Afrykańskie safarii

28 sierpień 2010
Afrykańskie safarii

Z naszego hotelu do Parku Krugera nie jechaliśmy długo, wstaliśmy rano i nim się obejrzałam już byliśmy Orzy Phabeni Gate. Ograniczenie prędkości – 50 km/h, bilety, regulamin, godziny otwarcia, pouczenie – o 18.00 mamy być już poza parkiem, albo w obozie. Zakaz wychodzenia z samochodu, tylko w wyznaczonych miejscach, gdy zaatakuje cię zwierzak od razu się go zabija.

Zanim przyjechałam nie wiedziałam, czego się spodziewać, bałam się, że nie zobaczymy żadnych zwierząt, ale na szczęście już na wstępie, zobaczyliśmy mangusty, potem stado impali i zebr. Zobaczyłam jak wszystkie się ze sobą komunikują, bawią, zupełnie jak konie. Zaczynała się jedna z największych przygód fotograficznych (i nie tylko) w życiu. Podziwialiśmy krajobrazy – niskie drzewa, wysokie trawy, czyli busz, który dominuje w tej części Parku. Wszędzie mijaliśmy kolorowe ptaki, niektóre widziałam pierwszy raz w życiu – toko czerwonolicy, kraska liliowopierśna… Już po kilku godzinach mieliśmy na koncie kilkanaście gatunków zwierząt, w tym także żyrafy, hipopotamy, słonie, kudu. Te ostatnie są naprawdę niezwykłe, mają wielkie uszy, paski na grzbiecie, jedne z antylop. Mieliśmy także okazje spotkać się z wielkim stadem pawianów (nie mam na myśli wycieczki), bawiły się, stały na drodze, jadły, zupełnie się nami nie przejmując.

Koło południa dojechaliśmy do Skukuzy, na wejściu mogliśmy obejrzeć mapę, gdzie zaznacza się miejsca, gdzie spotkało się rzadkie zwierzęta. Takie tablice są ustawione w każdym większym miejscu turystycznym, bardzo to pomaga, szczególnie, gdy chce się zobaczyć konkretne zwierzę. Warunki w domku świetne – kuchnia, łazienka, sypialnia, na dworze grill, w oknach siatki przeciwko owadom. Żyć, nie umierać. W ośrodku są restauracje, sklep, muzeum, biblioteka, wszystko, czego potrzeba. Jedna z restauracji zrobiona na starej stacji, gdzie pracowni zaproponował nam zdjęcie na czole pociągu ( a nawet nie jedliśmy obiadu).
Wycieczki robiliśmy sobie dwa razy dziennie, rano (od 6.30) do południa, a potem popołudniu (gdzieś od 14 do 18). Już pierwszego dnia udało nam się zobaczyć lwy, ale one były bardzo daleko, co nie zmienia faktu, że było to spotkanie z małymi lwiątkami, samcem i samicami. Gdy wieczorem wracaliśmy do obozu, widzieliśmy walkę młodych słoni, dla ćwiczeń i zabawy. W nocy zrobiliśmy grilla, który stał się naszą tradycją i podziwialiśmy piękne, rozgwieżdżone, afrykańskie niebo.
Rano przywitały nas leniwie rozglądające się hipopotamy i energiczna rodzina pawianów. Z restauracji, gdzie jedliśmy śniadanie, widać było krętą rzekę Sabi. Wiła się spokojnie, pomiędzy gęstymi zaroślami wysokich trzcin. Podobno czasem w nocy, po tym tarasie chodzą lwy i inne dzikie zwierzęta. Podczas oczekiwania na śniadanie znaleźliśmy pięknego żuka i małego koczkodana zielonego.
Po śniadaniu dotarliśmy do głównego celu naszej porannej wyprawy- jeziora. Początkowo nie widziałam żadnych zwierząt – tylko potężne drzewo na środku. Dopiero po jakimś czasie dostrzegłam kołujące sępy, wikłacze, budujące gniazda, antylopy, marabuty na brzegu, hipopotamy i krokodyla w wodzie. Płynął wolno, nigdzie się nie spiesząc, wystawał mu tylko niewielki kawałek grzbietu, ale widać było, jak jest ogromny… Wtedy uświadomiłam sobie, dlaczego są tak doskonałymi myśliwymi… praktycznie wcale ich nie widać. Gdy na chwilę odwróciłam wzrok, aby zrobić inne ujęcie, gdy znowu chciałam go zobaczyć… już go nie było.

Po południu pojechaliśmy nad Lake Panic Hide, które jest ostoją wielu gatunków ptaków wodnych. Początkowo, jak zwykle nic nie widzieliśmy, ale po kilku minutach dostrzegliśmy wspaniałego kormorana, potem żółwia wodnego, jedną z antylop na brzegu i kilka gatunków rybaczków. Spędziliśmy tam kilka godzin i nie żałuję żadnej minuty. W drodze powrotnej spotkaliśmy szarżującego na nas małego słonika, mama się nie przejęła swoim maleństwem, więc i my oddychaliśmy spokojnie. A w nocy spotkaliśmy galago grubo ogonowego, daleko krewnego lemura. Niezwykłe stworzenie…
Następnego dnia pojechaliśmy na nocne safari, które gorąco polecam, co prawda nam nie udało się zobaczyć w pełnej krasie zachodu słońca, ale możliwość oglądania nocnych (i nie tylko) zwierząt ma swój urok. Oświetlone wyłącznie reflektorami, a my nigdy nie wiemy, co kryje się w pobliskich krzakach. W ten sposób zobaczyliśmy zająca i 3-metrowego węża boa.
Przedostatni dzień zapowiadał się niepomyślnie – nie spotkaliśmy impali… Ale niepotrzebnie się martwiliśmy… Spotkaliśmy stado likaonów, które są bardzo rzadkie. Psiaki bawiły się obok nas, skakały i zupełnie nie przejmowały kilkoma samochodami i dźwiękiem migawek. Kilka razy spotkaliśmy guźdźce, a na dodatek lwy, które odpoczywały zaraz obok drogi, leżały, wygrzewając się w słońcu, ziewając – pełen luz. Po jakimś czasie jeden przeszedł na kilka centymetrów od nas, to było niezwykłe doświadczenie!

Ostatniego dnia wyjechaliśmy z rana, spotkaliśmy jeszcze stado lwów, które odpoczywały w krzakach, guźdźce, hipopotama. To była niezwykła przygoda, której nie zapomnę do końca życia. Mam nadzieję, ze kiedyś tam wrócę – na znacznie dłużej. Wam też tego życzę!

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-03-30 13:18

    Rzeczywiście niesamowita przygoda:) Fajne zdjęcia. Pozdrawiam!:)

Malutek

  • 5/5
  • Ranga: Prenumerator
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Od zawsze interesowałam się fotografia i podróżami. Póki co wszystkie moje wyprawy zawdzięczam moim rodzicom, pierwszą, gdy miałam pół roczku. Od tego czasu, wyjeżdżam z nimi wszędzie. Sama coraz częściej planuję wyprawy - małe i duże. Aktualnie, coraz bardziej świadoma, staram się poznawać inne kultury, zwyczaje, zwierzęta, rośliny - słowem staram się jak najwięcej nauczyć z podróży. Od niedawna moja fotografia się nieco rozwinęła, ale nadal musze nazwać się amatorem :)

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże, Indie ;), Dobra książka, Rysunek, Konie

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 2 punkty: 7
Komentarze: ilość: 176 punkty: 176
Konkursy: ilość: 3 punkty: 150
Publikacje: ilość: 2 punkty: 60
Relacje z podróży: ilość: 1 punkty: 30
Prenumeraty:   punkty: 400
Suma 184 823
Zobacz jak naliczane są punkty

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się