(...)
czwartek (31.01)
Pociąg spóźnił się tylko dwie godziny. Jak na taką odległość to drobiazg. Nocleg w wagonie w ciągłym ruchu, pośród chrapania i innego hałasu to iście ekstremalne przeżycie. Dlatego byliśmy wyjątkowo szczęśliwi, że po blisko dwudziestu godzinach podróży jesteśmy na miejscu. Na dworcu daliśmy się porwać naganiaczom i po kilku minutach jazdy jeepem jak na safari stanęliśmy przed hotelem, który w nazwie miał Palace. To ‘palace’ budziło wątpliwości, bo co drugi hotel w Jaisalmer tak się nazywa, okazało się jednak, że warunki są rzeczywiście pałacowe. Nie udało nam się jednak wynegocjować przystępnej ceny, zamieszkaliśmy więc w skromniejszym Oasis Haveli. Trochę potargowaliśmy się i za niewielkie pieniądze mieszkamy komfortowo. Czyściutkie łazienki, orientalny wystrój i taras na dachu z widokiem na fort.
Fort Jaisalmer, budowla zachwyca i poraża swoim ogromem. Spacerując wąskimi uliczkami odnosimy wrażenie jakby czas cofnął się setki lat wstecz. Gdyby nie elektryczność trudno byłoby odgadnąć czy to XXI czy XVI wiek. Ludzie żyją, pracują, bawią się pośród fantastycznych budowli i zabytków. To tak jakby ponownie zasiedlić Malbork i wpaść na herbatkę do braci rycerskiej. Niesamowite wrażenie. Niepowtarzalny klimat i urok tego miejsca skłania do refleksji. Miasto na pustyni przetrwało w niezmienionej formie tak długo, a teraz niszczeje w oczach w wyniku nierozsądnej polityki turystycznej i braku inwestycji. Warto więc podziwiać tę perłę ludzkiej inwencji i wysiłku, zanim brak wyobraźni zamieni ją w ruinę.
Po ulicach spacerują krowy, wielbłądy, konie, a nawet specjalnie sprowadzony na uroczystość weselną słoń. Mrok już dawno zapadł, a fort tętni życiem. Głośna muzyka, wesołe nawoływania i fajerwerki na niebie. Siedzimy na dachu hotelu, popijamy kawę i chłoniemy tę atmosferę. To niepowtarzalne miejsce i na pewno nie zapomnimy go.
piątek (1.02)
Pustynia wokół to w gruncie rzeczy skalisty, jałowy krajobraz. Pośród kamieni i piachu rosną kaktusy, karłowate drzewa, suche krzewy. I, to niewyobrażalne, mieszkają ludzie. Na tym niegościnnym terenie próbują przetrwać. Hodują kozy i owce, pasą wielbłądy, a na niewielkich poletkach uprawiają warzywa. Rozrzucone w przestrzeni nędzne chaty i wioski łączą wydeptane trakty. Nie ma prądu, gazu, bieżącej wody. Tylko jałowa gleba i wspólna studnia w której ludzie i zwierzęta zaspokajają pragnienie. Paradoksalnie na pustyni wzniesiono dziesiątki wiatraków zasilanych siłą wiatru. Pozyskują jednak energię nie po to by zapewnić oświetlenie lub inne media, nie po to by nawodnić ziemię, pompować wodę. Energia z wiatraków pozyskiwana jest by ... płot graniczny z Pakistanem był pod napięciem. Oczywiście w trosce o bezpieczeństwo i dobro miejscowej ludności.
Nasi przewodnicy, Sumar i Radżu, pochodzą z tych terenów. Od dziecka poganiają wielbłądy. Nie stać ich jednak na nie. Te których dosiadamy należą do bogatego kupca. Oni znajdują się na końcu drabiny społecznej, otrzymują też najmniej za swoją pracę.
Z hotelu na pustynie dotarliśmy jeepem. Teraz przesiadka na wielbłądy i w drogę. Po dziesięciu minutach pośladki są już odbite i obolałe. Tymczasem podróż trwa kilka godzin, krótka przerwa i dalej w drogę. Przez dwa dni zdążyłem znienawidzić siodło. Wielbłądy posuwają się rytmicznie, góra, dół. Mijamy opustoszałe siedziby i osiedla biedy. Na postoju, przy ognisku uczymy się gotować proste potrawy. Mało to higieniczne, brak wody nie sprzyja czystości, ale smaczne i pożywne. Jedzą ludzie, jedzą wielbłądy. Pomyśleć, że tak przez wieki podróżowały karawany, a podróżni spędzali całe miesiące na szlaku.
Wieczorem docieramy do wydm. Drobniutki piasek na horyzoncie wygląda jak pustynia z naszych wyobrażeń. Podczas kolacji bliżej poznajemy Sumara. Jego życie, poglądy, pragnienia i marzenia. Jest analfabetą, a to czego się nauczył wie od turystów. Trudno mu jednak ogarnąć wszystko, zrozumieć otaczający go za horyzontem świat. W wiosce zostawił żonę i dzieci. Ma jedno marzenie. Uzbierać kiedyś na kupno wielbłąda. Trochę zaoszczędził dzięki pomocy turystów. Kiedy uzbiera na wielbłąda, będzie sam woził podróżnych i wtedy będzie bogaty. A jak będzie bogaty to też szczęśliwy – myśli prostodusznie.
Układamy się pod gwiazdami, szczelnie okryci przed nocnym chłodem. Noc jest ciemna i długa, jakby ktoś wyłączył światło. A życie trudne i wyczerpujące. Sumar sądzi, że takie jest przeznaczenie, karma. Zasypiam myśląc jak nędzny jest świat w którym pod tym samym niebem mieszkają ludzie tak różnie i niesprawiedliwie traktowani.
(...)
| Relacje z podróży: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Prenumeraty: | punkty: 200 | |
| Suma | 1 | 230 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.