Co ma wspólnego serbskie miasto Golubac z Zawiszą Czarnym? Zagadkę wyjaśniają eksperci z Muzeum Okręgowego w Sandomierzu.

Niewielkie, spokojne, nieco zaniedbane, serbskie miasteczko, położone nad rozległym akwenem jakby zatoką morską lub wielkim jeziorem. Na horyzoncie w kierunku północnym widać brzegi Rumunii a na wschodzie wysokie wieże zamku. Dojazd z Belgradu zajmuje nieco ponad godzinę. Początek to autostrada, później dość szeroka droga krajowa, ale dalej już tylko węziej i bardziej nierówno. Co prawda nie ma dziur w jezdni, ale jest bardzo wąsko i trzęsie. Za to niedogodności rekompensują piękne, nieprzekształcone krajobrazy i całe mnóstwo dzikich zwierząt np. bażantów, zajęcy i saren. 

Dlaczego Serbia?

Podróż do Serbii rozpoczęła się w Sandomierzu na dziedzińcu Zamku królewskiego w którym obecnie znajduje się Muzeum Okręgowe. Do Golubaca przez Słowację i Węgry to tylko 1013 km. Do tego podróż przebiega przez Bardejov słowackie miasto wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO oraz Koszyce. Dalej przez równinę węgierską i okolice Budapesztu pokonujemy granicę Unii Europejskiej i mijamy Nowy Sad oraz stolicę Serbii Belgrad. Cała podróż dostarcza niesamowitych wrażeń wizualnych. Jednak to Golubac, po polsku Gołębiec jest dzisiejszym bohaterem. 


Lokalizacja miasta w przyszłości będzie magnesem dla turystów. Jednak główną atrakcją Golubaca na długo pozostanie oddana po długim remoncie twierdza. To olbrzymie zamczysko położone jest na jednym z końców Żelaznych Wrót, gdzie dziś znajduje się Park Narodowy Derdjap czyli „kanion Dunaju” To przez to miejsce od tysięcy lat człowiek przedzierał się do Europy. Z tego względu nie zaskakuje decyzja z XIV wieku o budowie twierdzy w tym miejscu. W tym rejonie Dunaj rozszerza się, aż do 6 km co tworzy wrażenie przebywania nad zatoką morską lub wielkim jeziorem. 


Samo miasteczko nie jest duże. Niewielki rynek z hotelem i kilkoma kawiarniami, barem szybkiej obsługi, w którym można zjeść bardzo dobrą i tanią „Pljaskavicę” czyli bałkańskiego burgera. Jest parę niewielkich sklepów i znakomita piekarnia, gdzie podaje się tradycyjne serbskie śniadanie. Okazało się, że w tym miejscu podaje się „Burek” z jogurtem naturalnym. „Burek” to ciasto przypominające ciasto filo lub francuskie, podawane z farszem np.: serem, mięsem lub innymi składniami. W tej piekarni na zapleczu pracownicy ręcznie wytwarzają te pyszne placki. 

Twierdza 

Do twierdzy można dojechać tylko samochodem lub autobusem. Niestety z przyczyn naturalnych nie dało się do tej pory doprowadzić tam ścieżki rowerowej, która kończy się kilka kilometrów przed twierdzą. Okazało się, że do 10.00 mam jeszcze około 45 min więc po drodze do Twierdzy postanowiłem zatrzymać się w centrum Golubaca. Obszedłem okolice i trafiłem do centrum informacji turystycznej położonej przy deptaku, boisku i na zapleczu małego szpitala. Niedaleko widziałem kilka barów i kawiarni. Pomyślałem, że całkiem przyjemny ten Golubac. Do zamku prowadzi kręta „nadmorska” droga taka jak w Grecji czy Turcji. Po kilku zakrętach wyłania się niesamowity obraz położonej na zboczach wysoczyzny wielowieżowej „dobrze zachowanej” twierdzy. Jak później okazało się prace wykonano dzięki dotacji z Austriackiej Agencji Rozwoju. Zamek zrekonstruowano, odbudowano i wyposażono w nową infrastrukturę taką jak schody, poręcze i sale wystawowe. Do twierdzy prowadzi żwirowa ścieżka otaczająca piękną, trawiastą murawę. Wejście na dziedziniec poprowadzono przez bramę, przez którą przed laty jeździły samochody. 

Wystawa o Zawiszy w twierdzy Golubec. Fot. Muzeum Okręgowe w Sandomierzu

Co przyciąga Polaków do Golubaca? 

Przed 2019 rokiem w Golubacu była tylko „kupa kamieni” i droga przechodząca pod wieżą przez zamkowy dziedziniec. W Internecie można spotkać sporo relacji zdjęciowych z twierdzy sprzed remontu. Widać potęgę tego miejsca, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy łatwo zorientować się ile zostało zrobione. Czy aż tak mocno trzeba było odbudowywać zamek? Każdy kto przyjedzie i będzie miał wiedzę o tym co było przed remontem sam sobie odpowie. 

Skąd sandomierskie zainteresowanie Golubacem?

 

Przyczyna zainteresowania sandomierzan Golubacem to oczywiście historia dotycząca jednego z najbardziej niedocenianych polskich średniowiecznych bohaterów. To postać, która jako jedna z niewielu ma swoje  przysłowie. Każdy z nas zna powiedzenie „polegać jak na Zawiszy”. O kogo w nim chodzi? Oczywiście o Zawiszę Czarnego z Garbowa herbu Sulima, który prawdopodobnie urodził się w Garbowie małej miejscowości w gminie Dwikozy koło Sandomierza.  

Kim był i co robił Zawisza?

Urodzony około 1370 roku dość szybko musiał dostać się na dwór królewski. Dzięki swojej sile, odwadze i kunsztowi zdobywał coraz większą sławę na turniejach rycerskich. To być może przez udział w turniejach trafił na dwór Zygmunta Luxemburskiego, z którym zaczął ściśle współpracował. Swoje życie w początkach XV wieku dzielił zasadniczo między trzy a może cztery zajęcia. Po pierwsze był rycerzem „najemnikiem”. Często stawał do walki u boku Króla Węgier, ale także innych władców, którzy „wynajmowali” Zawiszę i jego drużynę. Pomimo służby u Zygmunta, kiedy ojczyzna Polska była w potrzebie Zawisza wracał by pomóc.