Vanem dookoła Australii. Wyprawa po Słońce.

                                          Wyprawa po Słońce

 

 

  

      To był maj, pachniała saska kępa. Minęły trzy tygodnie odkąd obroniłam moją pracę magisterską na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Spakowałam plecak i wsiadłam do samolotu. Teza mojej nowej pracy badawczej: Podróżowanie jest formą edukacji.

     W Anglii dołączył do mnie dobry znajomy, Remi. On, Francuz, ja, Polka; obywatele świata, lubiliśmy tak o sobie mówić.

     1 maja 2009 roku wylądowaliśmy na lotnisku międzynarodowym w Sydney. Dwa tygodnie upłynęły nam szybko na poznawaniu miejsc i ludzi. Największe wrażenie zrobiły na nas, tak odmienne od europejskich, rośliny i zwierzęta. Jak się później okazało, był to tylko wstęp do rajskiej niemalże uczty dla naszych oczu.

     Kupiliśmy białego vana z 1988 roku i przygotowaliśmy się do drogi. Cel: objazd Australii.

-          Wschód. – powiedział Remi, mając na uwadze warunki pogodowe i porę roku.

-          Najpierw Canberra, stolica.- odpowiedziałam.

Tak też zrobiliśmy.

     Canberra okazała się nudna. Budynki administracyjne, biblioteka. W parlamencie odbywały się obrady, na których poruszano temat recesji.  „ Co za farsa”, pomyślałam, „ Chciałam od tego uciec.”Fascynująca architektura oraz Muzeum Australii o wschodzie słońca nie zatrzymały nas w stolicy. Ruszyliśmy więc na północ.

     Wschodnie Wybrzeże Australii, poza Wielką Rafą Koralową, niewiele ma do zaoferowania. W Grafton napotkaliśmy na ulewne deszcze. Padało. Padało. I padało. Zostaliśmy ewakuowani z supermarketu. „ Zbliża się stan klęski żywiołowej”, pomyślałam i udaliśmy się w dalszą drogę.

     Gold Coast, popularny cel wypraw, bardzo nas rozczarował. Piasek przypominał mi w kolorze szare, PRLowskie mydło. Na plaży leżały palmy, które powyrywane zostały przez silny wiatr. Spotkaliśmy starsze małżeństwo, które opowiedziało nam o tzw. Pandanus palms. Mężczyzna niepotrzebnie nosił czapkę z daszkiem. Po jej zdjęciu wyglądał niczym Gandalf z Władcy Pierścieni Jacksona Pollacka. A może był to Neptun. Ocean Spokojny był silnie wzburzony. Neptun zapewne całkiem nieźle się bawił. Szybko opuściliśmy szare i ponure miejsca  Złotego Wybrzeża.

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Sunflower007

  • 1/5
  • Ranga: Miłośnik wojaży
  • Fotograf:Nowicjusz

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 1 punkty: 9
Konkursy: ilość: 1 punkty: 50
Publikacje: ilość: 1 punkty: 30
Relacje z podróży: ilość: 1 punkty: 30
Suma 4 119
Zobacz jak naliczane są punkty

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się