Historia archeologicznych odkryć sponsorowanych przez National Geographic działa na wyobraźnię. Nie ma chyba nikogo, kto nie chciałby zostać archeologiem. Gdyby tylko miał pewność, że odkryje jakiś starożytny grobowiec, a w nim bajeczne precjoza ze złota i szlachetnych kamieni...

Albo zaginione miasto prastarej cywilizacji, pełne świątyń i pałaców z cudownymi malowidłami i rzeźbami. Choć w erze satelitów potrafiących zlokalizować pudełko zapałek brzmi to dość nieprawdopodobnie, szanse na takie znaleziska wciąż istnieją i potencjalni archeolodzy nie powinni się zniechęcać. Bądź co bądź, większość najważniejszych odkryć tego typu dokonano stosunkowo niedawno – na grobowiec egipskiego faraona Tutanchamona natrafiono ledwie 85 lat temu, a terakotową armię pierwszego cesarza Chin zlokalizowano raptem przed 33 laty. Ba, nawet magiczne Machu Picchu, czyli całe zaginione miasto Inków, „odnalazło” się dopiero na początku XX w., a później w Ameryce Łacińskiej odkryto pozostałości jeszcze mnóstwa innych ośrodków z czasów prekolumbijskich.
Czytelnicy magazynu National Geographic doskonale wiedzą, że fascynujące opisy archeologicznych znalezisk to jedna z jego specjalności. Warto jednak pamiętać, że prócz tego Towarzystwo National Geographic hojnie sponsoruje archeologiczne poszukiwania i badania. Dzięki temu walnie przyczyniło się do wielu spektakularnych odkryć. To właśnie fundusze Towarzystwa pomogły w 1912 r. Hiramowi
Binghamowi dotrzeć do peruwiańskiego Machu Picchu, a po latach, w 1939 r., podjąć pierwsze wykopaliska w starożytnych miastach Olmeków w Meksyku.
Dżentelmeni ponoć nie rozmawiają o pieniądzach, ale prawda jest taka, że bez sponsorów archeologia dreptałaby w miejscu. Nie mówiąc już o tym, że byłaby niemal kompletnie bezradna w rywalizacji z rabusiami, którzy są w stanie ogołocić bezcenne stanowiska, zanim pojawią się na nich naukowcy. Tak było na przykład w Rio Azul – „zaginionym” mieście Majów w północnej Gwatemali, które szczyt rozwoju osiągnęło między III a X w. n.e. Wprawdzie już w 1962 r. dotarli tam geolodzy poszukujący ropy naftowej i dowiedzieli się o nim także archeolodzy, ale brak funduszy spowodował, że dopiero w 1984 r., gdy na czarnym rynku pojawiły się niezwykłe obiekty z Rio Azul, naukowcy mogli w końcu rozpocząć kompleksowe badania. Sponsorowało je m.in. Towarzystwo National Geographic, a pracami kierował wybitny antropolog prof. Richard Adams.
Hipnotyzująca maska bóstwa podziemnego świata, która widnieje na okładce magazynu National Geographic z kwietnia 1986 r., i którą tu reprodukujemy, nie tylko zapowiadała zawartą w numerze relację Adamsa z wykopalisk w Rio Azul. Kto przyjrzy się dokładniej, odkryje, że nie jest to zdjęcie, lecz jedynie akwarelowa „reprodukcja”. Posunięcie to było symbolicznym wyrazem protestu przeciwko grabieży zabytków. Ta wydobyta z ruin Rio Azul maska została bowiem sprzedana przez handlarzy bogatemu amerykańskiemu kolekcjonerowi i choć później zgodził się on udostępnić ją naukowcom, prof. Adams stanowczo sprzeciwił się opublikowaniu jej fotografii. Najsmutniejszy w historii Rio Azul nie jest jego upadek, bo wzloty i upadki kultur, cywilizacji i miast są nieodłączną częścią historii ludzkości od jej zarania – podkreślił Adams w swej relacji. Tym najgorszym jest dewastacja spowodowana dzisiejszą chciwością. Około 25 lat temu, za sprawą pozbawionych skrupułów handlarzy antyków, rozpoczęła się brutalna destrukcja ośrodków Majów. Najpierw wykradano rzeźby, później ceramikę z grobowców. Obiekty te były i nadal są sprzedawane zamożnym kolekcjonerom, a niektórzy z nich traktują ich zakup jako inwestycję. Taki był też los Rio Azul. Do grabieży najmowano lokalnych robotników. Szczególnie pożądani byli ci, którzy mieli już doświadczenie w pracy na legalnych wykopaliskach archeologicznych. Jak się okazało, rabusie wykopali tam ponad 150 tuneli, żeby dostać się nimi do wnętrz zawalonych świątyń i grobowców. Można więc sobie już tylko wyobrażać, ile bezcennych zabytków rozpłynęło się potem na czarnym rynku dzieł sztuki.


Co gorsza, rabusie doszczętnie ogołocili tzw. grobowiec nr 1, w którym zapewne pochowano lokalnego władcę. Nawet pusty pozostaje on najpiękniejszym ze wszystkich odkrytych dotychczas pochówków Majów. Gdy do niego weszliśmy, po prostu rozpłakałem się z zachwytu. I czułem się w nim jak jakiś intruz – wspominał później archeolog George Stuart, który z ramienia National Geographic towarzyszył Adamsowi. Na szczęście udało się im wówczas trafić również na dwa niesplądrowane groby pełne unikalnych obiektów i inskrypcji. Wśród nich resztki najstarszych na kontynencie amerykańskim tkanin oraz dzban z zakręcanym wieczkiem, czyli najwcześniejszy znany nam pierwowzór słoików typu „twist”. Odkryto także najstarszą inskrypcję ze słowem „kakao” i dzban z resztkami najstarszej na świecie czekolady. Jeszcze innym, arcyciekawym znaleziskiem były kolce-kręgosłupy płaszczek, którymi, jak ustalono po ich lokalizacji w miednicach męskich szkieletów, Majowie prawdopodobnie przekłuwali sobie penisy. Mogli je nawet nosić na nich jako „kolczyki”, symbolizujące odporność na ból. Choć kto wie – może to była jedynie ówczesna moda na „piercing” miejsc intymnych, tak dziś popularny wśród nastolatków?  O wiele więcej szczęścia od Adamsa miał peruwiański archeolog Walter Alva, któremu w lutym 1987 r. udało się trafić na nieograbiony grobowiec, mogący pod względem bogactwa konkurować z grobem Tutanchamona. Sensacyjną relację Alvy – Discovering the New World’s Richest Unlooted Tomb (Odkrywanie najbogatszego nieobrabowanego grobowca w Nowym Świecie) – opublikowano na łamach magazynu National Geographic w październiku 1988 r. Rabusie usiłowali splądrować również i to stanowisko, ale odpowiednio wcześnie wpadła na ich trop policja, która z kolei od razu zawiadomiła archeologów.
Dzięki temu szczęśliwemu układowi zdarzeń światło dzienne znów ujrzał wypełniony po brzegi bajeczną złotą biżuterią, ceramiką, tkaninami, posążkami i freskami grób kapłana-wojownika. Pod koniec II w. n.e. władał on społecznością Moche w miejscowości noszącej dziś nazwę Sipan. Ta kultura starsza od inkaskiej o 1 200 lat kwitła w okresie od II do VII w. n.e. w północnym Peru, na nadmorskiej równinie między Pacyfikiem a Andami. Wprawdzie Moche nie znali pisma, ale wykonane przez nich freski i malunki na ceramice potwierdzają, że była to już bardzo rozwinięta społeczność rolników i zarazem wojowników. Technika, obrzędy, sztuka i architektura Moche były pod wieloma względami równie zaawansowane jak dokonania Majów. Odkrycie grobu władcy Sipanu można zresztą nazwać niemalże cudem, gdyż podobnie jak groby egipskich faraonów, także miejsca spoczynku prekolumbijskich władców w Ameryce Łacińskiej były ograbiane od zamierzchłych czasów. Sipan, jak ustalono, plądrowali już hiszpańscy konkwistadorzy w XVI w. Niektóre ślady pozwalają przypuszczać, że usiłowali nawet zmienić bieg lokalnej rzeki, aby podkopem dostać się do wnętrza centralnej świątyni-piramidy.

 Nie wiem, czy zdołałem już wystarczająco rozbudzić zainteresowanie potencjalnych archeologów. Jeśli jednak wciąż dręczy was pytanie, czy na poszukiwanie starożytnych skarbów trzeba się fatygować aż za Atlantyk, odpowiedź jest prosta: niekoniecznie.
W końcu w bliższych nam rejonach też jest jeszcze sporo do odkrycia. Przykładem może być starożytne grecko-rzymskie miasto Afrodyzja w Anatolii (Turcja), które kwitło od I w. p.n.e. do VI w. n.e., a potem zostało opuszczone i zapomniane po niszczycielskich XIII-wiecznych trzęsieniach ziemi. Piękno Afrodyzji, będącego stolicą rzymskiej prowincji Caria, skłoniło niegdyś cesarza Augusta do wyznania: To jedno miasto wybrałem z całej Azji za swoje. Już od 1966 r. Towarzystwo National Geographic sponsoruje wykopaliska w Afrodyzji, którymi długo kierował prof. Kenan Erim. Jego relacje publikowane przez magazyn National Geographic, m.in. w październiku 1981 r., pokazywały postęp wykopalisk, które doprowadziły do odkrycia cennych rzeźb, reliefów czy inskrypcji z poematami i cesarskimi edyktami. „Perłą w koronie” Afrodyzji stał się kompletny rzymski amfiteatr dla ośmiu tysięcy widzów w całości odkopany przez Erima spod zwałów ziemi, na których później wyrosła wioska.
W połowie lat 80. XX w. odnaleziono jeszcze inne „zaginione” starożytne grecko-rzymskie miasto, do czego również walnie przyczyniły się fundusze Towarzystwa National Geographic. Mowa tu o Kourion na Cyprze, odkopanym przez archeologa Davida Sorena w 1984 r.
Jego fascynujący opis, opublikowany na łamach magazynu National Geographic w lipcu 1988 r., przedstawia szczegółową rekonstrukcję ostatnich chwil życia Kourion, unicestwionego przez potężne trzęsienie ziemi 21 lipca 365 r. n.e. Ponieważ w tamtych czasach miasto zamieszkiwali już greccy chrześcijanie, wykopaliska Sorena rzuciły też sporo nowego światła na historię wczesnego chrześcijaństwa.