Sedes regni principales. Z krótką wizytą w "małym Rzymie".

"Miejscowość ta jest nadzywczajnie piękna i przyjemna. Są tam uprawiane winnice. Wszędzie rozciągają się sady, tak, iż sądziłbyś, że zewsząd lasy otaczają miasto. Znajduje się tam wielka ilość najwyborniejszych owoców. Dlatego też Kazimierz Wielki i inni królowie przybywali do Sandomierza aby zażyć powietrza i uciechy. Powaby miejsca zwiększa ogłada obywateli, a także różne przyjemności. Znajdziesz tam bowiem znakomitych lekarzy, muzyków, różne gatunki napojów, wesołe duchowieństwo. Niewiarygodną obfitość ryb, miodu, łososi, dziczyzny, zboża oraz innych specjałów" - tak opisywał Sandomierz w roku 1585, w słynnym "Opisaniu Polski" wybitny polski historyk i działacz kalwiński Stanisław Sarnicki. 

Pierwsze pisane wzmianki na temat miasta, często nazywanego z racji swojego położenia "małym Rzymem", pochodzą dopiero z XI w. Słynny kronikarz Gall Anonim zaliczył je wtedy, obok Krakowa i Wrocławia, do "sedes regni principales", czyli głównych ośrodków władzy książęcej. Położony na międzynarodowym szlaku handlowym, Sandomierz, przez długie lata stanowił granicę pomiędzy Wschodem a Zachodem.

Dwie lokacje 
Data pierwszej lokacji miasta nie jest dokładnie znana. Wiemy tylko, że pierwsza osada o charakterze miejskim znajdowała się na wzgórzu staromiejskim w okolicach kościołów św. Jakuba i św. Pawła. 
Osada ta - mówi przewodnik świętokrzyski Marek Juszczyk - intensywnie powiększająca się już od połowy X w., z czasem zajęła kolejne wzgórza, najpierw zamkowe w końcu X w., a w ciągu X i XI w. kolegiacko-gostomiańskie. W miejscu gdzie dzisiaj stoi bazylika katedralna - kontynuuje przewodnik - w bulli papieża Eugeniusza III z 1148 r. wzmiankowany jest kościół Najświętszej Marii Panny, natomiast na wzgórzu gostomiańskim od 1166 r. wymieniany jest kościół św. Piotra. 
Do czasów dzisiejszych nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające lokację tego miasta.
Ale w 1226 r. - ciągnie dalej Marek Juszczyk - zostali sprowadzeni do Sandomierza dominikanie, którzy, zgodnie z regułą zakonną osadzani byli w miastach. Również w dokumentach związanych z pierwszym najazdem tatarskim z 1241 r. mowa jest o "cives civitates", czyli obywatelach miasta - dodaje na zakończenie.
Jako ciekawostkę należy przytoczyć fakt, iż do końca XII w. część dzisiejszego Rynku (aż do Bramy Opatowskiej) służyła jako miejsce pochówku zmarłych.
Po drugim najeździe tatarskim z 1260 r., który zamienił pierwotną osadę w zgliszcza, książę Leszek Czarny na wzgórzu miejskim (teren dzisiejszego starego miasta) dokonał w 1286 r. powtórnej lokacji Sandomierza na prawie magdeburskim. Dokument lokacyjny z tego okresu przechowywany jest do dziś w skarbcu Bazyliki Katedralnej w Sandomierzu. Usytuowane w nowym miejscu miasto uzyskało m.in. drewniano-ziemne obwałowania. 
Poza ówczesnym obwodem warownym - mówi przewodnik - znalazł się ufundowany w 1303 r. przez kasztelana krakowskiego Żegotę kościół i klasztor zgromadzenia kanoników regularnych de Saxia, zwanych Duchakami, których zadaniem było prowadzenie szpitala i przytułku dla najuboższych mieszkańców miasta.
W 1349 r. Sandomierz i jego mieszkańcy przeżyli kolejny kataklizm. Był nim najazd Litwinów, w wyniku którego miasto zostało doszczętnie spalone. Odbudowane w II połowie XIV w. zachowało do dziś swój ówczesny układ urbanistyczny.
Ciekawostką pozostaje fakt - wyjaśnia przewodnik - iż po roku 1349 kościół i klasztor Duchaków znalazły się już w granicach murów obronnych miasta. Zwykle takie instytucje, jak szpitale i przytułki dla ubogich, w obawie przed zarazą były pozostawiane poza obwodem warownym - kończy przewodnik.

Obwarowania miejskie
Po najeździe Litwinów w 1349 r. król Kazimierz Wielki zwolnił Sandomierz z niektórych podatków i opłat wnoszonych na rzecz skarbu państwa, a uzyskane w ten sposób środki finansowe umożliwiły jego mieszkańcom budowę nowego, bardziej trwałego systemu obronnego.
Wybudowany w XV w. system obronny (pierwsze jego odcinki zaczęto realizować już pod koniec XIV w.) składał się z czterech bram wjazdowych: Opatowskiej (Wielkiej), Zawichojskiej, Lubelskiej (Rybackiej) i Krakowskiej (Małej), dwóch furt dla ruchu pieszego: Dominikańskiej ("Ucho Igielne") i Zamiejskiej oraz 21 baszt obronnych. 
System ów - wyjaśnia przewodnik - powiązany był z zamkiem królewskim, który stanowił odrębny zespół obronny.
Wysokość opasujących miasto murów wynosiła 9 m, a ich grubość od strony zachodniej dochodziła do 2 m.
Do czasów dzisiejszych nie zachowały się bramy: Krakowska, Zawichojska i Lubelska, Furta Zamiejska oraz większość odcinków murów i baszt. 
Najwcześniej, bo jeszcze w XVII w. na skutek osunięcia się wschodniej skarpy uległa zniszczeniu Brama Lubelska. Następna była Furta Zamiejska, jak podają źródła "roku 1734 przez Moskalów zrujnowana". W połowie XIX w. zostaje rozebrana grożąca zawaleniem Brama Zawichojska, a w 1874 r. Brama Krakowska. Wtedy też zostaje podjęta decyzja o rozbiórce murów miejskich.
Ciekawostką jest fakt, iż przez lata nie znano dokładnej lokalizacji nieistniejącej już Furty Zamiejskiej.
Dopiero niedawno - wyjaśnia przewodnik - w archiwum jezuickim na Malcie zostały odkryte karteczki, które niegdyś zostały przyklejone do "I projektu" Collegium Gostomianum z uwagami jego budowniczego Michała Hinza. Jasno z nich wynika, że uliczka wyznaczająca granicę posesji, na której wzniesiono kolegium prowadziła właśnie do Furty Zamiejskiej.

Brama wjazdowa
Jedyna zachowana do dziś brama wjazdowa, zwana Opatowską bądź Wielką, wznoszona w I połowie XV w., swój obecny wygląd zawdzięcza kilku etapom budowlanym. Jej pierwotna wysokość sięgała widocznego na elewacjach fryzu z układanej na kant cegły. Jeszcze w XV w. brama ta została nadbudowana czego dowodem jest znajdujący się nieco wyżej analogiczny fryz.
Renesansowa attyka wieńcząca - mówi Marek Juszczyk - pochodzi z XVI w. z fundacji znanego sandomierskiego lekarza Stanisława Bartolona. Wybudowano ją w celu zabezpieczenia dachów przed wyrzucanymi przez nieprzyjaciela strzałami z gorejącymi wiechciami.
Brama Opatowska od początku posiadała przedpiersia. Mury, których grubość w przyziemiu wynosi 2 m stopniowo zwężają się ku górze. 
Widoczne na północnych elewacjach otwory strzelnicze są rozglifione, czyli rozszerzające się do wewnątrz - wyjaśnia Marek Juszczyk. Małe kwadratowe otwory leżące zawsze na jednej linii to ślad po dawnych rusztowaniach. W chwili obecnej zostały one zaślepione i pomalowane na czarno.
Brama zamykana była na noc broną, żelazną kratą osadzoną i spuszczaną po prowadnicy. Pierwotnie dostęp do jej wnętrza, w którym poszczególne kondygnacje były połączone systemem drabin łączących pomosty przy otworach strzelniczych, dostępny był tylko z murów obronnych.
Na drugiej kondygnacji - wyjaśnia przewodnik - zachowały się zamurowane dawne wejścia na bramę. 
W okresie międzywojennym Brama Opatowska została pokryta żelbetonowym stropem. 
W 1929 r. - kończy swoją opowieść Marek Juszczyk - z inicjatywy sandomierskiego PTK wybudowano drewniane schody i udostępniono bramę zwiedzającym.
W chwili obecnej Brama Opatowska stanowi znakomity punkt widokowy. Z wysokości ok. 33 m można podziwiać przepiękną panoramę miasta i okolicy.

Zabudowa miejska
W 1349 r. - mówi przewodnik - w centrum wzgórza miejskiego wytyczony został prostokątny rynek o wymiarach 120x100 m, z którego naroży wychodziły cztery główne ulice. Ulice przymurza komunikowały się z rynkiem przy pomocy wąskich uliczek budowanych w jego dłuższych pierzejach.
W centralnej części rynku stoi ratusz. Najstarsza, czternastowieczna jest jego południowa część - mówi Marek Juszczyk.
Początkowo Ratusz sandomierski był budowlą na planie kwadratu zwieńczoną ośmioboczną wieżą. W XVI w. został rozbudowany w formę wydłużonego prostokąta, a następnie zwieńczony renesansową attyką trójstrefową, która zaliczana jest do najpiękniejszych attyk ratuszowych w Polsce.
Jej naroża - pokazuje przewodnik - zdobią głowy przedstawiające cztery stany. Dwie z nich, kmiecia oraz rycerza-szalchcica są oryginalne, natomiast głowy duchownego i mieszczanina zostały zrekonstruowane na podstawie Lamentu Opatowskiego, brązowej płaskorzeźby umieszczonej na cokole nagrobka kanclerza wielkiego koronnego Krzysztofa Szydłowieckiego w kolegiacie św. Marcina w Opatowie.
Rynek Starego Miasta w XVI w. posiadał zabudowę podcieniową. Świadczą o tym zachowane do dziś kamienice: Rynek 10, zwana kamienicą Oleśnickich oraz Rynek 27, zwana "Pod Ciżemką". W pierwszej z nich w 1570 r. przedstawiciele polskich luteran, kalwinów i braci czeskich zawarli tzw. zgodę sandomierską, której efektem było opracowanie obowiązującego katechizmu. W tym porozumieniu nie wzięli udziału bracia polscy.
Kamienica przy ul. Rynek 4 - kontynuuje przewodnik - jest jedną z dwóch kamienic, w których udało się uchwycić sienie przejazdowe. Posiada ona zachowany późnorenesansowy portal oraz częściowo oryginalną na piętrze kamieniarkę okienną pochodzącą z warsztatu Benedykta Sandomierzanina.
Kolejna kamienica, Rynek 5, to tzw. konwikt Boboli. W XVII w. pełniła rolę - jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli - internatu dla młodzieży kształcącej się w Collegium Gostomianum.
W jednym z pomieszczeń parteru tej kamienicy - mówi Marek Juszczyk - zachowało się malowidło z 1600 r. z przedstawieniem Chrystusa Sędziego i otaczających Go postaci - zapewne właścicieli kamienicy.
Przy ul. Rynek 8 - ciągnie dalej przewodnik - znajduje się budynek, którego piwnica i przyziemie pierwotnie stanowiły integralną część tzw. kamienicy Gomółczyny - matki Mikołaja Gomółki, znakomitego kompozytora okresu odrodzenia, rajcy sandomierskiego i nadwornego kapelmistrza króla Zygmunta Starego. Do Mikołaja Gomólki wg. wzmianek należał dom przy ul. Rynek 14.

Podziemny labirynt
Średniowieczny Sandomierz - wyjaśnia Marek Juszczyk - posiadał liczne przywileje handlowe, z których najważniejsze było prawo składu. Ponieważ w ograniczonym powierzchniowo, zamkniętym w obrębie murów obronnych mieście nie było możliwości budowania składów naziemnych w zamian wybudowano system piwnic, które pełniły rolę podziemnych magazynów - dodaje przewodnik.
Drążone w warstwach lessu w okresie XIII-XVI w., pod budynkami, jezdniami ulic, placami i podwórkami, wykorzystywane były do czasu kiedy trwał intensywny handel. Wraz z jego upadkiem, nieremontowane i nieużywane piwnice stały się poważnym zagrożeniem dla miasta. Akcję ratowania sandomierskiego Starego Miasta zainicjowano w latach 60-tych ubiegłego stulecia. Nadzór naukowy nad pracami wykonywanymi przez górników z Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w Bytomiu - opowiada przewodnik - objął zespół naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie pod kierownictwem prof. Feliksa Zalewskiego, a następnie prof. Zbigniewa Strzeleckiego. 
W wyniku prowadzonych prac większość istniejących piwnic uległa likwidacji, a niewielką ich część zabezpieczono i połączono korytarzami tworząc Podziemną Trasę Turystyczną o długości 470 m.
Z podziemnymi lochami związana jest jedna z najpopularniejszych sandomierskich legend - legenda o Halinie Krępiance. Bohaterska dziewczyna, córka Piotra Krępy, uratowała miasto przed Tatarami podstępnie wprowadzając najeźdźców w podziemny, ślepy korytarz, z którego jedyne wyjście zostało następnie zasypane przez obrońców.  

Jedna z najstarszych szkół średnich w Polsce
Dawne kolegium jezuickie, Collegium Gostomianum, wzięło nazwę od nazwiska swojego fundatora i dobroczyńcy Hieronima Gostomskiego - wojewody poznańskiego i kasztelana sandomierskiego (fundacja z 1602 r.). Budynek kolegium wznoszony był w latach 1604-1615 przez budowniczego jezuickiego, wspominanego wcześniej Michała Hintza. 
Pierwotnie w środkowej części dziedzińca tej szkoły - opowiada Marek Juszczyk - znajdował się kościół św. Piotra, wzmiankowany w dokumentach od 1166 r. W 1813 r. jego strawione przez pożar resztki zostały rozebrane wraz ze spalonym południowym skrzydłem szkoły.
Z Collegium Gostomianum - kontynuuje przewodnik - związane są dwa utwory Stefana Żeromskiego: powieść "Popioły" oraz dramat "Uciekła mi przepióreczka". Jak pamiętamy główni bohaterowie "Popiołów" Rafał Olbromski oraz Krzysztof Cedro byli absolwentami tejże właśnie szkoły. 
Powstanie drugiego z tych utworów ma natomiast bezpośredni związek z osobą Aleksandra Patkowskiego, absolwenta Progimnazjum Rządowego mieszczącego się w Collegium Gostomianum, znanego społecznika i pedagoga, zwanego "ojcem regionalizmu polskiego".
Aleksander Patkowski założył w okresie międzywojennym w Sandomierzu Powszechny Uniwersytet Regionalny im. Stanisława Konarskiego, przeznaczony dla nauczycieli szkół powszechnych. Zajęcia w tej placówce prowadzone były nie w pracowniach i laboratoriach, lecz w miejscowościach, w których faunie i florze, w pieśniach i w budowlach zapisała się historia i kultura regionu
- kończy przewodnik.
Zachowane skrzydło wschodnie dawnego kolegium jezuickiego jest jedną z najstarszych szkół średnich w Polsce. Nauka prowadzona jest w nim od blisko 400 lat. W chwili obecnej mieści się w nim I Liceum Ogólnokształcące.

Dom księży mansjonarzy
W sąsiedztwie Collegium Gostomianum znajduje się okazały budynek wzniesiony z czerwonej cegły zwieńczony dwuspadowym stromym dachem. Jest to tzw. Dom Długosza wybudowany w 1476 r. z fundacji pierwszego polskiego historyka ks. Jana Długosza, kanonika kolegiaty sandomierskiej. 
Gmach ten - wyjaśnia Marek Juszczyk - powstał dla księży mansjonarzy, których Jan Długosz sprowadził wówczas do sandomierskiej kolegiaty.
Bezpośrednią przyczyną sprowadzenia mansjonarzy do Sandomierza - jak pisze w "Monografii miasta Sandomierza" ks. Melchior Buliński - była chęć pomnożenia nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny przez śpiewanie codzienne godzinek kanonicznych. Mansjonarze byli bowiem, duchownymi, którzy mieli w swej pieczy śpiew kościelny.
W XVI w. - kontynuuje przewodnik - budynek posiadał renesansową attykę. Jest to oryginalna budowla gotycka z wyjątkiem szczytu i dachu, które zostały zrekonstruowane na podstawie podobnego Domu Długosza istniejącego w Wiślicy.
Od 1937 r. - ciągnie dalej przewodnik - mieści się tu Muzeum Diecezjalne, bardzo ciekawe nie tylko z uwagi na przechowywane w nim zbiory, ale również na sposób ich eksponowania. Ekspozycja autorstwa prof. Karola Estreichera przetrwała do dziś w prawie niezmienionym układzie - kończy przewodnik.

Dodaj komentarz

Gość Gość

Komentarze

  • 2010-01-27 16:26

    Bardzo ciekawy tekst, pozdrawiam

  • 2010-01-15 05:45

    dzień dobry. Podziwiam ! Obszerna, drobiazgowa i pogłębiona historia miasta ukazana poprzez "dzieje" najważniejszych zabytków.

AnBis

  • 3/5
  • Ranga: Wytrawny eksplorer
  • Płeć:Mężczyzna

O mnie

Jestem pracownikiem samorządowym. Uwielbiam podróże, jazdę na rowerze, a nade wszystko jazz :-)

Zainteresowania: Historia, Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 3 punkty: 14
Forum: ilość: 15 punkty: 15
Komentarze: ilość: 78 punkty: 78
Publikacje: ilość: 1 punkty: 30
Relacje z podróży: ilość: 13 punkty: 390
Suma 110 527
Zobacz jak naliczane są punkty

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się