Gdy znów płyniemy naszą łódką, pytam Galo Zapatę, jednego z biologów z WCS, jakie konsekwencje będzie miała jego zdaniem nowa droga – Jestem przekonany, że firma będzie się starała zmniejszać skutki przez ograniczanie dostępu do niej. Ale to nie powstrzyma grup Keczua i Huaorani przed osiedlaniem się przy drodze.

Były tego przykłady. Gdy w latach 90. zbudowano w Yasuní drogę Maxus, próbowano zabronić dostępu do niej osobom postronnym, ale Indianie mieszkający w parku przenieśli osady w jej pobliże i zaczęli się utrzymywać z kłusownictwa. – Pojawi się tu dużo ludzi i popyt na dziczyznę. A to źle wróży dużym ptakom i ssakom. Historia się powtórzy.

W miarę jak posuwamy się w dół rzeki, krajobraz się zmienia: pofałdowana wyżyna przechodzi w podmokłą równinę porośniętą palmami açaí. Nasze GPS-y wskazują, że znaleźliśmy się na obszarze bloku ITT. Przybijamy do brzegu pod ręcznie wypisaną tablicą z nazwą miejscowości. To Yana Yaku, wioska Indian Keczua.

Spod niskiej strzechy chaty wyłania się przywódca César Alvarado. Opowiada nam o czasach dzieciństwa, gdy pojawili się tu nafciarze. Pierwsi przybyli śmigłowcem. Potem przypłynęły barki, które przywiozły prefabrykowane domy dla robotników i maszyny. – Robotnicy byli życzliwi. Częstowali jedzeniem.

Bosy, ubrany w luźny dres Alvarado ma dziś 49 lat. Prowadzi nas błotnistą ścieżką wśród byle jak skleconych chat osady Yana Yaku. Chce nam pokazać, po co przyjechali tu kiedyś robotnicy i co po nich zostało. Wychodzimy na cienistą przesiekę i widzimy coś zdumiewającego. Wygląda jak jakaś rzeźba, abstrakcyjny krucyfiks zmontowany z rur, zaworów, kolanek. Wznosi się na 4–5 m, jest pordzewiały, porośnięty mchem. Jak jakiś zapomniany posąg bóstwa z filmu Spielberga. Ale wcale zapomniany nie jest. To główna oś, wokół której kręci się cały problem Yasuní-ITT: zatkany otwór wiertniczy złoża Tiputini. To właśnie dzięki temu odwiertowi i innym podobnym władze wiedzą, że Blok ITT kryje pod ziemią ponad 20 proc. zasobów naftowych Ekwadoru, jakieś 850 mln baryłek ropy.

– A jeśli robotnicy wrócą, co wtedy? – pytam Alvarada. – Czy nie macie nic przeciw temu, by pompowali ropę spod waszej ziemi? – Naszej społeczności potrzebna jest opieka zdrowotna i oświata – mówi. – Dlatego jeśli będą dbali o przyrodę, nie będziemy się sprzeciwiać wydobyciu.