sklepy i knajpy prowadzone przez osadzonych. Usunięto ołtarz Santa Muerte, Świętej Śmierci, do której modlili się porywacze. Na więziennej wieżyczce zainstalowano sprzęt, który blokuje działanie telefonów komórkowych. Od 2014 r. nie zdarzyło się tu zabójstwo, ucieczka czy bunt. 
 

Gdy wezbrała fala przemocy, Meksyk wprowadził wzorowany na USA system sądowy, z sędziami wysłuchującymi zaprzysiężonych zeznań w salach otwartych dla publiczności. Przedtem przez stulecia meksykańscy sędziowie zapoznawali się tylko z dowodami i pisanymi zeznaniami, i orzekali o winie za zamkniętymi drzwiami. Na werdykt czekało się latami.
 

Juárez do nowego systemu przekonało się błyskawicznie. Zbudowano obszerny kompleks budynków sądowych. Z początku nie szło łatwo. Oskarżyciele popełniali szkolne błędy. Ale już od połowy 2011 r. zaczęli sprawy wygrywać, doprowadzając do skazania na dożywotnie więzienia kolejnych porywaczy i gangsterów wymuszających haracze.
 

W jednej z sal rozpraw, które odwiedziłem, trzyosobowy skład sędziowski po miesięcznym procesie skazał trzech mężczyzn za napad z bronią w ręku, rabunek, gwałt oraz kradzieże komputerów i telewizorów. Policja zaaresztowała podejrzanych, zgromadziła dowody, znalazła świadków, którzy zgodzili się zeznawać. 
 

– Ci trzej robili to, czego próbuje wielu młodych – mówi mi wieczorem po rozprawie oskarżycielka Josefina Soara. – Zdobywają broń, idą i rabują każdego, kto się nawinie. Zakładają, że w masie przestępstw ujdzie im to na sucho.
 

Może zacząć się od Juárez

Roczna liczba zabójstw w mieście spadła z 3766 w 2010 r. do 256 w 2015. Juárez nie jest już na liście 50 najniebezpieczniejszych miast na świecie. Od ponad dwóch lat nie zgłoszono ani jednego przypadku porwania lub wymuszenia okupu. Dzięki temu, że gospodarka Stanów Zjednoczonych wychodzi z kryzysu, w Juárez tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku przybyło 17 tys. miejsc pracy; to największy przyrost od pięciu lat.
 

Alamillo twierdzi, że Juárez może stanowić wzór dla innych regionów Meksyku, nadal nękanych wybuchami średniowiecznej przemocy.
 

– Skoro w Juárez się udało, dlaczego gdzie indziej nie ma się udać? To ten sam kraj. Wszystko da się zmienić – przekonuje.
 

Chciałbym mu wierzyć. Ale Juárez leży na północy, blisko amerykańskiego rynku, panuje tu większe otwarcie na nowe koncepcje niż gdzieś głębiej w Meksyku.
 

Co więcej, politycy nie naruszyli systemu, który sprzyja korupcji i brakowi odpowiedzialności, dzięki czemu jacyś drobni szmuglerzy narkotyków mogą znów urosnąć w siłę. Chociaż niemal połowa kwoty przychodów podatkowych stanu Chihuahua pochodzi z Juárez, tylko drobna część tych pieniędzy wraca do miasta. W Juárez nadal brakuje utwardzonych ulic i zieleni miejskiej.
 

Niektórzy twierdzą, że spokój w mieście to wynik ugody między kartelami Sinaloa i Juárez. – To niewykluczone. Nie jestem pewna – mówi de la Vega. – Wiem jednak, że policja dziś jest znacznie bardziej skuteczna. Zabójcy, porywacze, szantażyści idą siedzieć. 
 

Rozwiązanie, jak zwykle, kryje się tu, w Juárez, tłumaczy mi Leyzaola, gdy rozmawiamy przy śniadaniu. – Ludzie myślą, że przyjdzie ktoś z zewnątrz i załatwi problemy – mówi. – Nie. Klucz do sukcesu to wzmocnienie sił lokalnych.
 

Dwa miesiące po naszej rozmowie Leyzaola odniósł kilka ran postrzałowych, gdy czekał w samochodzie na ulicy. Wskutek postrzałów doznał porażenia, jeździ na wózku. Wrócił do Tijuany i kandyduje na burmistrza. Przykładem, że w mieście, które opuścił, zmieniło się bardzo dużo, niech będzie fakt, że policja szybko schwytała i postawiła przed sądem podejrzanych o ten zamach. Proces sądowy będzie otwarty dla publiczności i relacjonowany przez media.  
 

Tekst: Sam Quinones

Zdjęcia: Dominic Bracco II