Hurghada, 11.01.2009.
Jesteśmy w Afryce. Wylecieliśmy z Krakowa 06.01.2009 r po godzinie 22.45 - z opóźnieniem. Samolot linii egipskich, charter do Sharm El Sheikh. Międzylądowanie w Szczecinie. Obsługa arabska, tylko jedna dziewczyna, pozostali to mężczyźni. W Szczecinie wezwano zespół sprzątający. Kobiety włączyły odkurzacz i sprzątały środek samolotu, steward- Arab je popędzał pogwizdując. Młody mężczyzna siedzący na fotelu za mną poprosił o sprzątnięcie rozsypanych dropsów po czym wziął od sprzątającej kobiety końcówkę odkurzacza (ona sama nie mogła sięgnąć) i zaczął sam odkurzać podłogę pod fotelem. Na ten widok oczy stewarda robiły się coraz większe, wyglądały jak dwie piłeczki pingpongowe z czarnymi kropkami na tle jego śniadej twarzy.Wylądowaliśmy na lotnisku w Sharm El Sheikh około godziny 5.30 czasu egipskiego, w dniu 07.01.2009. Na lotnisku spotkaliśmy pierwszego rezydenta z kartką "Alfastar", który objaśnił, że mamy w kasie nabyć wizę egipską za 15$ i po jej wklejeniu do paszportu podejść do okienka straży granicznej. Tam odcisną nam na wizie pieczątkę. Po przejściu bramek, dalej w kolejnej sali pobieraliśmy bagaż, u wejścia siedział kolejny strażnik, należało mu okazać paszport z opieczętowaną wizą. Teraz mogliśmy odebrać bagaż. W tej sali i przed budynkiem czekali kolejni przedstawiciele biur
podróży - mieli przy sobie kartki z logo biura, którzy według posiadanej listy kierowali turystów do odpowiednich autokarów i busów. Zawoziły one turystów do odpowiednich hoteli, według wykupionych "gwiazdek". Obsługa naszego busa przed zapakowaniem bagażu do pojazdu od razu zażądała "bakszysz", mój małżonek musiał dać 5$. Dojechaliśmy do hotelu "Regency Plaza" w Nghab, koło Sharm El Sheikh. Rezydent, który przyjechał z nami z lotniska pokazał recepcję i pomógł w zakwaterowaniu. Powiedział, że o 11.00 jest spotkanie z rezydentem hotelowym, koło recepcji a o godzinie 14.35 wyjeżdżamy do portu i dalej do Hurghady. Zajęliśmy pokój nr 4413 i poszliśmy na śniadanie. Restauracja hotelowa bardzo ładna, obsługa miła a wybór dań duży. Poszliśmy na spacer nad morze, popatrzyliśmy na hotelowe baseny i udaliśmy się na spotkanie. Miły rezydent poinformował nas, że program naszej wycieczki uległ zmianie i do Hurghady wyruszamy następnego dnia po obiedzie o godzinie 14.35, tj. 08.01.2009. Wybraliśmy się więc na spacer po plaży. Pokoje były ładne, na parterze, z wyjściem na mały taras. Przy basenach serwowano drinki robione z miejscowych alkoholi. Cola z rumem lub z brandy smakowała tak samo. Inne drinki też inne w smaku niż u nas. To chyba kwestia miejscowego alkoholu. Przed każdym posiłkiem "leczyliśmy" się
kieliszkiem naszego alkoholu przywiezionego z Polski, bo podobno tutejsze jedzenie sporządzone na miejscowej wodzie może być dla nas powodem rozstroju żołądka. Przed obiadem 08.01.2009 spakowaliśmy bagaże i wystawiliśmy przed drzwi. W pokoju, dla obsługi - miłego Mohameda, zostawiliśmy na stoliku "bakszysz". Po obiedzie wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do portu w Sharm El Sheikh. Po drodze zabieraliśmy turystów z innych hoteli, też Polaków, pilotował nas kolejny rezydent mówiący po polsku Arab. Przybranie portu dostaliśmy do ręki bilety i poszliśmy na prom. Okazało się, że musimy przejść kontrolę graniczną, sprawdzono nam paszporty, prześwietlono bagaż. Strażnik szczególnie interesował się moim aparatem fotograficznym. Nie wiem dlaczego, może podobał mu się obiektyw. Po wyjściu z budynku strażnicy poszliśmy w kierunku promu. Okazało się jednak, że przy prześwietlaniu bagażu urwano metalowe kółko od naszej torby i długie ucho jest zerwane. Postanowiliśmy pomyśleć nad naprawieniem mocowania paska na promie. Pozostałe bagaże zabrali na wózek młodzi Egipcjanie, oczywiście za drobną opłatą 1$. Na prom zaokrętowaliśmy się o godzinie 16.30, o 17.00 było planowane odpłynięcie promu. Odpłynął z 20 minutowym opóźnieniem. Zajęliśmy miejsca w pobliżu okna, będziemy fotografować krajobraz. Niestety, nie pomyśleliśmy, że. Niebawem zapadnie zmrok i z naszych zamiarów nic nie wyjdzie. Zrobiliśmy jedynie kilka fotografii zachodzącego słońca i nieba. Odpłynęliśmy. Po drodze bujało bardzo, ja czułam się okropnie. Po trzech godzinach rejsu dopłynęliśmy do Hurghady. Wysiedliśmy z promu w porcie w Hurghadzie, a nasze bagaże wyładowywali ze statku miejscowi. Któryś z Arabów chciał nawet zostawić mi jakąś walizkę w zamian za bakszysz. Walizka oczywiście nie była moja. Krótko mówiąc -masakra!!! Pourywane uchwyty, rozerwane bagaże, urwane kółeczka. W końcu udało nam się wyjść przed dworzec na ulicę. Czekał tam na nas rezydent z listą i zostaliśmy zawiezieni do naszego hotelu 5*. Część turystów oczywiście pojechała gdzie indziej - hotel 3 i 4*. Zapakowano nas do busa, bagaże na dach. Trochę obawialiśmy się, że po drodze zostaną pogubione, ale mój małżonek ze szwagrem pilnowali ich załadunku, zostały umocowane za pomocą liny. W drodze do hotelu Serenity Makadi Heights - około 40 minut jazdy, rezydent poinformował nas o najbliższych planach. Okazało się, iż dwoje turystów wyrusza w rejs po Nilu w sobotę, 10.01.2009 a pozostałe 6 osób ma czas wolny w piątek, sobotę i niedzielę a w dalszą podróż wyrusza o godzinie 6.00 w poniedziałek 12.01.2009r. Po powrocie z rejsu do Sharm El Sheikh będziemy mieli wolny tylko jeden dzień przed wylotem do Polski. Cóż było robić, spędziliśmy więc piątek na spacerach po morzu. Na sobotę jednak postanowiliśmy wyjechać na wycieczkę do wioski Berberów. Kosztowała ona po 75$ od osoby, ale warto było pojechać. Zawieziono nas terenówkami na pustynię w góry. Podziwialiśmy zjawisko fatamorgany, jeździliśmy na quadach, wielbłądach, podziwialiśmy zachód słońca i występy artystów, próbowaliśmy miejscowych potraw. Wróciliśmy do hotelu późnym wieczorem. Dzisiaj od rana byliśmy na plaży. Ja i siostra mojego męża spacerowałyśmy po wodzie a panowie odpoczywali pod parasolami. Zaskoczył nas odpływ ale dzięki temu odsłoniło się dno morskie przy brzegu i wypełzły morskie żyjątka - jeżowce, pięciornice, można było
podziwiać rośliny morskie, których po wodą nie widać. Dobrze, że zabrałyśmy ze sobą byty do wody, bo trudno byłoby spacerować widząc te wszystkie morskie stwory. Mój małżonek przyszywał uchwyty do swojej podróżnej torby, pourywane przez arabskich tragarzy w czasie rejsu. Jutro rano wyruszamy w dalszą drogę o 6.00 rano. Udajemy się do Luksoru. Po drodze zaplanowano
zwiedzanie a na wieczór zaokrętowanie na statku na Nilu.
Mamuniu czyta sie to całkiem przyjemnie :) Ba dowiedziałam się więcej niż z waszych opowiadań. Pisz dalej bo masz o czym :)
Fajny artykuł, zaznałem podobnych przygód w Tunezji
Brawo za szczerość.
Zainteresowania: Ekologia, Nauka, Fotografia, Podróże
| Quizy: | ilość: 12 | punkty: 69 |
| Komentarze: | ilość: 32 | punkty: 32 |
| Konkursy: | ilość: 10 | punkty: 500 |
| Relacje z podróży: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Prenumeraty: | punkty: 200 | |
| Suma | 55 | 831 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.