Turyści z pierwszego tłoczenia
Słoneczny czwartek już od samego rana sprawiał, że moje myśli były daleko od miejsca pracy w którym musiałem siedzieć do 15 15. Godzina po godzinie. minuta po minucie. Duchem byłem już na górskich szlakach które mieliśmy zdobyć w piątek i sobotę. Wreszcie wybiła 15, ostatni raz zerkam na prognozę pogody dla Zakopanego i szybkim krokiem udaje się do zatankowanego samochodu. Bagaże czekają w nim juz od wczoraj – wszystko dla optymalizacji czasu, takie małe skrzywienie. Jem szybki obiad i jadę na miejsce spotkania skąd odbieram Emilka i Michała a potem Jole.
Nareszcie wolność, wszyscy mamy wyśmienite humory. Niestety korki na trasie do Krakowa na trasie nr 7 wydłużają nam trasę w nieskończoność. Około godziny 21 jestesmy na miejscu. Pokoje na Skibówki 14 okazują się nie takie złe a Pani która nam je wynajmuje jest przesympatyczną osobą. Miłym zaskoczeniem był fakt ze dostaliśmy duży pokój z widokiem na giewont. Zorganizowaliśmy szybka kolacje, wypiliśmy po łyku mocniejszego trunku i pełni zapału położyliśmy się spać aby z samego rana wyruszyć na trasę.
Rano budzą nas promienie słońca, jest ciepły słoneczny poranek a na niebie nie widać nawet jednej chmurki. SUPER. W mgnieniu oka dostajemy się w okolice dworca i wsiadamy do busa łysą polane. I tu przeżyliśmy szok. Podróz trwałą ponad godnie. Na początku był remont drogi w Zakopanym ale to było dla nas do przyjęcia, ale potem okazało się, że słonecznego dnia chcemy skorzystać nie tylko my ale chyba też pół Polski. Jakimś cudem dostajemy się w końcu do na parking koło Łysej Polany. I tu kolejne nie miłe zaskoczenie. Aby wejść do parku trzeba ustawić się w długiej kolejce i czekać dobre pół godziny na wejście. Poziom naszego zdenerwowania sięga 14 w 10 stopniowej skali. W końcu jesteśmy na szlaku. Meldujemy się w „roztoce” i tam zostawiamy plecaki. Do morskiego oka czujemy się jak byśmy weszli do supermarketu. Ludzie z telefonami, z dziećmi, z piwem, głośni, popisujący się itd…. Przykre jest to jak można zepsuć sobie przyjemność obcowania z dziką przyrodą. Po dwóch godzinach docieramy do Morskiego Oka, nawet nie zachodzimy do schroniska tylko szybko odbijamy na szlak wiodący na Szpiglasową przełęcz. Nareszcie możemy w spokoju rokoszować się pięknymi widokami . Ludzie których mijamy sa mili i sympatyczni. Wszyscy się ze sobą witają i pozdrawiają. Zupełnie inny świat. Trasa nie jest trudna. Początkowo wiedzie przez kosodrzewinę by potem łagodnie wprowadzić nas w strefę łąk i skał. Nasz wzrok cały czas przykuwa wyśmienity widok na Morskie oko. Z góry świetnie widać ogromne ilości turystów którzy oblegają brzeg Jeziora. Wyglądają trochę jak kolorowe bakterie które starają się zaatakować i zniszczyć idealna komórkę. Wkrótce możemy dostrzec również Czarny Sta pod Rysami. Krajobraz który podziwamy jest kapitalny. W pewnym momencie ścieżka zaczyna wieść wzdłuż stromego zbocza, co prawda nie eksponowanego ale czujemy Sie się jakbyśmy szli po ścianie olbrzymiego kotła.
Po około dwóch godzinach docieramy do przełęczy. Przed nami rozpościera się świetny widok na dwie doliny – Pięciu Stawów oraz dolinę Morskiego Oka. Bez problemu możemy dostrzec Świnice, Zawrat oraz całą Orlą Perć. Wystarczy że się odwrócimy o 180 stopni i teraz możemy dostrzec Morskie oko Cubryne Mnicha i Szpiglasowy Wiech . Jest bosko. Postanawiamy wpiąć się ciut wyżej i ruszamy w kierunku Szpiglasowego Wierchu. Podejście jest bardzo proste w sumie jest kilka krótkich tras i każdy może iść według uznania. Na szczycie jest cicho i spokojnie spotykamy tam grupkę ok. 6 turystów. Widoki oczywiście są jeszcze lepsze ponieważ teraz możemy dodatkowo podziwiać Słowacje i jej piękne góry. Robimy pamiątkowe zdjęcia i po krótkim posiłku ruszamy w dół do doliny 5 Stawów Polskich. Zejście nie jest trudne. Na początku są co prawda łańcuchy które ułatwiają schodzenie ale można się bez nich spokojnie obejść. Cała trasa jest dosyć łagodna. Cały czas szliśmy w cieniu a przed oczyma mieliśmy cudowny widok na dolinę 5 Stawów Polskich. Po 2 godzinach dotarliśmy do wodospadu Siklawa i tu zrobiliśmy odpoczynek. Podziwiamy największy wodospad. Robimy oczywiście fotografie ale żadne zdajecie nie oddaje jego niepowtarzalnego uroku i potęgi. Ruszamy w dalszą drogę do schroniska w Dolinie Roztoki, do którego docieramy po dwóch godzinach marszu. W schronisku panuje świetna przyjacielska atmosfera, w kolejce do łazienki (która była niestety tylko jedna) wdajemy się w dyskusje ze starszym weteranem gór, który odradza nam drogę na rysy od strony Polski. Proponuje nam wyprawę na przełęcz pod chlopkiem przez kazalnice. Już przed wyprawą starałem się namówić Michała na właśnie tą trasę i odpuszczenie sobie zatłoczonych Rysów ale moje zdanie niestety go do końca nie przekonywało. Ostatecznie decydujemy się na przełęcz i po kąpieli, już zgodnie idziemy do pokoju na odpoczynek.
Drugi dzień przywitał nas jeszcze większym słońcem i temperatura. Okazało się, że nie mogę zgiąć lewego kolana, ale głupio mi było przyznać się reszcie wiec poszedłem na dół i je w miarę możliwości rozruszałem. Nie był to niestety jedyny problem. Joli nie zagoił się bąbel na stopie i miała straszne zakwasy. Nie chciała dalej iść. Na szczęście po konkretnym śniadaniu wszyscy nabraliśmy sił i jakoś udało się nam ją namówić na kontynuowanie wyprawy. Zrobiliśmy jej solidny opatrunek wzięła środek przeciwbólowy i tymczasowo zmieniła buty na wygodniejsze adidasy. Pełni zapału, choć zmęczeni ruszyliśmy w drogę. Początkowo trasa jak zwykle się nam dłużyła. Tłumy ludzi bardzo zniechęcały do pieszej wędrówki. W otoczeniu mas turystów musieliśmy maszerować aż do Czarnego Stawu pod Rysami. Kiedy skręciliśmy na szlak wiodący na kazalnice wszystko wróciło do normy. Trasa która szliśmy była bardzo ciekawa. Początkowo wiodła w kosodrzewinie skąd mogliśmy podziwiać Czarny Staw i Morskie Oko. Następnie trasa wiedzie zacienionym żlebem skalnym poprzez kilka delikatnych zakrętów. Po prawej stronie mamy piękny widok na morskie oko a po lewej wysoko ścianę. W końcu dochodzimy do kaskady wodnej którą wiedzie szlak. Ponieważ od spadającej wody kamienie są bardzo śliskie wspinamy się powoli i ostrożnie. Po chwili jesteśmy na górze gdzie szlak skręca w lewo i wiedzie bardziej eksponowaną częścią trasy. Po około 10 minutach dochodzimy do miejsca gdzie zaczyna się najtrudniejsza cześć szlaku. Nie ma tu łańcuchów, a w sumie mogły by być bo na pewno ułatwiły by podejście. Przepuszczamy ludzi którzy schodzą z góry i powoli zaczynamy nasza wędrówkę w gore szlaku. Towarzyszą nam przecudne widoki.
Najfajniejszym miejsce całego szlaku jest przejście wąską ścieżką nad sporą przepaścią. Są tam dwie klamry, które sprawiają że czujemy się bezpieczniej. Można tu zrobic fajne zdjęcia na których wydaje się, że jesteśmy nad ogromną przepaścią. W rzeczywistości nie jest tak źle. Za klamrami jest jeszcze jedno trudniejsze podejście, a potem już prosto na szczyt po płytach skalnych.
Kazalnica zachwyca. Jest to cudowne miejsce pełne piękna i spokoju o który tak ciężko w Dolinie Morskiego Oka. Ze szczytu świetnie widzimy wszystkie szczyty. Za pomocą aparatu Michała dostrzegamy że na szczyt rysów jest ogromna kolejka. Niestety jest dość późno i na Przełęcz Pod Chlopkiem już nie zdążymy. Musimy wracać. Droga powrotna mija nam stosunkowo szybko i bez problemowo. Nogi bolą nas strasznie ponieważ nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiej ilości chodzenia ale wiemy ze musimy zdążyć na parking przed 21. Kolo roztoki postanawiamy się rozdzielić. Dziewczyny biorą od nas nasze małe plecaki i idą na parking odpocząć a ja z Michałem schodzimy do schroniska w roztoce i zabieramy stamtąd 4 plecaki i maszerujemy z nimi pod gore do drogi na marskie oko a potem w dół 30 minut do parkingu. Nie jest lekko, ale humory mamy świetne tym bardziej, że wspomagamy się whisky które zostało nam z poprzedniego wieczoru. Droga zdaje się być coraz bardziej przyjemna i nawet tak duży ciężar nie jest juz dla nas problemem.
Sprawnie wyprzedzamy kolejnych turystów i po chwili docieramy do Joli i Emilki. Udaje nam się złapać jeden z ostatnich busów, a kierowca jest tak miły, że podwozi nas pod miejsce gdzie nocowaliśmy z czwartku na piątek. Meldujemy się jeszcze raz u wspaniałej góralki i wykończeni bierzemy szybki prysznic aby zasnąć w ciepłych i wygodnych łóżkach.
W niedziele śpimy bardzo długo. Dzień jest słoneczny i postanawiamy przeznaczyć go na relaks. Idziemy na lody na Krupówki a potem uciekamy z korka samochodowego na baseny termalne w Bukowinie Tatrzańskiej. Stamtąd udajemy się do Szczawnicy aby zjeść obiad w karczmie U Madejów , którą szczerze polecam. Niestety po drodze dwa razy stoimy w korku przez co tracimy około godziny. Powoli zaczyna wzbierać w nas frustracja. Ze Szczawnicy wyjeżdżamy około 18.30 ale znów pakujemy się w ogromny korek do Nowego Sącza po godzinie zmieniamy trasę. Do domu wracamy w nocy. Jesteśmy bardzo zmęczeni nie chodzeniem ale wiecznym czekaniem na polskich drogach. Dobrze, że oprócz korków i tłumów turystów udało nam się jeszcze poznać Dolinę Morskiego Oka z innej bardziej ciekawej strony.
| Relacje z podróży: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Suma | 1 | 30 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.