Lucerna – historia i nowoczesność

Przeszłość i teraźniejszość przenikają się tu gładko. W ciągu jednego dnia, wędrując po Lucernie, podziwiam drewniane mosty z XIV wieku i oglądam futurystyczne Centrum Kulturalno-Kongresowe KKL.  Dwa zabytkowe mosty, przerzucone przez rzekę Reuss, są jedną z bardziej znanych atrakcji miasta. Po tych drewnianych przeprawach mieszkańcy Lucerny chodzili już ponad 700 lat temu. Dłuższy most – Kapliczny – w XVII w. zyskał barwne zdobienia na krokwiach dachu. Obrazy przedstawiają najważniejsze momenty z historii Lucerny i kraju. Most Plewny jest krótszy (80 m), ale zachował się za to w lepszym stanie. Centrum KKL jest natomiast przykładem nowej odsłony miasta. Zaprojektowane przez Jeana Nouvela, łączy chrom i żelbeton z drewnem, a jego wnętrze przypomina kadłub statku. Działa tu Muzeum Sztuki, jest też sala koncertowa i przestrzeń kongresowa.

Mat. prasowe

Szwajcarskie Muzeum Transportu

Żaden podróżnik nie może jednak przegapić ekspozycji muzeum poświęconego przeróżnym środkom transportu - przemieszczanie się jest przecież istotną podróżowania. Odwiedzając muzeum w Lucernie, mogę dowiedzieć się niemal wszystkiego o komunikacji drogowej, kolejowej, wodnej, powietrznej, a nawet kosmicznej. Ekspozycja jest w dużej mierze interaktywna. A na zakończenie zwiedzania czeka na mnie jeszcze Szwajcarska Przygoda Czekoladowa (Swiss Chocolate Adventure). Wsiadam do kilkuosobowej kapsuły, która porusza się automatycznym ruchem po pomieszczeniach ekspozycji, wioząc mnie pomiędzy ekranami z filmami poglądowymi i salami, w których odtworzono tradycyjną plantację kakao, przetwórnię ziaren czy historyczną fabryczkę. Gdzieniegdzie czekają też podajniki serwujące zwiedzającym prawdziwe czekoladki. W niespełna pół godziny mogę poznać większość tajników czekolady produkowanej przez słynną szwajcarską firmę Lindt.

Mat. prasowe

Zabytkiem po wodzie

A gdyby tak spojrzeć na górskie szczyty z poziomu wody? W poszukiwaniu wyjątkowej perspektywy na Alpy wybieram się na rejs z Lucerny po Jeziorze Czterech Kantonów. Krążące po akwenie jednostki mieszkańcy okolic traktują jako środek transportu pomiędzy poszczególnymi miejscowościami, można więc do nich dołączyć i przepłynąć do wybranej przystani. Ja jednak wybieram kilkugodzinną wycieczkę zabytkowych statkiem bocznokołowym – kursuje ich po jeziorze pięć, a wszystkie pochodzą z lat 1901-1928. Mój rejs to podróż naokoło jeziora, płyniemy więc niespiesznie, zatrzymując się na w kolejnych przystaniach, a ja podziwiam okazałe wille i pałace, poszarpane brzegi gór i historyczne miasteczka. Rejsy można jednak połączyć też z wycieczkami do okolicznych atrakcji, m.in. do Weggis, którym zachwycił się Mark Twain lub wyprawy naokoło Rigi, płynąc do Gersau, a później wybierając się na dłuższy spacer.

Mat. prasowe

Rigi

Rigi zresztą trudno przeoczyć - wznosi się majestatycznie pomiędzy trzema jeziorami: Czterech Kantonów, Zug i Lauerz. Góra budziła zainteresowanie już w XVIII wieku, gdy stała się celem pieszych wycieczek, co z pewnością przyczyniło się do rozwoju turystyki alpejskiej. Ponoć nie oparła się jej nawet Królowa Wiktora, która została na szczyt wniesiona w lektyce. Nie mogę liczyć na podobne przywileje, ale zdobycie Rigi okazuje się dziś równie łatwe: z Arth-Goldau i Vitznau kursują kolejki zębate, a kolej linowa wiezie chętnych z Weggis. Na szczyt można też dostać się pieszo. Szlaki mają różną długość i stopień trudności, każdy więc znajdzie coś dla siebie. Latem z masywu rozciąga się rozległa panorama na okolice i  jeziora w oddali, ja jednak trafiam tu wczesną jesienią. Wspinająca się kolejka wpada w gęstą warstwę chmur, przebija ją i nagle znajdujemy się w świecie zalanym słońcem. Na poduchę tej białej mgły, która jest teraz poniżej, patrzę chwilę później rozkoszując się ciepłem na słonecznym tarasie na najwyższym punkcie masywu.

Mat. prasowe

Andermatt

Johann Wolfgang Goethe uważał to miejsce za najpiękniejsze pośród wszystkich, które odwiedził. Nie dziwię mu się. Położone ok. 70 km od Lucerny Andermatt jest największą pośród trzech wiosek doliny Urserntal i zdaje się być  modelowym przykładem idyllicznego alpejskiego krajobrazu. Monumentalne góry, wodospady, oczka wodne, wioski pełne kamiennych i drewnianych domów, sylwetki pasących się krów na pastwiskach. Popijając kawę na tarasie hotelu Radisson Blu, patrzę na ośnieżone szczyty gór i wiem, że mógłbym tak spędzać całe dni. Czas jednak wyruszyć w drogę: w dolinie wytyczono całą sieć szlaków pieszych, zarówno tych jednodniowych, jak i dłuższych. Kto ma więcej sił, może wybrać się na mający ponad 80 kilometrów i podzielony na pięć etapów „Szlak czterech źródeł”, przecinający masyw św. Gotarda.

Mat. prasowe

Materiał promocyjny Ambasady Szwajcarii.