Precyzja tego przewodnika jest niesamowita. Naukowcy mogą wysłać zsyntetyzowany fragment DNA w dowolne miejsce genomu i trafić w nie idealnie, choć genom składa się przecież
z miliardów nukleotydów. Po dotarciu do celu enzym Cas9 wycina niepożądaną sekwencję DNA. Potem dziura po wycięciu jest łatana łańcuchem nukleotydów, którą dostarczył pakiet CRISPR.
 

Amerykańska służba epidemiologiczno-profilaktyczna Centers for Disease Control and Prevention ocenia na podstawie rozprzestrzeniania się dotychczasowych epidemii chorób przenoszonych przez komary, że na Portoryko, nim wygaśnie epidemia zakażeń wirusem zika, zarażona będzie co najmniej jedna czwarta z 3,5-milionowej ludności wyspy. A to oznacza, że wśród zakażonych będą tysiące kobiet w ciąży. Gdyby chcieć dotychczasowymi metodami zwalczyć wirusa zika, trzeba by całą wyspę zalać środkami owadobójczymi. James i jego koledzy są zdania, że znacznie lepszy sposób polegałby na tym, by poddać modyfikacji geny komarów za pomocą CRISPR, a następnie, wykorzystując mechanizm napędu genetycznego, sprawić, by zmiany te rozpowszechniły się w populacji.
 

Napęd genetyczny pozwala przezwyciężyć tradycyjne reguły dziedziczenia. U każdego rozmnażającego się płciowo zwierzęcia potomstwo otrzymuje po jednej kopii genu od matki
i od ojca. Niektóre geny są jednak „samolubne”: ewolucja obdarzyła je większą niż 50 proc. szansą na to, że znajdą się u potomstwa. Teoretycznie jest możliwe połączenie narzędzia CRISPR
z napędem genowym w celu modyfikacji kodu genetycznego jakiegoś zwierzęcia w ten sposób, że połączy się pożądaną sekwencję DNA z takim faworyzowanym genem, a następnie wypuści takie zmodyfikowane zwierzę na swobodę, by w sposób naturalny rozmnażało się płciowo z dzikimi, występującymi w naturze partnerami. Współdziałanie obu narzędzi może wprowadzić niemal każdą cechę dziedziczną do populacji niejako na siłę.
 

W 2015 r. James ogłosił drukiem w czasopiśmie naukowym Proceedings of the National Academy of Sciences wyniki swojego badania nad wykorzystaniem CRISPR do modyfikacji materiału genetycznego komarów z rodzaju Anopheles w taki sposób, by stały się niezdolne do przenoszenia zarazków zimnicy. 
 

– Dodaliśmy niewielki pakiet genów, który sprawia, że komary działają zupełnie tak jak zwykle. Z jedną małą zmianą – wyjaśnia James. Ta zmiana uniemożliwia przenoszenie śmiercionośnego pasożyta. – Przez dziesiątki lat mozoliłem się w cieniu zainteresowania. Ale to się zmieniło, teraz mój telefon się urywa – cieszy się, pokazując mi stos karteczek z zapisanymi kontaktami.
 

Walka z komarem egipskim, który przenosi wiele różnych patogenów, będzie wymagała nieco innego podejścia. – W tym przypadku trzeba będzie dokonać modyfikacji, która sprawi, że owad stanie się bezpłodny – tłumaczy. – No bo jaki sens miałoby tworzenie komara, który wprawdzie nie przenosi wirusa zika, ale nadal może zarażać dengą i innymi chorobami?
 

W celu zwalczenia dengi James z zespołem opracowali taki pakiet CRISPR, który po prostu wycina naturalny gen i zastępuje go wersją, która u potomstwa wywoła bezpłodność. Jeśli wypuści się na swobodę wystarczającą ilość takich zmanipulowanych komarów, aby krzyżowały się z dzikimi, to w ciągu paru pokoleń (a jedno pokolenie trwa zaledwie dwa, trzy tygodnie) zmieniony gen rozprzestrzeni się na cały gatunek.
 

James dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że wypuszczenie na swobodę organizmów z mutacjami, które mają zdolność szybkiego szerzenia się w naturalnych populacjach, może mieć nieprzewidziane i nieodwracalne skutki. – Z pewnością istnieje ryzyko związane z wypuszczaniem owadów poddanych inżynierii genetycznej – przyznaje. – Ale jestem przekonany, że skutki zaniechania są znacznie groźniejsze.