Nasz ostatni hotel okazał się nazywać – OTEL 14, nie KEBAP, ale dla mnie już takim pozostanie ;) Leżał zaraz koło dworca autobusowego. Samo Bolu już nie takie małe, dużo w nim inwestycji paliwowych i samochodowych (Ford, Renault, …), hotele – jeden na drugim, mnóstwo sklepów z pięknymi (naprawdę) durnostojkami. Niestety trzeba przyznać, że miasto nie należy do tych najbardziej zadbanych. Na wyjeździe minęliśmy jeszcze ogromne koszary.
Prawo ziemi. Jeśli czasem kto spotka nie do końca zadbane i takie… patchworkowe miasteczka, niech się nie dziwi. Do niedawna nie było tu bowiem żadnych prawnych ograniczeń jeśli chodzi o budowanie się. Mam na myśli to, że można było przyjść, ogrodzić kawałek ziemi palikami i się pobudować – wszystko legalnie i miało się niejakie słowne prawo własności, zarówno do ziemi jak i inwestycji na niej pobudowanej. Nie trzeba było żadnych zezwoleń, żadnego płacenia za ziemię – jeśli tylko była to „ziemia niczyja”. Ludzie przenosili się całymi wioskami w okolice większych miast. Tak to powstały takie kolosy jak kilkunastomilionowy Istambuł. Kilka lat temu wprowadzono już odpowiednie poprawki prawne i poręczano ludziom prawdziwe akty własności, jeśli tylko nie przegapili terminów i – w porę dowiedzieli się o tym!
Turecka zieleń jest jakaś bardziej… zielona :) Zupełnie inna niż u nas. Raz bardziej seledynowa, innym razem – odblaskowa. Trawiasta, soczysta… Być może jednak, to te ostatnie nękające nas deszcze. Swoją drogą, kto to widział taką pogodę w Turcji?! Pada i pada, do tego jeszcze jest raczej chłodno. Ktoś coś mówił o globalnym ociepleniu? Uważamy, że jest to zwyczajne – globalne przetasowanie temperaturowe. Do tego jeszcze – niestałe i nieobliczalne! Ach, miałam jeszcze wspomnieć o „bocianiej pladze” – ich ilość tutaj jest pewnie również uwarunkowana deszczami, a może nigdy wcześniej nie zwróciliśmy uwagi na ich ilość w Turcji? Byłaby jak najbardziej uzasadniona biorąc pod uwagę, że jest to jeden z niewielu krajów posiadających dodatni przyrost naturalny :)
Aaaaaaaaaaaaaa… i jeszcze kilka słów dla łasuchów. Ja za słodkim (z wyjątkiem lodów i przetworów owocowych) nie przepadam, w mocnym przeciwieństwie do całej reszty – oni kochają wszystko co słodkie. Jeśli jednak chodzi o tureckie smakołyki jesteśmy jednomyślni – PALCE LIZAĆ! Są głównie orzechowo-sezamowe, morelowe… Przeważają pistacje. W tym roku odkryliśmy orzechowo-sezamowy kebab malinowy! Coś genialnego. Do tego pistacje w czekoladzie, takoż wata cukrowa. Do nowości dołączyły nasze stałe… kabanosy i kiełbasy orzechowo-winogronowe, rolady galaretowe, pistacjowo-winogronowe koperty, ahhh… tego trzeba spróbować, a przynajmniej – obejrzeć na fotografiach!
Pod wieczór odwiedziliśmy jeszcze miasto AMASYA – jedno z naszych najulubieńszych. Miasteczko sprawia wrażenie niedużego, choć to pozory. Dopieszczone jest do ostatniego niemalże szczegółu! Ostatnim razem byliśmy tu cztery lata temu i w tym czasie dopracowano je niemalże do perfekcji. Zabytki cudnie oświetlone – grobowce w skałach, twierdza i meczety, medresy – dużo tu tego. Wzdłuż brzegu wolnego od zabudowań (uroczych domków) ciągnie się teraz pięknie oświetlony deptak. Ozdobiony jest popiersiami władców tureckich, klombami z kwiatami. Wieczorami kłębi się tam życie… Pięknie :) i tak – uroczo.
Dziś dotarliśmy do Susehri (polecamy OTEL SAHIN – niebiesko, czysto i pachnąco różami). Do Iranu jeszcze jakieś dwa dni jazdy.
RESUMEE: 621 km
TRASA: Bolu – Tosya – Osmancik – Amasya – Susehri.
Minimum nadmiernych wygód i maximum przygód i świata, to nasze motto ;)
ZAPRASZAMY WKRÓTCE (październik/listopad 2009) NA: http://juiran09.wordpress.com/
A JUŻ NA: http://jutherejuhere.wordpress.com/funny-stuff/ - śmieszne teksty z podróży Syria&Jordania 2007.
Sitem płynęli, po morzu płynęli,
Sitem płynęli po morzu.
Mimo przyjaciół uwag i rad,
W burzliwy, wietrzny, niebezpieczny świat
Sitem płynęli po morzu.
A gdy odbili od brzegu w swym sicie,
Wszyscy krzyknęli: "Wy się potopicie!"
A oni: "Płyniemy na wiatry i burze.
Co tam, że sito nasze nie jest duże,
My sitem płyniemy po morzu." :)
Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże
| Komentarze: | ilość: 51 | punkty: 51 |
| Publikacje: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Prenumeraty: | punkty: 200 | |
| Suma | 52 | 281 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.