Wakacje. Czas podróży. Decyzja o wyjeździe do Zakopanego podjęta w ciągu trzech minut, wliczając w to rezerwacje noclegu. Uwielbiam takie nieprzemyślane decyzje, bo wtedy wakacje okazują się najlepsze! Zakwaterowaliśmy się w domu Sióstr od Aniołów przy Drodze do Daniela, a stąd już rzut beretem do Drogi pod Reglami. Cieszyło mnie życie pod samą granicą TPN, z przepięknym widokiem na Giewont.
Pierwszego dnia postanowiłam zaprowadzić rodziców na Sarnią Skałę (1377m n.p.m.) – w ramach odświeżenia ich dawnych wspomnień i wynagrodzenia sobie ubiegłorocznego nie dotarcia tam z powodu burzy i ogromnej ulewy. Ruszyliśmy Doliną Strążyską mając w sąsiedztwie Potok Strążyski, którego jednym z dopływów jest dwuprogowy wodospad Siklawica. Jest to jedna z najkrótszych dolin tatrzańskich o długości ok.3 km. Górne jej partie sięgają ściany Giewontu. Środkowy i dolny fragment doliny porośnięty jest lasem. Miejscami można dostrzec wapienno-dolomitowe turnie. Dojście do punktu szczególnie atrakcyjnego dla turystów, Polany Strążyskiej, jest przyjemnym ok. 35 minutowym spacerkiem. Stąd można udać się na Giewont, do Doliny Małej Łąki, nad wspomniany wcześniej wodospad Siklawicę (żółty szlak, przyjemne podejście) oraz czarnym szlakiem na Czerwoną Przełęcz, skąd prowadzi wejście na Sarnią Skałę (ok. 10-15 minut). Nie jedna kropla potu tego dnia spadła z naszych skroni, ale warto było. Nie dla widoków, które utrudniały chmury nadchodzącej burzy oraz mgła, ale dla satysfakcji i świadomości przełamania własnych słabości J Ostatnie podejście na Sarnią prowadzi skałkami, jak dla mnie – człowieka z lękiem wysokości, jest to dosyć nieprzyjemne. Stojąc na szczycie i czekając na mamę pomyślałam sobie „Warto było!” i jak się później okazało, nie miał być to pierwszy i ostatni raz kiedy tak pomyślałam. Powrót, według planu, prowadził Doliną Białego, żółtym szlakiem. Tego dnia rozpoczęła się nasza ‘przyjaźń’ z burzą i deszczem na szlakach. Grzmiało niemiłosiernie, pioruny tłukły jeszcze mocniej, a deszcz lał, jak gdyby w niebie pękły rury i nigdzie nie było hydraulika! Oczywiście, kiedy już byliśmy w pobliżu miejsca zakwaterowania, przestało padać i wyjrzało słoneczko. Pierwszy raz w życiu miałam możliwość wylewać morze wody z butów po zdjęciu ich z przemoczonych stóp. Ale na pocieszenie siostra Danusia przygotowała świetny rosół, więc wszystkie nieprzyjemności poszły w zapomnienie i w głowie pojawiały się plany kolejnych wędrówek.
"Ważna jest tylko ta pogoda, którą w sercu będę miał..."
Podziwiam wytrwałość. Ale po stokroć warto czasami zmoknąć!!!
Gratuluję "górskiego" optymizmu!W górach każda chwila jest niepowtarzalna.A jak do tego dodamy dynamizm pogodowy :)...
Pozdrawiam miłośniczkę gór. Tak, widoki, obcowanie z górami, czy satysfakcja z pokonania słabości...wynagradzają każdą kroplę potu :-) W schronisku na "piątce" jest zawsze pyszna, ciepła szarlotka (z cynamonem...pycha)
przez życie idę na boso, aby nie zgubić tego co najważniejsze.
miłośniczka gór.
fotograf amator.
zakochana w prostocie.
Zainteresowania: Nauka, Fotografia, Podróże, Czytanie książek podróżn, Góry
| Quizy: | ilość: 5 | punkty: 32 |
| Komentarze: | ilość: 20 | punkty: 20 |
| Relacje z podróży: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Suma | 26 | 82 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.