Jak tłumaczą autorzy odkrycia, nie jest to faktyczny sygnał zostawiony przez falę grawitacyjną, ale rodzaj „szumu” o wspólnych dla każdego pulsara cechach. W danych z wieloletniego nasłuchu wyglądają one jako odchylenia od normy rzędu setek nanosekund. Istnieje ryzyko, że owe zróżnicowanie to wynik niedokładności pomiaru prowadzonego z Ziemi, czyli platformy będącej w stałym ruchu. Do kalkulacji bardziej dokładnej konieczne jest uwzględnienie danych w stosunku środka ciężkości (barycentrum) Układu Słonecznego. Na szczęście NANOGrav zdołał określić go w 2020 roku z dokładnością do 100 metrów (znajduje się w okolicach powierzchni Słońca).

- To niesamowicie ekscytujące móc widzieć tak silny sygnał w naszych danych. Musimy jednać dobrze zrozumieć nasz hałas. Musimy jeszcze wykluczyć inne znane potencjalne źródła zanim będziemy wiedzieć, czy ów sygnał faktycznie pochodzi od fal grawitacyjnych. Potrzeba do tego więcej danych – tłumaczy w serwisie Science Alert astrofizyk Joseph Simon z uczelni University of Colorado Boulder, jeden z uczestników projektów NANOGrav. 

Ekscytacja udzieliła się badaczom na całym świecie, bo jak zauważył Science Alert, analizą danych z NANOGrav zajęło się wielu ekspertów z całego świata i liczba publikacji naukowych cytujących potencjalne odkrycie tła fal grawitacyjnych przekroczyła już 80. Nikt do tej pory jednoznacznie nie zaprzeczył ani nie potwierdził prawdziwości sygnału. Gdyby jednak wynik okazał się pozytywny, astronomia fal grawitacyjnych weszłaby w zupełnie nową fazę, pozwalając m.in. zrozumieć przebieg zderzeń supermasywnych czarnych dziur, a może i dokładniej poznać wszechświat po Wielkim Wybuchu.