Wychodzi na to, że przez ostatnie tysiące lat pozostawaliśmy w błędzie. Szpilki, trapery, tenisówki, chodaki, sandały – wszystko przegrywa z najbardziej tradycyjnym ze sposobów chodzenia. Udowadniają to badania połączonej grupy naukowców z trzech kontynentów: Ameryki, Europy i Afryki.

Chcecie mieć zawsze idealnie gładkie stopy niczym niemowlak? Lepiej sobie to odpuścić i pogodzić się ze zgrubieniami i stwardnieniami na piętach. Grubsza i zrogowaciała skóra na stopach to wynik setek lat ewolucji, których nie przeskoczy żadna, nawet najbardziej designerka podeszwa czy wkładka.

Tak przynajmniej twierdzą autorzy tego badania. W przeciwieństwie do butów zgrubienia skórne dają ochronę ale też nie ograniczają chodu ani wrażliwości kończyny. Chodzenie w butach natomiast na dłuższą metę stępia wrażliwość stopu i zmienia rozkład sił działających na stawy i mięśnie nóg. Co ważne, naukowcy przekonują, że mimo tak pozytywnych wyników nie oznacza to, że ludzkość natychmiast powinna pozbyć się obuwia. To po prostu kwestia ewolucji, której wynalazek wciąż jest lepszy niż nasz. Jeśli jednak całe życie nosiliście buty, jak i my, to zmiana może być dość trudna.

Ewolucyjnie zostaliśmy przygotowani do chodzenia boso, więc jak wynika z badań, poruszanie się na co dzień w ten sposób może przynieść pozytywne skutki dla naszego zdrowia. Po prostu ruszamy się zgodnie z naturalną mechaniką projektu.

- To bardzo zabawne odkrywać jak nasze ciała ewoluowały by dobrze działać – mówi Daniel Lieberman, profesor specjalizujący się w ludzkiej ewolucji na uniwersytecie Harvard – Zmysłowe korzyści chodzenia boso mogą mieć implikacje dla naszego zdrowia, choć trzeba to jeszcze zbadać.

Większość czasu istnienia naszego gatunku na planecie, około 200 tysięcy lat, chodziliśmy boso. Najstarsze obuwie odnalezione przez archeologów ma około 8 tysięcy lat, choć istnieją niepotwierdzone i niejasne przesłanki na korzystanie z sandałów i mokasynów dziesiątki tysięcy lat temu. Dzisiejsze obuwie to efekt zaledwie około 300 lat rozwoju szewskiego rzemiosła na szeroką skalę.

Lieberman ze swoją grupą badał w jaki sposób zgrubienia skórne na stopach pomagają utrzymywać komfort i równowagę w zestawieniu z butami. Przebadali stopy ponad 100 ludzi, głównie z Kenii. Około połowa z nich większość czasu chodziła boso, druga część nosiła buty.

U bosych grubość naskórka nie zmniejszyła wrażliwości stopy i możliwości odczuwania na przykład podłoża podczas chodzenia. Buty, ze swoimi podeszwami, zdecydowanie odcinają nas od tego. Mocne zgrubienia na stopach nie tylko działają jak ochrona w obuwiu. Dodatkowo mogą chronić przed niebezpiecznym podłożem, odpowiednio szybko informując o nim mózg. Według naukowców uczucie dotykania podłoża może także pomagać w utrzymywaniu równowagi.

- Sugerujemy by dzieci chodziły boso po wilgotnej trawie by stymulować ich połączenia nerwowe dla potrzeb rozwoju – mówi Thomas Milani z Technische Universität Chemnitz, który także brał udział w badaniu. Chodzenie boso wzmaga naszą wrażliwość i czujność, którą buty ograniczają.

Dodatkowo ustalono, że chodzenie w butach owszem zmiękcza efekt początkowy kroku, ale następnie uruchamia znacznie większą pracę stawów i mięśni niż krok boso. To z kolei ma wpływ na stan bioder i kolan, szczególnie ważny do monitorowania w wieku dojrzałym.

Niezależnie od ewolucyjnych zalet chodzenie na boso dziś nie jest najlepsze dla każdego. W końcu niewielu z nas żyje tylko w otoczeniu wilgotnych trawiastych łąk, gdzie nie ma żadnego zagrożenia „wdepnięcia” w coś nieprzyjemnego. Wyniki badań naukowców przydadzą się jednak z pewnością innym badaczom: neurologom lub lekarzom opracowującym nowe metody rehabilitacji.