A jednak zanim jeszcze dotarli na Everest, ten najmłodszy członek zespołu zaskarbił sobie szacunek kolegów i udowodnił swą użyteczność, całkowicie przerabiając ich zestawy tlenowe, tak że stały się lżejsze, poręczniejsze i mniej podatne na uszkodzenia.

Na kilka miesięcy przed naszą wyprawą w 2019 r. pojechałem do Anglii, by zobaczyć Archiwum Sandy’ego Irvine’a w Merton. Składało się z 25 pudeł dokumentów, zdjęć i innych pamiątek, w tym pamiętnika Irvine’a znalezionego na górze po zaginięciu mężczyzny.

Archiwista przyniósł pamiętnik i położył go na ochronnej podkładce z gąbki. Przerzucił kartki do ostatniego wpisu i powiedział: – Kiedy to czytałem, włos jeżył mi się na karku.

Wpis pochodzi z 5 czerwca, kiedy to wraz z Mallorym rozbili obóz na 7000 m na Przełęczy Północnej, wąskim siodle łączącym północną ścianę Everestu z górą Changtse, skąd mieli zaatakować szczyt następnego dnia. Skarżył się swojemu pamiętnikowi, że jego jasna skóra była popękana i pokryta pęcherzami od słońca. Mam twarz w totalnej agonii. Przygotowałem dwa aparaty tlenowe na jutrzejszy poranek.

Po tych słowach poczułem głęboki smutek. Kiedy Irvine zaginął, był w tym samym wieku co mój najstarszy syn.

Zanim przystąpiliśmy do poszukiwania Irvine’a, musieliśmy się zaaklimatyzować i przetestować naszą sekretną broń: małą flotę dronów. 

Ozturk, utalentowany filmowiec, jest także pasjonatem dronów i miał nadzieję wykorzystać je do przeszukania nie tylko tzw.  szczeliny Irvine’a, ale także całej północnej ściany góry. 

1 maja 2019 r. nasz zespół usiadł przy składanym stole w namiocie jadalni rozbitym na 6400 m w bazie na skraju lodowca Rongbuk Wschodni. Było ciepło i namiot był otwarty, co dawało mi widok na północno-wschodnią ścianę Everestu. Lodowcowy jęzor, jak ogon białego smoka, ciągnął się kilometrami, by w końcu zniknąć mi z oczu u szczytu góry.

– To cyklon 4. kategorii – powiedział McGuinness, wskazując na wir o intensywnym kolorze w Zatoce Bengalskiej widoczny na ekranie laptopa. – Może przynieść 30-centymetrowy opad śniegu w ciągu kilku najbliższych dni.

Mieliśmy w planie wylecieć dronami z Przełęczy Północnej następnego dnia. Chcieliśmy przetestować możliwości tych urządzeń na dużych wysokościach. Ale McGuinness był sceptyczny. – Może być zbyt wietrznie tam u góry.

I miał rację. Półtora dnia później porywy wiatru na Przełęczy Północnej były tak silne, że Ozturk nie był nawet w stanie sprowadzić z powrotem pierwszego drona. Musiał wylądować nim w pobliżu, aby go odzyskać.

Tę noc spędziliśmy skuleni w namiocie, podczas gdy burza rosła w siłę. Znajdowaliśmy się 600 m ponad bazą wysuniętą, a mnie męczył kaszel, czułem się ospały i lekko mnie mdliło.  Ściany namiotu zaczęły gwałtownie trzepotać. Gdzieś przed północą usłyszałem coś, co brzmiało jak startujący ponad naszymi głowami odrzutowiec. Kilka sekund później namiot rozpłaszczył się, a mnie przygniotła do ziemi dłoń niewidzialnego giganta. Poryw trwał zaledwie kilka sekund, a namiot wrócił do swojego kształtu, ale wiedziałem, że to dopiero początek.