W jaki sposób w XXI w. Chłopiec wkracza w wiek męski? Niektóre ścieżki są wytyczone całkiem dokładnie.

Trudno oglądać ceremonię obrzezania Bukusu bez miotania się między podziwem i konsternacją. Konsternacja bierze się stąd, że te dzieciaki są… no cóż, po prostu dziećmi. W ciągu tygodnia zobaczyłem pięć obrzezań. Niektórzy omusinde byli jeszcze młodsi i wydawali się mniej gotowi do tej próby niż Shadrack. Czy 10-letni chłopiec, skuszony obietnicą nowych przywilejów i naciskany na to, by się zgodził, może naprawdę decydować, że chce przejść taką bolesną i potencjalnie niebezpieczną operację? A doznania Shadracka i innych nie są bynajmniej skrajnym przejawem tego, co różne kultury robią, aby uczynić mężczyzn z chłopców. Od chłopców z australijskiego plemienia Mardudjara oczekuje się, że połkną swoje napletki po ich obcięciu. Chłopcy z plemienia Sateré Mawé w brazylijskiej Amazonii wkładają dłonie w rękawiczki wypełnione mrówkami Paraponera clavata, których neurotoksyczny jad wywołuje straszny ból, ponoć jeden z najgorszych w przyrodzie.
 

Warto zapytać: dlaczego? Niepokojąca odpowiedź brzmi oczywiście: aby przygotować się do wojny. Jak zauważa antropolog David Gilmore, tam gdzie zasoby są skąpe, a wspólne dobro niepewne, tożsamość płciowa odzwierciedla materialne warunki życia. Chłopcy są „hartowani” i „wzmacniani”, aby mogli wypełniać klasyczne obowiązki płodzenia dzieci, zaopatrywania rodziny i jej obrony, realizowane przez mężczyzn od tysiącleci. Przemoc, bez względu na to, czy ma strzec przed agresją innych samców, czy wykorzystywać ich słabość, jest motywem przewodnim męskości w niezliczonych kulturach. Sądząc po grach wideo, filmach akcji, hokejowych awanturach, walkach w oktagonie i liczbie zabójstw w USA, przemoc fascynuje mężczyzn nawet tam, gdzie warunki życia nie są złe.
 

Co może przerwać ten cykl, który utożsamia męskość z twardością i stoicyzmem? Co może zmienić się w mężczyznach zafascynowanych przemocą, którzy sprawiają, że jest jej coraz więcej?
 

Pomijając konsternację, stwierdziłem, że trudno mi, chcąc nie chcąc, nie podziwiać kultury, która daje chłopcom tak jednoznaczną drogę do męskości. Kroki są wyraźnie zaznaczone. Nóż i cięcie sprawiają, że wszystko jest niezaprzeczalnie prawdziwe.
 

– Ta krew łączy nas z przodkami – powiedział mi jeden z wujów Shadracka. Męskie przywileje mogą uprawniać chłopca do kolacji, która mu smakuje, ale łączą się z obowiązkami i odpowiedzialnością, a zdaniem niektórych maltretowanie podczas rytuału może uczyć młodych ludzi, że nie należy odpłacać pięknym za nadobne.
 

– Jeżeli dosłownie obrzucono cię krowim łajnem, wiesz, że potrafisz przyjąć wszystko, co zgotuje ci życie – mówi Daniel Wesangula, dziennikarz z plemienia Bukusu. Dodajmy do tego wsparcie bakoki, bractwa chłopców, którzy zostali obrzezani w tym samym czasie i należą do tej samej grupy wiekowej. – Bakoki to przyjaciele na całe życie – wyjaśnia Wesangula. – Będą nieść twoją trumnę i wykopią twój grób. Kiedy zbaczasz z toru, rodzice wyślą któregoś bakoki, żeby przemówił ci do rozumu.
 

Być może właśnie z powodu braku męskich rytuałów szkoła Olivera zaprosiła ostatnio młodzieżową trupę teatralną wystawiającą sztukę Teraz, kiedy jesteśmy mężczyznami. Oto niektóre z pytań zawartych w tym programie: „Kto ponosi szkodę, gdy na gimnazjalnych korytarzach bezustannie słyszy się seksualne obelgi? Jak to jest żyć w kulturze, w której najpopularniejsze gry wideo przyznają punkty, kiedy gracze (głównie młodzi mężczyźni) gwałcą i zabijają kobiety?”.
 

Jeśli mój syn nie bardzo wie, co to znaczy być mężczyzną, to zapewne częściowo należy winić mnie. Za to, że przekazałem mu tradycję nieuporządkowanego odkrywania samego siebie odziedziczoną po moim ojcu, który nie żenował mnie rozmowami o ptaszkach i motylkach, nie pokazał mi, jak zadźgać dzika ani nie wymyślił ekwiwalentu bar micwy, stosownego dla ateisty z Connecticut. Nie mam pojęcia, co miało stanowić rytuały, które zmieniły mnie z chłopca w to, czym jestem teraz, osobę posiadającą szereg niedoskonałych umiejętności i długą listę rzeczy, których nie potrafi zrobić. Wymienić instalację w lampie. Wyłuskać ostrygę.
 

Minionej wiosny, w ostatnich miesiącach życia mojego ojca, zapytałem go, czy próbował przygotować mnie do wieku męskiego. Wydawał się zaskoczony, więc zapytałem, czy uważa, że jego ojciec usiłował jakoś pomóc wejść w dorosłość jemu. Znowu zaskoczenie. Myślę, że dojrzał dzięki wsparciu marynarki wojennej USA. Pod koniec życia nie potrafił sobie przypomnieć, jaki lek dostał przed kwadransem, ale świetnie pamiętał wszystkich kolegów, z którymi służył na tym samym okręcie podczas II wojny światowej. Miał 19 lat, kiedy przepłynął Pacyfik na oceanicznym holowniku. Posługiwał się sekstansem, uprawiał boks z innymi marynarzami, a u wybrzeży Okinawy strzelał ze swego pistoletu do kamikadze. Wpłynął do zatoki Hiroszima w dwa miesiące po zrzuceniu bomby atomowej i zobaczył najskrajniejsze konsekwencje wojny toczonej przez mężczyzn, co zainspirowało go do napisania wiersza opublikowanego w październiku 1945 r. przez New York Herald Tribune. Zarobił na tym 12 dolarów i to było pierwsze honorarium w jego długiej karierze pisarskiej. Chronić. Zaopatrywać. Po śmierci ojca znalazłem kopię tego czeku w jego archiwum.
 

Myślę, że wobec braku rytuałów męskość w mojej rodzinie musi być systemem wartości przekazywanych głównie poprzez dawanie przykładu. Pewnego razu ojciec wyjaśnił mojemu koledze z akademika – chłopakowi, którego rodzina miała ranczo w Wyoming – dlaczego nie potrzebuje broni do ochrony swojej rodziny. Używając słów, które dziś wydają mi się nie tylko manifestem swoistego liberalnego idealizmu, ale wręcz istotą jego pojmowania męskości, powiedział: – W dniu, w którym sięgnę po broń, zamiast zwrócić się do prawnika, nie pozostanie mi nic do obrony.  
 

Tekst: Chip Brown
 

Zdjęcia: Pete Muller