Z dziećmi na Wielkiej Rafie Koralowej

Minęło 14 dni na morzu, ni to dużo ni to mało. Mało bo blisko - z Cairns tylko 13NM na SSE, bez wielkich ryb - bo wewnątrz Wielkiej Rafy Koralowej, bez silnych wiatrów i innych bujnych opowieści żeglarskich. Posejdon był łaskawy i pewnie po fachowym podejściu do Tropikalnego Cyklonu Olga wynagrodził nas piękną pogodą. Oczywiście poza tym, że jak zawsze w jedną stronę i w drugą płynęliśmy pod wiatr.

Nie była to wielka kara z jego strony ale małe przypomnienie o dobrej praktyce morskiej. Nie wiarygodne jak często trzeba sobie przypominać o prawdziwych wartościach i celach życia, bezpieczeństwie bliskich i o tym, że "morze nie jest dobre ani złe ale nigdy nie wybacza głupoty" i o tym co naprawdę jest w życiu ważne. 

Będąc przez 2tygodnie na jachcie nawet nie postawiliśmy jednego żagla nie licząc małego a'la spinakera do napowietrzania dochodzącej do 45sC Talavery.

Zrobiliśmy za to szczytne 63NM i cały czas łącznie z żeglugą byliśmy pod tropikiem, który dawał odrobinę chłodu lecz mocno ograniczał pole widzenia.

Mieszkańcy tropików i tak uznaliby to za przesadną szybkość i niepotrzebną robotę.

Nam się podobało ale dla wodnych kangurów to istna zmora. Wiało z kierunków zmiennych z częstymi burzami.

Zawsze o tej porze słychać w eterze najwięcej nadawanych "mayday". Nie dość że wiatr kręcił to w szkwałach do 30kt a łódka często myszkowała na kotwicowisku rufą do odległego o 100m kamienisto-piaskowego brzegu.

Wydawało by się mało ciekawie i nie po żeglarsku ...

Mało żeglarski jest też tym razem wygląd Talavery. Na pokładzie, tuż przed koszem dziobowym przywiązany duży dmuchany materac z oparciem. Do relingów na prawej burcie przymocowana dziecięca deska do surfowania. Na kabinie miejsce znalazł duży dmuchany rekin, a na rufie dmuchane koła.

Tyle razy sobie przyrzekałem, że już nigdy po rafie a jeśli już to daleko na północ tam gdzie więcej jest aborygenów, Torres Strait islandersów i Melanezyjczyków. Tam językowa muzyka brzmi pełniej, bardziej kolorowo i tak bardzo zrozumiale. Wcale nie trzeba mrowić jak biały Australijczyk, a  w zamian wystarczy im tylko okazać sympatię i już wszystko gra pełną gamą.

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-03-05 10:52

    Świetna przygoda. Tylko pozazdrościć. Choć chwilami ciężko, to wrażenia niesamowite, pewnie. I wspomnienia na całe życie.

Tekla

  • 1/5
  • Ranga: Miłośnik wojaży
  • Płeć:Mężczyzna
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Od 7 roku życia żegluję. Na początku na prawie wszystkich klasach regatowych a od 13lat na własnym jachcie Talavera. Wiele lat zajęło mi badanie Geat Barrier Reef i to z nad jak i pod wody. Jestem także płetwonurkiem a na jachcie znajduje się kompresor. Kręciłem filmy podwodne i robiłem zdjęcia.
Więcej na www.oceans.pl

Zainteresowania: Ekologia, Historia, Kultura, Fotografia, Podróże, Melanezja i polinezja, Fauna i flora, Marynistyka, Historia polski

Aktywności użytkownika

Relacje z podróży: ilość: 4 punkty: 120
Suma 4 120
Zobacz jak naliczane są punkty

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się