"Wyjście człowieka w otwarta przestrzeń kosmiczna jest wielkim osiągnieciem narodów radzieckich i partii komunistycznej" – tymi słowami witał go po wykonanym zadaniu przywódca ZSRR Leonid Breżniew. Dopiero po latach wyszło na jaw, że w trakcie swej pionierskiej misji kosmicznej gen. Aleksiej Leonow siedem razy cudem uniknął śmierci

Statek kosmiczny Woschod 2 okrąża Ziemie już drugi raz. Aleksiej Leonow, radziecki kosmonauta, jako pierwszy człowiek w historii ma właśnie wykonać skok w otwartą przestrzeń kosmiczna. Wszystko ściśle według instrukcji: wyjść z kabiny, zamknąć śluzę, odczekać cztery minuty, wyskoczyć w czarna, pusta przepaść. Manewr ten ćwiczył ze swymi instruktorami do upadłego, jednak głównie na sali gimnastycznej. Teraz ryzykuje swoje życie. Jak zareaguje jego serce? Czy człowiek w ogóle jest w stanie wytrzymać taki stres?

Część naukowców, z którymi konsultowano się w tej sprawie, zdecydowanie przestrzega przed takim krokiem. Przekonują oni, że instynktowe odruchy samozachowawcze nie pozwolą żadnemu człowiekowi wyjść w kosmiczna przestrzeń ani tym bardziej w niej spacerować. Tłumaczyli, że space walk grozi śmiertelnym przerażeniem i wstrząsem nerwowym.

Ale teraz, 18 marca 1965 r., Leonow udowadnia, ze jest inaczej. Pięćset kilometrów nad Ziemia chodzi w kosmosie, przyczepiony do statku pięciometrową lina. W ręku trzyma kamerę filmową. Pod sobą ma Morze Czarne, widzi większość Europy i Afrykę, czyta te kontynenty jak mapę. Obserwujący to wszystko przez okienko kapitan statku Paweł Bielajew z satysfakcja melduje przez radio do bazy: – Człowiek wyszedł w przestrzeń kosmiczną. Swobodnie tam pływa!

Trzydziestoletni Aleksiej Leonow jest pierwszym człowiekiem w otwartej przestrzeni kosmicznej. – Widok Ziemi i statku obok był oszałamiający – przyzna po powrocie. Nie mógł jednak opowiedzieć publicznie, co się wydarzyło później.

 

Wal na ręcznym

Po 12 minutach kosmicznego spaceru kosmonauta próbuje wrócić do statku. Gdy chwyta za właz, statek się obraca. Trochę jak kajak na środku oceanu, który się przechyla, gdy chce do niego wejść pływak. W próżni nie ma znaczenia, że statek wazy 6 ton, a kosmonauta w skafandrze 100 kg. Ani maszyna, ani człowiek nie mogą utrzymać stabilnej pozycji. Nie ma również punktu, od którego można się odbić (dla pływaka jest to woda albo dno).

Gdy nadludzkim wysiłkiem Leonow odnajduje właz, zauważa z przerażeniem, że jego skafander puchnie. Po chwili nurkuje głowa wewnątrz śluzy, ale nie jest w stanie się obrócić, by ją zamknąć. A to oznacza pewna śmierć. Tętno serca skacze do 190 na minutę, kosmonauta niemal traci przytomność. Teraz już nie ma nic do stracenia, postanawia zaryzykować. Desperacko spuszcza powietrze ze skafandra do minimalnego poziomu. Doznaje udaru cieplnego, zaczyna się dusić. Gdy udaje mu się „wpłynąć” przez właz, dowódca Paweł Bielajew podaje mu dłoń i wciąga do środka kosmicznego pojazdu.

Ale to jedynie początek problemów. W kabinie nagle zaczyna rosnąć ciśnienie tlenu, już po kilku chwilach kilkukrotnie przekracza normę. Okazuje się, ze ktoś z dwuosobowej załogi zaczepił noga o przełącznik odpowiedzialny za sprężenie powietrza w kabinie. Obaj wiedza, że grozi im śmiertelny pożar – w takich warunkach ogień może rozniecić najdrobniejsza iskra. Usterkę naprawiają dopiero po dwóch godzinach.

Ze stresu i zmęczenia Leonow i Bielajew zasypiają, może już bez wiary, ze kiedykolwiek się obudzą. Jednak instynkt życia wytraca ich z drzemki. Niestety, gdy rozpoczynają procedurę powrotu na Ziemie, psują się wszystkie czujniki orientacji. Leca w dół, w nieznanym kierunku. – Systemy orientacji zawiodły. Musicie wracać na manualnym sterowaniu –_mówi oficjalnym tonem kapitanowi Jurij Gagarin, wówczas szef łączności w bazie. Za chwile powtarza, jakby chciał mieć pewność, że Bielajew go rozumie: – Wal na ręcznym, Pasza!

Zadanie jest śmiertelnie niebezpieczne: kosmonauci muszą sami „wycelować” w punkt lądowania. Okrążają Ziemie 18. raz, wiedza, ze jeśli zrobią błąd, mogą wylądować na Saharze, w lasach Amazonki, w Nowym Jorku lub na polskim polu. Na szczęście lądują u siebie, na terenie ZSRR.