Ponad 65 tysięcy kilometrów oznakowanych tras pieszych. Próbuję sobie przełożyć w głowie tę liczbę na rzeczywistość. Jak wiele mieści się w niej alpejskich łąk, szczytów, górskich lasów, wodospadów i jezior. I ile czasu by potrzeba, by przemierzyć każdy kilometr? Ten ogrom możliwości jest jednym z sygnałów mówiących o tym, jak ważna dla Szwajcarów jest możliwość przebywania pośród natury. Przez dekady wytyczono w tym kraju na tyle gęstą sieć szlaków, że bez trudu odnajdzie się tu każdy: zarówno doświadczony alpinista, jak i rodzina z dziećmi, która chce po prostu wybrać się kilkugodzinną wycieczkę. Wszędzie czeka coś do odkrycia, a różnorodność tutejszych krajobrazów sprawia, że nawet wytrawny miłośnik outdooru nie poczuje się tu znudzony.

Mat. prasowe

Sposób na zrównoważone podróże

Gdy rozmawiam ze szwajcarskimi przewodnikami o fenomenie turystyki „w plenerze”, przyznają, że duże znaczenie mają z pewnością tutejsze warunki – ten kraj aż prosi się o pieszą lub rowerową eksplorację. Żyjące w bliskości gór szwajcarskie społeczeństwo niemal od zawsze z tych możliwości korzystało, tradycja wędrówek jest tu więc żywa od pokoleń. Niewielkim wyzwaniem było więc wprowadzenie w życie postulatów zrównoważonej turystyki, podstawowe jej idee Szwajcarzy mają już bowiem przećwiczone od lat. A więc nie tylko wypoczynek w otoczeniu przyrody i skupienie się na lokalności, ale też korzystanie z przyjaźniejszego dla środowiska transportu publicznego (przede wszystkim z kolei), unikanie tłumów, wybieranie do zwiedzania mniej popularnych miejsc, planowanie dłuższych pobytów i urlopu nie tylko w szczycie sezonu, ale też w pozostałe pory roku. Szwajcarzy podróżowali w ten sposób niemal od zawsze i do podobnego podejścia zachęcają też turystów z innych krajów, przekonując, że wypoczynek zgodny z ideą zrównoważonej turystyki – w tym kraju określanej zgrabnym hasłem Swisstainable – może być niezwykle przyjemny.

Mat. prasowe

Sezonowa kuchnia, regionalne atrakcje

Wyruszenie nawet na krótką wędrówkę pozwala zanurzyć się w lokalną scenerię i docenić wszelkie jej aspekty, takie jak tradycyjne zwyczaje mieszkańców bądź regionalna kuchnia. Przemierzając szlaki, natkniemy się na pasterzy, rzemieślników, producentów rękodzieła, ale też na większe i mniejsze święta i imprezy. I oczywiście, na restauracje i niewielkie lokale serwujące sezonowe dania. 

I to właśnie ze względu na tę sezonowość, warto wybierać się na szlak o różnych porach roku, każda bowiem oferuje coś innego. Szczególna pod tym względem wydaje się wczesna jesień, gdy możemy skorzystać z obfitości dojrzałych owoców i warzyw, grzybów, serów, świeżo złowionych ryb, a przy odrobinie szczęścia nawet młodego, pierwszego wina bądź – jeżeli wino nie zdążyło jeszcze sfermentować – winnego moszczu.

Mat. prasowe

Tradycyjna szwajcarska kuchnia ma rodowód wiejski – poza miastami zawsze wykorzystywało się produkty, które były akurat dostępne. Posiłki zabierało się ze sobą do pracy w polu lub w góry, były więc łatwe w przygotowaniu. W cieplejsze pory roku pojawiało się więcej warzyw, w chłodniejsze bardziej kaloryczne i rozgrzewające składniki. Ta idea jest tak głęboko zakorzeniona w tutejszej tradycji, że sezonowość wciąż odgrywa istotną rolę przy opracowywaniu restauracyjnych jadłospisów, nawet jeżeli posiłki nie są już tworzone z myślą o pracujących rolnikach, pasterzach czy drwalach. 

Mat. prasowe

Wędrowanie (lub jazda na rowerze) po szwajcarskich szlakach pozwala przede wszystkim poznać kuchnię lokalną – poza miastami dania tworzy się z produktów, które powstały w najbliższym sąsiedztwie, wyhodowane na okolicznych polach lub dostarczonych przez pasjonatów pracujących w rodzinnych przetwórniach. To samo danie może więc różnić zależnie od regionu, i zazwyczaj też smakuje najlepiej w otoczeniu, w którym powstało – z widokiem na lasy bądź góry, pola i wioski, w których ludzie jadali te potrawy od pokoleń. Dzięki tym doświadczeniom podróż przez Szwajcarię staje się jeszcze ciekawsza.

Mat. prasowe

Materiał promocyjny Ambasady Szwajcarii.