– Mówi się, że K2 to polska góra – wyjaśniał na konferencji prasowej w Warszawie Janusz Majer, który sprawuje w Polsce opiekę nad całością ekspedycji i jest szefem projektu Polski Himalaizm Zimowy. Rzeczywiście mamy powody, żeby tak uważać.

Polacy wytyczyli na K2 między innymi dwie najtrudniejsze drogi zwane Magic Line oraz Polish Line (ta druga nie została jeszcze przez nikogo powtórzona). Pierwszą kobietą na K2 była Polka – Wanda Rutkiewicz. W sumie do tej pory na szczycie stanęło 12 osób z Polski.

K2 to ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. Do tej pory był atakowany w zimowej porze tylko trzykrotnie w całej historii. Po raz pierwszy przez międzynarodową wyprawę Andrzeja Zawady na przełomie 1987 i 1988 roku, następnie w 2003 roku przez wyprawę pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego i w 2012 roku przez wyprawę rosyjską. Żadna z nich nie przekroczyła wysokości 8000 m (góra ma 8611 m).

Zaplanowana teraz polska ekspedycja ma szansę zamknąć etap zdobywania najwyższych szczytów świata zimą. Skład wyprawy jest bardzo mocny, w zespole znaleźli się doświadczeni himalaiści – pięciu z nich stanęło już kiedyś na szczycie tej góry (Krzysztof Wielicki, Darek Załuski, Janusz Gołąb, Adam Bielecki, Marcin Kaczkan), wielu ma doświadczenie we wspinaczce zimowej. Według najnowszej informacji do zespołu zdecydował się dołączyć także Denis Urubko. Wyprawa otrzymała dotację od Ministerstwa Sportu i Turystyki w wysokości 1 mln zł. Partnerem wyprawy jest także Miasto Kraków.

– Rok spędziłem na K2. Nie jest to łatwa góra – mówił na konferencji Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy. Do bazy zespół planuje dotrzeć na piechotę, choć jest oczywiście możliwy transport helikopterem. Droga wejścia na szczyt będzie zależała od warunków zastanych na miejscu. Rozpatrywana jest droga Basków oraz Żebro Abruzzi. W przypadku tej drugiej opcji wydłuża się czas dojścia z bazy, na drogę Basków można startowac prosto z bazy. W planie jest założenie trzech obozów w drodze na wierzchołek, ewentualnie czterech (czwarty na około 7800 m), tak by atak szczytowy mógł się rozpocząć z możliwie dużej wysokości i by wspinacze zdążyli zejść do obozu. Zimą problemem jest krótki dzień, tylko 8 godzin światła, co znacznie skraca możliwy czas działania zespołu.

– Kiedy Amundsen szedł zdobyć biegun południuowy, nie myślał o sobie jako o sportowcu – wyjaśniał Janusz Gołąb, kierownik sportowy wyprawy i jeden z najlepszych alpinistów, nie tylko w Polsce. – Oczywiście trenujemy, stosujemy odpowiednią dietę, ale podobnie jak Amundsen nie myślimy o sobie jak o sportowcach. K2 zimą to trzeci biegun. Chcemy go zdobyć bez wspomagania tlenem.

– Bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu – podkreślał Wielicki. – Wprowadzamy zasadę, że wszystkie radia mają być sprawne przez 24 godziny na dobę, tak żeby była stała łączność z bazą, nawet jeżeli z tego powodu trzeba będzie nieść pół kilo więcej baterii do ich zasilania.

Zimą problemem w bazie jest niska temperatura, która ogranicza możliwości regeneracji po wysiłku. – Latem można położyć się na słońcu na karimacie, poczytać książkę. Zimą jest 20 stopni mrozu, nie da się trzymać w ręku kart do gry. Przez 14 godzin jest ciemno. Po pewnym czasie wkrada się niepewność, co my tu robimy, skoro jest tylko 5 procent szans. Ale trzeba próbować – mówił Wielicki.

Polacy będą najprawdopodobniej jedynym zepołem działającym tej zimy na K2. Oznacza to, że będą zdani wyłącznie na siebie i że zabraknie ważnego elementu życia bazowego – odwiedzania wspinaczy z innych ekspedycji.

– Wyprawy dzielą się na szczęśliwe, kiedy wszyscy wracają, i udane, kiedy zostaje zdobyty szczyt – Krzysztof Wielicki wspominał podczas konferencji słowa Andrzeja Zawady, który zapoczątkował polskie zimowe wspinanie w Himalajach i Karakorum. Trzeba trzymać kciuki, żeby ta wyprawa była i szczęśliwa, i udana.

Barbara Żukowska