Jako weteran wspinaczki i przewodnik, który wszedł na szczyt Everestu wiele razy, wiedział, że wystarczy jeden niefortunny krok na luźnym usypisku i spadnę 2000 m w dół, wprost na lodowiec Rongbuk. Część mnie zgadzała się z nim i pragnęła się wycofać. Po latach wspinania się w różnych miejscach na świecie, również w roli profesjonalnego przewodnika, obiecałem sobie nigdy nie przekroczyć granicy, za którą ryzyko staje się obiektywnie zbyt wysokie. Przecież zostawiłem w domu ukochaną rodzinę.

Zignorowałem jednak McGuinnessa, Lhakpę oraz obietnicę daną samemu sobie. Chęć rozwikłania zagadki zaginięcia Irvine’a była zbyt silna. 

Teorię, iż Mallory i Irvine mogli jako pierwsi zdobyć Mount Everest, poznałem już dawno temu. Ale chęcią odnalezienia ciała Irvine’a zapałałem zaledwie dwa lata wcześniej, po tym jak wziąłem udział w wykładzie mojego  przyjaciela Thoma Pollarda, weterana Everestu. Zadzwonił do mnie kilka dni później.

– Nie sądzisz chyba, że na-prawdę mógłbyś go odnaleźć? – zapytałem. Thom zachichotał.

– A jeśli jestem w posiadaniu kluczowej informacji, o której nie wie nikt inny?

– Czyli? – odparowałem.

Milczał przez kilka sekund.

– Czyli dokładnego położenia ciała.

Pollard brał udział jako operator kamery w wyprawie poszukiwawczej w 1999 r., podczas której amerykański alpinista Conrad Anker odnalazł zwłoki George’a Mallory’ego w tej części północnej ściany Everestu, gdzie docierają nieliczni. Ciało tkwiło twarzą w dół w kamieniach niczym w tafli mokrego cementu.

Plecy Mallory’ego były odkryte, a dobrze zachowana skóra tak czysta i biała, iż ciało przypominało marmurowy posąg. Zerwana lina, którą przewiązany był w pasie, spowodowała obrażenia na tułowiu, których prawdopodobnie doznał przy gwałtownym szarpnięciu podczas spadania w dół. Tym, co mnie najbardziej uderzyło, było ułożenie nóg Mallory’ego. Lewa skrzyżowana była na prawej, złamanej powyżej cholewki buta, tak jakby wspinacz ochraniał okaleczoną kończynę. Cokolwiek się tam wydarzyło, wydawało się oczywiste, iż Mallory wciąż żył, przynajmniej przez chwilę, kiedy znalazł się w miejscu swojego ostatecznego spoczynku.

Anker i jego koledzy początkowo sądzili, że ciało należało do Sandy’ego Irvine’a, ponieważ znajdowało się niemal dokładnie poniżej miejsca, gdzie natrafiono na jego czekan blisko dekadę po zaginięciu wspinaczy. Czy Mallory przywiązany był do Irvine’a w momencie upadku? A jeśli tak, to jak doszło do zerwania liny i dlaczego nie znaleziono w pobliżu Irvine’a?

Inne szczegóły rodzą jeszcze więcej pytań. W kieszeni Mallory’ego znajdowały się gogle z zielonymi szkłami. Czy to oznaczało, że schodził w nocy, gdy nie były mu potrzebne? Jego zegarek zatrzymał się między godziną pierwszą a drugą, ale czy w nocy, czy w dzień – nie wiadomo. Mallory mówił, że jeśli dotrze na szczyt, zostawi tam zdjęcie swej żony. Nie znaleziono przy nim żadnego zdjęcia.

Nie było też śladu po aparacie. Dlatego wielu historyków Everestu uznało, że musiał go mieć przy sobie Irvine. To miałoby sens, zważywszy na fakt, iż Irvine był lepszym fotografem i zapewne zdawał sobie sprawę, że brytyjska opinia publiczna wolałaby zobaczyć zdjęcia swojego Galahada – jak nazywali Mallory’ego jego wielbiciele – niż mniej znanego partnera.

Ostatnią osobą, która widziała tę parę, był ich kolega z zespołu Noel Odell, który 8 czerwca 1924 r. zatrzymał się na 8000 m, aby spojrzeć na szczyt. Gęsty puchaty welon zasłaniał wysokie partie gór, ale wedle relacji Odella o 12.50 kłębiące się chmury podniosły się na chwilę, ukazując Mallory’ego i Irvine’a poruszających się wartko w górę w odległości ok. 250 m od szczytu.

Mój wzrok spoczął na małym czarnym punkciku odcinającym się na ośnieżonym grzbiecie – napisał Odelle w depeszy z 14 czerwca. Następnie jeden z mężczyzn dotarł do uskoku, aby po chwili wyłonić się na jego grzbiecie. Drugi zrobił to samo. Potem ten fascynujący widok zniknął, otulony ponownie chmurami.