Pierwszego listopada mieszkańców stolicy Chin zaskoczyła gruba warstwa śniegu, pokrywająca ulice i place ich miasta. Mimo wysiłków służb miejskich wiele skrzyżowań było nieprzejezdnych z powodu zasp śnieżnych, a kierowcy zostali skazani na kilometrowe korki.

Na dodatek wiały tak silne wiatry, że utrudniały ruch pieszych. Jak podała oficjalna chińska agencja Xinhua, śnieżycę nad Pekinem wywołano sztucznie, aby przeciwdziałać skutkom długotrwałej suszy. Zastosowano metodę sztucznego wywołania opadów śniegu za pomocą bombardowania chmur odpowiednimi środkami chemicznymi. Nie po raz pierwszy zresztą. W lutym tego roku, po przeszło 100 dniach suszy, z 28 wyrzutni rozstawionych w mieście wystrzelono ponad 500 ładunków jodku srebra o rozmiarach naboju karabinowego, aby wywołać planowaną reakcję chemiczną. Polega ona na tym, że jodek srebra w kontakcie z chmurami uwalnia wodór, ten zaś, łącząc się z tlenem atmosferycznym powoduje, zależnie od temperatury, opady deszczu lub śniegu. W podobny sposób już w kwietniu 2007 r. chińscy naukowcy wywołali śnieżycę w tybetańskim okręgu Naggu, na wysokości 4500 m. n. p. m. Na tym najwyżej położonym płaskowyżu świata, spalonym wtedy przez słońce i wysuszonym przez brak wody, opady sprawiły, że zazieleniły się pastwiska.

Tekst: Agnieszka Budo