Niestety, nasze prawo jest bardzo łagodne wobec smogu. To, co w Europie jest stężeniem alarmowym, w Polsce jest „umiarkowanym stanem powietrza”. Tymczasem według Europejskiej Agencji Środowiska mieszkańcy niektórych regionów Polski wdychają rocznie tyle rakotwórczego benzopirenu, ile znajduje się w 2580 papierosach.

Smog nie uznaje granic. Zanieczyszczone powietrze potrafi przemierzać tysiące kilometrów, z kontynentu na kontynent. Toksyczne chmury znad Pekinu docierają do Los Angeles, a po drodze zasłaniają niebo nad otoczoną rafą koralową wyspą Hajnan na Morzu Południowochińskim. Trudno mi sobie wyobrazić raj spowity w szarej mgle, niebo nad chińskimi Hawajami pamiętam tylko niebieskie. Jak się jednak okazuje, świat zmienia się szybciej, niż myślimy.

Zobacz galerię >>>

O tym, że w powietrzu wisi trujący pył, wiadomo od co najmniej kilkunastu lat. Na świecie przeprowadzono już tysiące badań na temat wpływu zanieczyszczeń na nasz organizm. Smog podobnie jak w średniowieczu morowe powietrze jest przyczyną chorób i rosnącej śmiertelności. A jednak są tacy – urzędnicy, przedsiębiorcy, całe rządy. Ich wszystkich należałoby wysłać do Chin, żeby poczuli pekiński smog, który wgryza się wszędzie i wisi w powietrzu bez przerwy przez kilkanaście dni. 

Wszystko tonie w szarożółtym pyle – rewelacyjna sceneria do filmu o zagładzie Ziemi. Tyle że jest to prawda. Jakiś czas temu chińska telewizja pokazała dziewczynkę, która zgubiła się w smogu. Władze nie udają już, że problemu nie ma. Chińczycy zamykają cementownie i fabryki, wstrzymują ruch na autostradach i lotniskach, powołano policję antysmogową. 22-milionowa stolica Chin dusi się mimo tych działań. Musimy zacząć żyć jak Azjaci, w maseczkach. 

Michał Cessanis