Tak właśnie zaczynałbym każdy nowy wpis gdybym był przeciętnym, statystycznym muzułmaninem, ale ponieważ tak nie jest, dzisiejsza notka ma szansę zaistnieć. Spróbuję w niej opisać jak w kraju arabskim wygląda islam dla chrześcijanina (czy może raczej wychowanego w chrześcijańskiej kulturze), gdzie i czym się objawia i jak prezentują się wierni, ale znów - opis przysłowiowego „statystycznego” przedstawiciela danej grupy/wspólnoty itd. należy do zadań niewykonalnych, bo statystyczny Kowalski, czy Ahmed po prostu nie istnieje. Prosząc więc o zachowanie tego w pamięci, zapraszam do lektury na temat naszych młodszych braci w wierze (ale nie tylko).
Na początku należy zaznaczyć, że islam pełni dużo większą rolę w życiu codziennym jego wyznawców niż chrześcijaństwo, ale to akurat nie powinno być zaskoczeniem, bo w mediach zachodnich co chwilę przewijają się coraz to nowe dyskusje na ten temat, zwłaszcza w kontekście imigrantów z Północnej Afryki. Czy obawy Europejczyków i w większości stereotypy na temat muzułmanów są prawdziwe? Pewnie jak to zwykle bywa, tkwi w całej tej polemice ziarno prawdy, ale ta charakteryzuje się dużo większym skomplikowaniem niż każe nam w to wierzyć czwarta władza. Zgadza się - islam wywiera ogromny wpływ na zwyczaje, tradycje, codzienne działania ludzi, a poza tym sam fakt, że jest to religia, podkreśla się, gdzie tylko może, ale i u nas chrześcijaństwo zakorzeniło się tak mocno, że próba wyrugowania go nie tylko nie ma szans na powodzenie, ale po prostu nie ma sensu i potrzeby, aby to robić (a to chcieliby zrobić z islamem co radykalniejsi). Gdyby nie religie, to coś innego dyktowałoby rytm i obraz życia i wg ateistów byłoby ono lepsze, wg wierzących - gorsze, ale na pewno możemy zapomnieć o tym, że żylibyśmy w kulturalno-historycznej próżni. W dodatku tradycje Arabów przed działalnością Mahometa nie są specjalnie bogate, bo i z kultury beduińskiej trudno czerpać pełnymi garściami. To islam obok języka arabskiego nie tylko zapoczątkował, ale i później bardzo mocno scalił coś, co można nazwać zalążkiem państwowości arabskiej, a także pomagał zachować jej odrębność i niezależność podczas tureckich rządów. Trudno się więc dziwić, że dzisiaj religia jest tak istotna i tak mocno okazywana w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, nawet jeśli wyznawcy rzadko zdają sobie sprawę skąd to wynika.
Tyle jednak tytułem wstępu a zarazem dygresji. Napisałem, że wiara zapoczątkowana przez Mahometa pełni dużą rolę w życiu codziennym m. in. w Egipcie i najlepszym a jednocześnie najgorszym przykładem tego jest ubiór kobiet, który zresztą stanowi symbol islamu na Zachodzie. Problem w tym, że noszenie burki i hidżabu to w połowie kwestia wiary, a w połowie tradycji i ilość tak ubranych pań zmienia się w zależności od państwa, więc owszem - codziennie na ulicy mijam setki, jeśli nie tysiące kobiet w chustach i każda niezakryta Egipcjanka to zaskoczenie, ale im dalej od Bliskiego Wschodu, tym mniej schowanych włosów. Uważam więc, że problem, jaki znajdują Francuzi, jest w dużej mierze spowodowany przez nich samych, bo każdym nowym prawem zakazującym noszenia burek, czy hidżabów, jedynie zacieśniają sobie pętlę na szyi, a chusty nie znikają wtedy nawet z czystej przekory. Jak jednak ma być inaczej, gdy tworzy się całkowicie laickie państwo? Rozdział państwa od religii w dzisiejszych czasach być musi, ale kompletne wyrzucenie wiary z życia codziennego tylko się prosi o kłopoty. Już starożytni Rzymianie byli mądrzejsi w tej kwestii. Istotnym problemem natomiast wg mnie jest anachroniczność burek w pewnych dziedzinach dzisiejszego świata np. zdjęcia do dokumentów - jak udowodnić, że ten ktoś w czarnym stroju (bo przecież nawet nie ma pewności, czy to faktycznie kobieta) to właściciel danego paszportu?
I skoro już zahaczyłem tematykę problematyki państwo świeckie a religijne (co też jest zresztą ogromnym uproszczeniem) - tytułowa basmala, czyli "W imię Boga Miłosiernego, Litościwego" towarzyszy Egipcjanom wszędzie. Pomijam naturalnie Koran i meczety, bo to oczywiste, ale słowa te znajdziemy na budynkach, dokumentach, drzwiach, szyldach sklepowych, tablicach w szkole, jako obrazki do powieszenia, ozdoby, element biżuterii i w wielu innych miejscach, o których chwilowo nie pamiętam, a o jeszcze większej liczbie nawet nie wiem. Oprócz tego, szczególnie na murach, co krok można zobaczyć الله رسول ومحمد الله إلا اله لا, czyli wyznanie wiary - szahadę ("Nie ma boga oprócz Boga, a Mahomet jest jego prorokiem"), الله اذكر ("wspominaj Boga", czy też "mów o Bogu"), a także بالله إلا قوة ولا حول لا ("Tylko w Bogu moc i siła"). Bywają też inne zwroty, ale już raczej jednostkowo, te wymienione powyżej pojawiają się najczęściej. Dodajmy do tego całą masę powiedzeń, czy codziennych wyrażeń funkcjonujących w języku, olbrzymią liczbę meczetów, zarosty zapuszczone w sposób religijny, całe stacje telewizyjne i radiowe poświęcone islamowi i okazuje się, że ta niedobra Polska, która się nie chce pozbyć krzyży ze szkół i sejmu, wcale nie wygląda na takiego zacofanego, anachronicznego i ksenofobicznego Lewiatana, jak część osób lubi myśleć. I mówię to z perspektywy kogoś, kto w ostatnich trzech-czterech latach nie nazwałby siebie religijnym. Czy w Polsce w dowód osobisty albo jakieś oficjalne pisma wpisuje się wyznanie? Nie przypominam sobie. Natomiast w Egipcie rubryka "religia" jest punktem obowiązkowym w dokumentach, przy podaniu o wizę itp. Pod tym względem więc islam prowadzi dużo większą inwigilację obywateli, a wolność religijna ma mimo wszystko mniejsze przełożenie w praktyce. Co więcej, muzułmanizm o wiele mocniej zakorzenił się w tradycji, kulturze i świadomości niż chrześcijaństwo, ale to właściwie była jedna z jego podstawowych cech od początku, a fakt, że jest nierozerwalnie powiązany z językiem arabskim, jedynie to pogłębiał. I tutaj widać jego lekki paradoks - z jednej strony słowo islām łączy się morfologicznie z pojęciem "pokój", a z drugiej, jego dokonań ekspansyjnych w pierwszych latach istnienia nie powstydziłby się Aleksander Macedoński. Dla muzułmanina naturalnym jest, że islam to jedyna i prawdziwa religia na świecie i najchętniej widziałby całe siedem miliardów Ziemian modlących się pięć razy dziennie, choć pewnie nie zawsze się do tego przyzna nawet przed samym sobą. Najlepszym przykładem takiej mentalności jest krótki dialog, jaki przeprowadziłem z synem naszego bawwaba, a którego interesująca część brzmiała dokładnie tak - "Jesteście muzułmanami?" "Nie, chrześcijanami." "Dlaczego?" I niech mi teraz ktoś powie - jak odpowiedzieć na takie pytanie?
Z tak bezpośrednią postawą zdziwienia i zwrócenia uwagi na odmienność spotkałem się jednak rzadko, a żeby być dokładnym - dwukrotnie i dwukrotnie ze strony dzieci. Nie chodzę też po ulicach i nie opowiadam o Jezusie i o tym jak to Mahomet na bieżąco wymyślał prawa lub precedensy, które były w danym momencie wygodne. Ma to więc z pewnością wpływ na to, że nie spotykam nawracających i wojujących wyznawców islamu, ale z dotychczasowych rozmów, w których choćby delikatnie została poruszona kwestia religii, upewniam się, że wizerunek muzułmanina przekonanego o swojej nieomylności, nawracającego i na siłę przekonującego swojego adwersarza, jest mocno przesadzony. Wydaje mi się, że odsetek takich osób, mimo że większy niż w Polsce np., i tak nie osiąga jakichś zawrotnych liczb. Zależy to także od wykształcenia i pozycji społecznej, ale myślę, że zasadniczo długie dysputy teologiczne byłyby możliwe tylko wtedy, gdy obie strony chciałyby tego bardzo mocno, czyli podobnie jak u nas (i tak samo nie miałyby one najmniejszego sensu, o czym za chwilę). Przynajmniej w Egipcie. O Arabii Saudyjskiej jednak bałbym się zaryzykować tak jednoznaczne stwierdzenie. Co do relacji z innymi religiami, to tu też nie ma żadnych szokujących niespodzianek. Obecnie poza nielicznymi incydentami Koptowie w miarę spokojnie koegzystują wespół z muzułmanami i wielu kairczyków mówiło mi, że mają przyjaciół chrześcijan albo znajomych, którzy się ożenili z chrześcijankami i żadnego problemu z tym nie ma ani z jednej ani z drugiej strony. W dodatku jedni i drudzy ramię w ramię stali na placu Tahrir i walczyli przeciwko Mubarakowi i wojskowym rządom, bo nieważne, czy wierzą w jednego Boga, czy w jednego Boga w trzech osobach - wszyscy są Egipcjanami. Poza tym wielu Koptów piastuje najważniejsze funkcje w państwie, nauce, czy kulturze. (I przy okazji ciekawostka - Kopta w Egipcie można łatwo poznać, bowiem mają oni zwyczaj tatuowania sobie krzyża na dłoni.) Jeśli natomiast chodzi o żydów i Izrael, tu sytuacja jest już bardzo skomplikowana. Nasza historyczna i momentami mocno anegdotyczna niechęć do Niemców czy Rosjan blednie przy tym jak traktuje się tu Izrael (choć akurat religia nie ma z tym nic wspólnego, ale działa tu taki sam schemat jak przy równaniu Arab = muzułmanin, czyli żyd = Izraelczyk). Nie odważę się stwierdzić jak wyglądają stosunki między wyznawcami tych dwóch religii, szczególnie, że nie wydaje mi się, by żydów poza pracownikami ambasady było wielu, ale do łatwych z pewnością nie należą.
Innym ważnym elementem charakteryzującym islam są meczety, a przez to minarety, a przez to muezzini i azan, a więc zapewne drugi najczęściej pojawiający się w głowie symbol kojarzony z tą religią. W Kairze jest ich dużo, naprawdę dużo. Myślę, że nie przesadzę, gdy powiem, że na każdej ulicy znajduje się co najmniej jeden, a już na pewno każda dzielnica ma ich kilka(naście). Jednak należy od razu zaznaczyć, że, podobnie jak z kościołami w Polsce, mają one różną wielkość i nie przy każdym stoi minaret. Zobaczyć więc można duże, imponujące meczety, górujące nad innymi budynkami w pobliżu, takie jak meczet Saladyna, a można też napotkać małe, niepozorne salki, na które trafia się przypadkiem i dopiero po chwili zauważa, że to także miejsce modlitw. Te największe nazywane są meczetami piątkowymi i w nich wierni gromadzą się co piątek i wygłaszana jest huṭba, czyli po prostu kazanie i należy to do najistotniejszych wydarzeń w tygodniu w życiu muzułmanów. Przy nich także koniecznie znajduje się minaret, skąd muezzin pięć razy dziennie nawołuje do modlitwy. Pierwszy raz o świcie, więc bywa to dużym problemem dla przyjezdnych, a przypuszczam, że dla samych Egipcjan niemuzułmanów oraz "muzułmanów w teorii" także, tym bardziej, że w niektórych aspektach życia religie idą z duchem czasu i obecnie każdy minaret wyposażony jest w głośniki, dzięki którym wezwanie niesie się daleko i budzi. Poranny azan słyszałem tylko raz - podczas nocy tuż po przylocie, kiedy jeszcze nie zdążyłem pójść spać i doskonale rozumiem, dlaczego wzbudza nie do końca pozytywne emocje. W dodatku słuchanie go dzień w dzień z pewnością potrafi być naprawdę męczące i nie zapominajmy o tym, że później ogłaszany jest jeszcze cztery razy przed nocą. Jak nie jest się wyznawcą islamu, można momentami zwątpić. Chcę natomiast obalić mit, jakoby muzułmanie w ciągu azanu za dnia rzucali wszystko w kąt, doprowadzając do kilkuminutowego chaosu w kraju (kolejna wymyślona bolączka Francuzów). Wielokrotnie słyszałem wezwanie w południe i po południu, ale ani razu nie zauważyłem, by ktoś w jakikolwiek sposób na niego zareagował i nagle pospiesznie skierował swoje kroki do meczetu. Poza jego wnętrzem z kolei, na ulicy, nikt się nie modlił, tak więc summa summarum w uzewnętrznianiu swojej wiary jesteśmy nieco podobni.
Dużo większa różnica dotyczy za to świętych ksiąg. Podczas gdy Biblia niewątpliwie zajmuje bardzo istotne miejsce w wierze, tradycji i kulturze europejskiej, to Koran jeszcze ten zakres dziedzin poszerza, dodając do nich prawo, będąc tym samym głównym i podstawowym jego źródłem w krajach muzułmańskich. Dlatego też idea świeckiego, w europejskim rozumieniu tego słowa, państwa na Bliskim Wschodzie jest całkowicie niemożliwa i nieprawdopodobna i byłoby dobrze, gdyby wielu zwolenników demokracji arabskiej to zrozumiało. Nie możemy pozbawić Arabów Koranu tak jak nie możemy ich pozbawić języka. Oczywiście, poglądy Mahometa nie przystają do dzisiejszych czasów i islam, jeśli nie chce stać w miejscu i stać się anachronicznym, musi się rozwijać i dostosowywać do nowoczesnego świata (co zresztą robi, ale chyba nieco za wolno), ale nie da się tego dokonać poprzez zanegowanie znaczenia i wartości Koranu. Nie twierdzę, że ktoś próbuje tego dokonać (choć pewnie się znajdą idealiści), ale chcę podkreślić jak istotna dla całej kultury arabskiej jest ich święta księga. To zresztą tutaj bardzo wyraźnie widać. Na ulicy, czy w metrze można kupić jego kieszonkową wersję, aby wszędzie móc go zabrać i czytać, co w dodatku należy do częstych widoków w środkach komunikacji miejskiej i to ze strony obu płci. Co więcej - znajomość wyrywkowych cytatów z Koranu u osób wykształconych bywa imponująca, ale nierzadko nie wiąże się to ze zrozumieniem, czy raczej interpretowaniem go poza określony sposób i tutaj właśnie leży chyba główny problem islamu. Co z tego, że liczba osób znających całą świętą księgę na pamięć idzie w tysiące, jeśli tej wiedzy się nie wykorzystuje do prowadzenia dyskusji popartych argumentami i nie jest się otwartym na zdanie drugiej strony? Dlatego też do tej pory nie angażowałem się w poważne dysputy teologiczne z Egipcjanami i nie zamierzam, bo nie lubię bić głową o ścianę, a zapewne właśnie to by mnie czekało. Trochę to jednak smutne, bo właśnie przez taki konserwatyzm i twardogłowość obecne w generalnym nurcie islamu dzisiejszy wizerunek muzułmanów wygląda tak, a nie inaczej. A jeszcze smutniejsze jest to, że ostatni poważny ruch religijny, który postulował racjonalizm, niedosłowne czytanie Koranu i samodzielną interpretację, a przy tym znacznie wyprzedzał swoją epokę, został uznany za sektę.
Nie da się krótko opowiadać o islamie, tak jak o żadnej innej religii, bowiem można wpaść w pułapkę uproszczenia lub generalizacji tematów. Starałem się unikać jednego i drugiego, ale obawiam się, że pełnego sukcesu nie osiągnąłem. Czasem trudno jednak mówić o czymś bez solidnego wglądu w historię, czy dogmaty, jakimi rządzi się dana wspólnota, a czasem po prostu widziałem za mało, by się wypowiedzieć na niektóre tematy. Wziąłem się za napisanie tej notki natomiast z powodu początku wyborów parlamentarnych w Egipcie i pierwszych wyników, które wskazują na zwycięstwo partii Wolność i Sprawiedliwość, znanej niegdyś jako Bractwo Muzułmańskie i obawy, czy Egipt nie stanie się państwem islamistycznym (bo, że jest islamski, chyba już pokazałem). Nie czas i miejsce teraz na dywagacje na ten temat, tym bardziej, że póki co nie czuję się na siłach, by go podjąć. Może kiedyś. Na temat muzułmanów z kolei na koniec mam do dodania jeszcze jedną rzecz - islam jak każda wielka religia jest w założeniu religią pokoju i to ludzie błądzą i sprawiają, że ta oddala się od swoich podstaw i reguł. Jednocześnie muzułmanizm od swoich początków charakteryzuje się silnym ekspansjonizmem oraz ignorowaniem i zagłuszaniem racjonalizmu i dyskusji. Większość wiernych jednak poza wyznawaniem innych dogmatów niewiele różni się od chociażby chrześcijan (szczególnie, że jedni i drudzy modlą się do tego samego boga) i potrafi żyć w zgodzie z tymi, którzy nie kierują się w stronę Mekki pięć razy dziennie. Niestety po 11 września świat wywrócił się do góry nogami i to dla wielu nie jest takie oczywiste. Wielokrotnie czytałem i słyszałem argumenty, że, owszem, chrześcijanie także mają grzechy na sumieniu (krucjaty, inkwizycja, konkwistadorzy itd.), ale nigdy nie posunęli się do działań na skalę WTC. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz - co działoby się z Aztekami, katarami, czy Polanami, gdyby wówczas dysponowano takim arsenałem jak dzisiaj? Ja sam nie lubię islamu jako religii, nie podobają mi się jej założenia i oficjalna wykładnia, ale szanuję ją. Tak jak i ogromnie szanuję każdego muzułmanina, tym bardziej, że to, że się różnimy nie oznacza, że nie możemy się lubić. A stawianie na równi al-Kaidy ze zwykłym wiernym z Kairu, czy Damaszku jest po prostu obrazą dla tego drugiego i uwłacza inteligencji. Naszej.
| Prenumeraty: | punkty: 200 | |
| Suma | 0 | 200 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.