Idea wakacyjnego wyjazdu do finskiej Laponii to pośrednio rezultat bujnego życia towarzyskiego w Brukseli, gdzie zaprzyjaźniłem się przed ponad rokiem z pewnym Finem. Tuomasa poznaliśmy z moim kumplem Filipem w saunie (a jakże), kiedy to o mało nie doprowadził nas do wrzenia mocno polewając po węglach. Tuomas niedługo kończył swoją brukselską przygodę i z tej okazji zaprosił nas abyśmy odwiedzili go kiedyś w jego domku w Laponii. Gdy okazało się że dostał tam na dalekiej północy dwuletni kontrakt, dla nas nie była to już kwestia czy jechać, lecz raczej kiedy…
Niewiele wiedzieliśmy ani ja ani Filip o Laponii, zwłaszcza jej fińskiej części. Z opowieści jawiła się jako kraina dzikiej przyrody. Jako że miałem wcześniej pewne doświadczenia z centralnej Szwecji, wiedziałem, że to może być interesująca wyprawa. Planując wypad mieliśmy dość zróżnicowane oczekiwania. Z jednej strony Filip, amator wędkarstwa, z drugiej fanatyk wędrówek i fotografii. Z ciekawostek, wyczytaliśmy też w przewodniku, że Ivalo to jedno z bardziej „bezdusznych” miasteczek Laponii. Krótko mówiąc, musieliśmy być przygotowani na prawdziwą mieszankę wybuchową.
Lecieliśmy do Finlandii w sobotę dość skomplikowaną trasą przez Londyn i Helsinki. Na lotnisku w Ivalo przywitał nas Tuomas i szybciutko wyruszyliśmy do jego chatki oddalonej zaledwie 3km od lotniska. Pierwsza noc w łódce na jeziorze w była wyjątkowym doświadczeniem. Chmury zaczęły rozpraszać się około północy i w pełni mogliśmy cieszyć się zjawiskiem dnia polarnego i podziwiać intensywną kolorystykę tafli jeziora w nadawaną przez niziutko osadzone słońce. Rybki też brały nieźle tej nocy…
Kolejne dni upływały nam na totalnym relaksie. Poddaliśmy się rytmowi dnia polarnego kładąc się spać i wstając o przeróżnych porach. Wrażenia? Przeróżne – pachnące mchem iglaste lasy, niczym niezmącona cisza, pitna woda bezpośrednio ze strumienia, beztroskie renifery na drodze…
Łowiliśmy… to mało powiedziane. Filip przepadł całkowicie i poświęcał każdą wolną chwilę na wędkowanie. Różnymi technikami – spinning, wędkarstwo „muchowe” (flyfishing) lub tradycyjnie ze spławikiem. Łowiliśmy głównie na łódce na jeziorze oraz w rzece Ivalo i dopływach. W tutejszych akwenach królują pstrągi, lipienie, szczupaki oraz okonie.
Obserwując życie tutejszych mieszkańców zauważało się znaczenie prostych życiowych czynności. Ojciec Tuomasa zajmował się remontem i powiększaniem chaty a sam Tuomas po pracy gotował, łowił ryby, rąbał drewno i… zabawiał gości oczywiście :) Codziennie też odpalana była sauna. Sauna to w tych chłodnych stronach wynalazek genialny. Większość domków ukrytych w lesie posiada własną saunę, która często służy też jako łazienka. O ile zastanawialiśmy się jakie jest zastosowanie sauny w środku lata, wątpliwości szybko się rozwiały.
W czwartek Tuomas miał już wolne w pracy więc mogliśmy zaplanować jakiś poważniejszy wypad do parku narodowego Lemmenjoki. Czekała tam na nas 18km trasa piesza, chociaż do wyboru jest kilka innych tras w tym bardziej wymagające. Nasz szlak wiódł przez lokalny wierzchołek, z którego roztaczała się piękna panorama na okoliczne lasy i jeziora. Dzicz, dzicz i ani śladu cywilizacji w promieniu wielu km. Tego dnia, po kilku ciepłych słonecznych dniach, zrobiło się znacznie chłodniej. Wieczorem wypogodziło się a temperatura jeszcze spadła do minimum 3 stopni. Wracając do domu podziwialiśmy pięknie parujące w wyniku różnicy temperatur jeziora, oświetlane pomarańczowym słońcem. Piękna sceneria na udane zdjęcia…
Laponia w pełni ukazała nam swoją zmienność. Lato jest tutaj przeważnie dość przyjemne ale pogoda potrafi się zmieniać gwałtownie i możliwe są trzy pory roku w ciągu jednego dnia. Nie mniej, będąc tak daleko na północy zaskakuje, że jeziora są na tyle ciepłe, iż można się w nich kąpać.
W piątek wyruszyliśmy na zwiedzanie norweskiej części Laponii, regionu zwanego Finmark. Po drodze obserwowaliśmy skaczące łososie płynące pod prąd w rzece Neiden, a także zaliczyliśmy wieczorną sesję wędkarską nad Morzem Arktycznym. Było chłodno i padał drobny deszcz, ale mimo to staliśmy z kijami w wodzie. Tuomas, Jussi oraz ja odpuściliśmy po półtorej godziny. Kiedy nasz trójka grzała się w aucie, wyrwał nas z drzemki stukot w szybę Filipa – „Chłopaki! Mam trzy rozmiarówki! Robimy je na grillu?” Cała nasz trójka z pewnym zniechęceniem spojrzała za okno gdzie nadal padało a temperatura nie przekraczała 8 stopni. Krótko mówiąc, nie podzielaliśmy entuzjazmu Filipa co do grilla. Noc spędziliśmy gdzieś w dziczy, dwójka w namiocie, dwójka w aucie.
Norweska Laponia jakże różni się od jej fińskiej części. Tu lasy ustępują miejsca tundrze i skałom, czyli klimaty bardziej surowe. Oczywiście w połączeniu z fiordami i rybackimi wioskami ma to swój niepowtarzalny urok.
Ostatniego dnia zagościło na norweskim niebie słońce. I choć trudno w to uwierzyć, przemieszczając się krętymi drogami wzdłuż norweskich fiordów, zaliczyliśmy dwie kąpiele w krystalicznie czystym, choć zimnym Morzu Arktycznym. Nie udało nam się dotrzeć nad Przylądek Północny, ale nie chcieliśmy gonić, ponieważ czekała nas dość daleka podróż na południe Laponii do Rovaniemi na samolot powrotny do domu. Nie mieliśmy też czasu wpaść w odwiedziny do Św. Mikołaja, ale do Świąt jeszcze trochę, może będzie inna okazja…
Podsumowując, spędziliśmy w fińskiej (oraz norweskiej) Laponii wspaniałe 8 dni w pięknym otoczeniu nieskażonej przyrody i w miłym towarzystwie naszego gospodarza i jego przyjaciół. Z czystym sumieniem mogę polecić atrakcje takie jak wędrówki piesze, kanoe, rafting, wędkarstwo i survival oraz miejsca takie jak okolice jeziora Inari, park Lemmenjoki, park Urho Kerkkonen czy zimowy kurort narciarski – Saariselka, jak również skaczące łososie w rzece Neiden i norweskie fiordy. Warto odpowiedzieć sobie na następujące pytanie – jak to jest ze większość Finów bierze latem 4-5 tygodni urlopu i znikają jak kamfora? Otóż nie dlatego aby gnać do zatłoczonych kurortów nad ciepłymi morzami. Wielu Finów spędza ten czas w chatce nad jeziorem, oddając się prostym czynnościom w otoczeniu przyrody, bez stresu i pospiechu. Jest to rodzaj luksusu i komfortu, który nie ma nic wspólnego z typowym materialnym postrzeganiem urlopu. Myślę, że przygoda z Laponią to dopiero pierwszy epizod i z czasem będzie okazja aby tu wrócić. Warto byłoby przyjechać tu zimową porą a także zobaczyć podobno śliczne miejsca, do których nie dotarliśmy obecnie, chodzi o archipelag Lofotów oraz część zachodniej górzystej Laponii w Szwecji i Norwegii.
Zainteresowania: Fotografia, Podróże
| Quizy: | ilość: 1 | punkty: 9 |
| Komentarze: | ilość: 1 | punkty: 1 |
| Konkursy: | ilość: 4 | punkty: 200 |
| Relacje z podróży: | ilość: 2 | punkty: 60 |
| Suma | 8 | 270 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.