Uprowadził kobietę i wziął z nią ślub. Ich szczęście nie trwało długo, ponieważ żona zmarła rok później. Pogrążony w smutku rycerz pochował ukochaną na kościelnym cmentarzu w położonym nieopodal Orzeszu. Jednak zmarła nie pogodziła się ze śmiercią i co noc odwiedzała na zamku swego męża. By uchronić ducha od niebezpieczeństw, chudowski pan kazał wybudować podziemny korytarz, który łączył zamek z cmentarzem.

Rożnów - egipski grobowiec

„Człowiek boi się czasu, czas boi się piramid” – mawiano w kraju faraonów. To powiedzenie nie sprawdziło się w Polsce. Choć także i u nas na fali XIX-wiecznego romantyzmu stawiano grobowce piramidy, to nikt nie wie, ile ich jest, a te najbardziej znane są często w opłakanym stanie. Choć, jak wiele osób wierzy, pilnują ich egipskie duchy, to nie były w stanie uratować wielu zabytków nie tylko przed wandalami, ale i mijającym czasem.

Fot. Wikimedia Commons

Grobowce piramidy, niezwykłe dla Europy miejsca pochówku, powstawały na fali fascynacji badaniami ekspedycji, która towarzyszyła wyprawie Napoleona do Egiptu. W Rożnowie stoi jedna z takich pamiątek, a zaprojektował ją sam Carl Gotthard Langhans, autor projektu Bramy Brandenburskiej. Piramida ma 8 metrów wysokości. Wznieśli ją w drugiej połowie wieku XVIII członkowie znakomitego rodu von Ebenów. Nie było z nimi łatwo okolicznej ludności. Doszło do tego, że w 1679 r. chłopi rozpoczęli szturm ich zamku w Grodnie, bo dość mieli rządów barona Georga von Ebena. Zamku nie zdobyli, przepędzeni przez wojska sprowadzone ze Świdnicy. Przywódców buntu surowo ukarano. Ebenowie nie dali o sobie zapomnieć także po śmierci. Piramida w Rożnowie miała służyć im jako grobowiec. Wzorem faraonów arystokraci chcieli, aby ich ciała zachowały się w dobrym stanie. Jako pierwszy spoczął w piramidzie generał jazdy konnej Krystian von Mohring. Zmarł jeszcze przed wybudowaniem grobowca, został do niego przeniesiony przez żonę. Do 1932 r. pochowano tu aż 27 członków rodu. Jedno z dzieci leżało nawet we własnym białym wózeczku. W 1945 r. Rosjanie zbezcześcili niektóre zwłoki. Również przez kolejne lata bez trudu można się było dostać do piramidy. Podobno ktoś przechowywał w niej nawet płody rolne. Dopiero w 2005 r. dr Barbara Kwiatkowska z Uniwersytetu Wrocławskiego wraz z ekipą ekshumowała zwłoki, z których część udało się zidentyfikować.

Otmuchów - życie na podsłuchu

Jeśli ktoś myśli, że podsłuchy to współczesny wymysł, bardzo się myli. Prawdziwym szpiegowskim majstersztykiem w tej dziedzinie jest zamek biskupi w Otmuchowie. Jego początki sięgają XIII w. Z czasem stał się ulubioną siedzibą biskupów wrocławskich, którzy szczodrze korzystali ze swojego skarbca, żeby wprowadzić do zamku odrobinę luksusu. Jeden z nich, Filip von Sinzerdorf, jako że musiał być wnoszony do zamku w lektyce, kazał w tym celu zbudować specjalne schody. Nazywane są końskimi, ponieważ wiele osób do dzisiaj wyobraża sobie, że miały służyć tym panom, którzy chcieli wjeżdżać na pierwsze piętro konno. Zamek był od początku jedną wielką tajemnicą. W dawnych wiekach nie brakowało zagrożeń, biskupi zabezpieczali się, jak tylko potrafili. W sali rycerskiej zachował się kominek z ruchomą ścianą. Zbudowano za nią wnękę, w której mógł się zmieścić człowiek. Człowiek ten, na ogół zaufany właściciela, podsłuchiwał rozmowy i przekazywał ich treść gdzie trzeba. Co się działo z tymi, których rozmowy nie spodobały się panu zamku? Trafiali do zapadni, czyli pomieszczenia, w którym część podłogi była ruchoma. Kiedy nieszczęśnik słyszał „odejdź, jesteś wolny”, szedł w stronę drzwi i trafiał na zapadnię uruchamianą przez wykonujących wyrok, po czym spadał 20 metrów w dół na zaostrzone żerdzie. W Otmuchowie jest jeszcze jedna cela: głodowa – dokładnie nad zapadnią. Tutaj ofiary były torturowane albo czekały na wyrok.

Tworków - klątwa bez klątwy

Kiedy 350 lat od pochówku do krypty w Tworkowie po raz pierwszy zeszli archeolodzy, świat obiegła wiadomość, że miejsce jest obłożone klątwą. Prace w XVII-wiecznym kościele świętych Piotra i Pawła porównywano z eksploracją grobu Tutenchamona. Wszystkie zgony w okolicy przypisywano naruszeniu spokoju zmarłych. Chociaż prof. Bolesław Smyk znalazł w Tworkowie rakotwórczy grzyb Penicillium viridicatum Westling, a także kilka innych groźnych mikrobów, nie one przyniosły sławę tworkowskiej krypcie. Wewnątrz dokonano odkryć, które przyćmiły nawet klątwę.

Katolicka świątynia w Tworkowie z zewnątrz wygląda dość skromnie, stanowi zaś prawdziwą perłę baroku. W środku znajdują się aż trzy ołtarze. Wszystkie, wykonane z malowanego drewna, mają po 10 m wysokości. W lewej bocznej nawie została usytuowana krypta rodziny Reisewitzów, dawnych właścicieli okolicznych dóbr. Jej istnienie odkryto w 1993 roku, kiedy rozpoczęły się prace restauracyjne. Pod posadzką archeolodzy znaleźli 11 zdobionych – dwa duże i dziewięć małych – miedzianych sarkofagów, w których znajdowały się drewniane trumny. Wkrótce Tworków stał się znany jako największy zespół sarkofagów dziecięcych w Polsce. Mimo że Reisewitzowie byli protestantami, uzyskali pozwolenie, aby tu chować swoich zmarłych.

Fot. Wikimedia Commons

Odkryte sarkofagi są sensacją. Ich bogate zdobienia zupełnie nie pasują do scenerii podziemnej krypty. Artyści pokryli dziecięce sarkofagi malowanymi z natury kolorowymi kwiatami. Sarkofag 6-miesięcznej Johanny Henrietty ozdobiony jest parą tulipanów i parą róż. Pomiędzy kwiatami widać uśmiechnięte twarze aniołków. Choć, jak to zwykle bywa w protestanckich pochówkach, zmarli nie mieli na sobie kosztownej biżuterii, trumny były wyściełane atłasem, ciała dzieci spoczywały zaś na wypełnionych puchem poduszkach. Na swoją ostatnią drogę dzieci zostały ubrane w bogate suknie z jedwabiu i adamaszku. W jednej z trumien odnaleziono niewielką laleczkę, zapewne ulubioną zabawkę. Choć o klątwie już dawno zapomniano, dziecięce pochówki muszą zrobić wrażenie na każdym.