W jaki sposób w XXI w. Chłopiec wkracza w wiek męski? Niektóre ścieżki są wytyczone całkiem dokładnie.

Naukowcy niewiele potrafią wyjaśnić. Kwestie związane z męskością i jej przejawami są od wieków przedmiotem podszytych polityką dyskusji na temat kultury i biologii. Antropolodzy i socjolodzy optują na ogół za kulturą, uważając, że męskość jest czymś konstruowanym przez społeczeństwa. Człowiek nie rodzi się „mężczyzną”, tylko się nim staje, twierdzi Michael Kimmel, profesor socjologii na Uniwersytecie Stony Brook.
 

– Męskość nie jest przejawem wewnętrznej istoty (…), nie przesącza się do świadomości z naszej struktury biologicznej. Jest tworzona przez naszą kulturę. Prawdę mówiąc, poszukiwanie transcendentnej, ponadczasowej definicji męskości jest samo w sobie zjawiskiem socjologicznym. Mamy tendencję do szukania czegoś wiecznego i zewnętrznego (…), kiedy dawne definicje już się nie sprawdzają, a nowe muszą się dopiero zakorzenić.
 

Część badaczy o nastawieniu feministycznym utrzymuje, że różnice płciowe są wymysłem, a tzw. cechy męskie nie są przyrodzone chłopcom bardziej niż niebieskie śpioszki, które zakłada się im w szpitalu tuż po przyjściu na świat. Niewątpliwie tak właśnie jest w przypadku wielu stereotypów na temat różnic w inteligencji mężczyzn i kobiet, opiekuńczości, racjonalności i uczuć.
 

A jednak, jak większość rodziców, którzy wychowywali i chłopca, i dziewczynkę, muszę się zastanawiać nad tym, czy za pewnymi zachowaniami nie stoi coś więcej niż tylko oddziaływanie kultury. Myślę tu o zapale do rzucania najróżniejszych piłek i okrągłych przedmiotów, przejawianym przez Olivera od najmłodszych lat. Kiedyś, spacerując po ulicach Paryża, bawiliśmy się w rzucanie i łapanie kasztanów. A może zamiłowanie do odgrywania półgłosem wymyślnych rozmów między lalkami, przejawiane przez jego siostrę Indię, też wynika z czegoś głębszego niż wpływy kulturowe. Na długo przed pójściem do przedszkola India godzinami trzymała w obu rączkach po lalce i szeptem odtwarzała ich dialog, niczym tłumaczka pomagająca w negocjacjach.
 

W książce Tabula rasa harwardzki profesor psychologii Steven Pinker stwierdza, że kobiety i mężczyźni nie mają wymiennych umysłów. Prowadzone od kilkudziesięciu lat badania sugerują, że dzięki presjom selekcyjnym, zmuszającym do konkurowania o zasoby i partnerki, osoby płci męskiej lepiej radzą sobie z zadaniami umysłowymi obejmującymi obracanie obiektu. (Dziewczynki mają przewagę w rozwiązywaniu innych problemów). Chłopcy są na ogół bardziej agresywni fizycznie – częściej angażują się w przepychanki. Jak zauważa Joe Herbert, emerytowany profesor neurobiologii na Uniwersytecie Cambridge, chłopcy mogą się bawić lalkami, ale jest całkiem możliwe, że te lalki będą ze sobą walczyć.
 

Część agresywnych zachowań można powiązać z poziomem testosteronu, który, poczynając mniej więcej od 10. roku życia i osiągając szczyt przed dwudziestką, jest zazwyczaj ponaddziesięciokrotnie wyższy u chłopców niż u dziewczynek. Pewne znamienne badanie, opisane w 2013 r. przez Journal of Cognitive Neuroscience, powiązało skłonność do ryzyka z poziomami testosteronu u dorastających chłopców i dziewczynek. Młodzi uczestnicy mogli wygrywać pieniądze, włączając pompkę nadmuchującą balony. Jeśli jednak balon pękł, co miało zdarzać się losowo, dany gracz tracił swoją wygraną. Naukowcy stwierdzili, że podwyższony poziom testosteronu miał związek z podejmowaniem ryzyka zarówno u chłopców, jak i dziewczynek. Chłopcy preferowali jednak dreszczyk, jaki zapewniał im huk pękającego balonu, pomimo iż kosztowało ich to gotówkę, podczas gdy skłonne do ryzyka dziewczęta ze stosunkowo wysokim poziomem testosteronu były bardziej zainteresowane zachowaniem pieniędzy.
 

Być może jednym z najwyraźniejszych przykładów tego, że biologia leży u podstaw wielu aspektów męskości, a tym samym stanowi czynnik w jej kulturowej konstrukcji, jest rzadkie zaburzenie genetyczne nazywane zespołem niewrażliwości na androgeny. Dzieci rodzą się z chromosomem Y, a tym samym od strony biologicznej są samcami, ale ich organizmy nie są w stanie przetwarzać testosteronu, dzięki czemu powstaje żeński fenotyp. Takie osoby mają kobiece rysy i cechy, gładką, bezwłosą skórę, minimalny zapach ciała i szczątkową pochwę. Czują się kobietami, ale posiadają wewnętrzne jądra zamiast jajników i macic, więc nie mogą rodzić dzieci. Ów zespół, jak zauważa Herbert w swojej książce Testosteron, jest jaskrawym dowodem
na to, że właśnie testosteron leży u podstaw tego, co nazywamy „męskością”.
 

Toteż z pierwszym brzaskiem, niesiony zarówno kulturowymi imperatywami plemienia Bukusu, jak i co najmniej 1200 nanogramami testosteronu krążącego w krwiobiegu dorastającego mężczyzny, Shadrack ruszył piechotą na północ, nad pobliską rzekę Chwele. Otaczało go ponad 30 mężczyzn i chłopców oraz kilka bezczelnych dziewczynek, których jeszcze nie przepędzono. Gdy towarzystwo sunęło powoli drogą z czerwonej gliny, wzdłuż pól kukurydzy i trzciny cukrowej, słychać było śpiewy. Za kwadrans siódma Shadrackowi zdjęto dzwonki i metalowe bransoletki. Chłopak pozbył się swoich beżowych szortów i ruszył nagi na trawiasty brzeg. Wuj poszedł za nim. Ukrywszy się w trzcinach, Shadrack zmył z siebie krowie nieczystości. Gdy znowu się pojawił, był pokryty ciemnoszarym mułem. Do głowy przyklejono mu źdźbło specjalnej trawy, niczym czub czajki.