"Jak się masz Kubo?" tymi słowami przywitał się amerykański prezydent Barack Obama w 2016 roku z mieszkańcami kraju, którego nie odwiedził przedstawiciel USA przez ostatnie 88 lat - choć są wyjątkowo bliskimi sąsiadami.

Mimo tego, że amerykański kongres jeszcze nie zniósł wszystkich zakazów handlowych między krajami Kuba już jest zalewana amerykańską modą, mediami i technologią. Potwierdza to Greg Kahn, który dokumentuje życie kubańskiej młodzieży w ramach grantu VSCO Artist Initiative.
 

Zobacz kubańską galerię.
 

- Kiedy wsiadłem do samolotu z Miami do Havany – wspomina – był on pełen elektroniki i innych gadżetów, które Kubańczycy przywozili z powrotem do swojego kraju.
 

Niektórzy wieźli je jako prezenty dla rodzi, inni jako towary na sprzedaż. Kahn wspomina, że będąc w czyimś mieszkaniu zapukał do nich mężczyzna z torbą i zapytał czy nie chcą czegoś od niego kupić.
 

- Czy to jest legalne? Prawdopodobnie nie – dywaguje fotograf – Ale jak widać nikt tego nie ściga. To rodzaj szarej strefy.
 

Niektorzy Kubańczycy zapisują się także na listy subskrybenckie u dystrybutorów danych na USB. Co tydzień zwożą oni na Kubę przenośne pamięci z nowymi filmami, meczami NFL, serialami i innymi mediami. Jeden z podziemnych cyfrowych magazynów dystrybuowanych w ten sposób stał się na tyle popularny, że zaczął zamieszczać reklamy na swoich łamach. Robi to w kraju, gdzie publiczne reklamy są zabronione. Choć wszyscy mieszkańcy Kuby korzystają z mody i technologii zachodu to, jak przekonuje Kahn, głównym motorem zmian jest młodzież.
 

Ludzie urodzeni po 1989 roku, jak mówi “urodzili się w wyjątkowym okresie, gdy rozpadał się Związek Radziecki i wycofywał swoje siły z Kuby. Był to jeden z największych ekonomicznych kryzysów w historii. Dzieci, które urodziły się w nim nie znały czasów wcześniejszych. Nie zdawały sobie sprawy ze wszystkiego co może się wydarzyć”.
 

Autorka: Becky Little 
Źródło:  National Geographic News