Mój ostatni wyjazd w Dolomity miał miejsce w pierwszej połowie września ub. roku. Tym razem nie planowałem zdobywania szczytów, ani też przechodzenia trudnych ferrat, ale wyłącznie fotografowanie. Moim kompanem był tym razem Kuba, z którym razem pracowałem i który również nastawiony był głównie na utrwalanie piękna tych gór. Kilka dni przed planowanym powrotem do kraju przebywaliśmy w rejonie grupy górskiej Catinaccio, licząc na przywiezienie stamtąd jakiś ciekawych zdjęć. Niestety dość szybko kiepska pogoda pokrzyżowała nam plany skutecznie nas stamtąd przeganiając. Wracając w ulewnym deszczu ze schroniska Vajolet zaczęliśmy nawet zastanawiać się nad wcześniejszym powrotem. Przenikliwe zimno i porywisty wiatr niemal pozbawiły nas resztek chęci do pozostania na dłużej. Już nieco później, jadąc autem przez przełęcz Fedaia, okazało się że deszcz zamienił się w śnieg. Normalnie byłby to przysłowiowy gwóźdź do trumny dla naszych planów pozostania na dłużej, ale stopniowo w głowie zaczął mi świtać pewien pomysł.
Wielokrotnie spotkałem się z opiniami uznanych fotografów krajobrazu, że najciekawsze zdjęcia można zrobić zaraz po burzy, lub kiedy kończy się załamanie pogody i zaczynają się przejaśnienia. Wtedy to zazwyczaj powietrze robi się bardzo przejrzyste, chmury przemieszczają się bardzo szybko, a światło staje się wyjątkowo piękne. Wszystko to powoduje, że krajobraz nabiera szczególnego wyrazu, pewnej dramaturgii i grozy. Doświadczenie czegoś takiego w górach, a zwłaszcza w ich wyższych partiach nie jest ani łatwe, ani bezpieczne. Zazwyczaj wraz z gwałtownym pogorszeniem się pogody wszyscy normalni ludzie starają się stamtąd uciec i taki też był nasz pierwszy odruch po przyjściu ulewy nad Catinaccio. Może jednak zbyt pochopnie podjęliśmy decyzję o odwrocie i należało to przeczekać w jakimś przytulnym miejscu? Tak rozmyślając przypomniałem sobie, że istnieje takie miejsce nad przełęczą Falzarego, do której właśnie zbliżaliśmy się. Jest to mianowicie góra o nazwie Lagazuoi, ze schroniskiem położonym na wysokości 2752 m n.p.m., co powinno zagwarantować nam rozległe widoki. Co więcej, można się tam dostać kolejka linową z przełęczy, a więc nie będziemy zmuszeni dreptać tam w śnieżycy i po śliskiej skale. Tylko czy w takich warunkach będzie ona w ogóle kursować?
W końcu docieramy na parking na przełęczy, wieje niemiłosiernie, ale przynajmniej przestało na chwilę śnieżyć. Mój kompan nie jest zachwycony pomysłem opuszczenia ciepłego wnętrza samochodu, ale w końcu się przełamuje i idzie sprawdzić kolejkę. Okazuje się, że jest przerwa techniczna, ale wkrótce będzie kursować. Pod kasą oczywiście pustki, nikt oprócz nas nie decyduje się na wyjazd, ale mimo to decydujemy się wytrwać w naszym postanowieniu. W końcu po godzinie czekania kolejka rusza w górę tylko z dwoma pasażerami. Mam ze sobą swojego Nikona D5000 + obiektyw 16-85mm i 55-200mm, lekki statyw karbonowy, oraz zestaw filtrów. Na górze zastajemy minusową temperaturę, sporo śniegu i silny wiatr, który przegania z dużą prędkością chmury. A z tych chmur zaczynają się wyłaniać co raz to inne szczyty. Jest nieźle, ale liczymy na więcej. Po zainstalowaniu się w schronisku wychodzimy na mały rekonesans. Okazuje się, że Lagazuoi jest miejscem, o które toczyły się dramatyczne boje podczas I wojny światowej, a liczne tego ślady wciąż można oglądać niedaleko szczytu.
Bitwa o zdobycie góry Lagazuoi w sercu włoskich Dolomitów była jedną z najbardziej niezwykłych kampanii wojskowych I wojny światowej. Przypominający twierdzę szczyt góry zajęty został przez oddział austriacki. Ataki włoskie ponawiane przez całe lato 1915 roku, zmierzające do przełamania linii obronnej przeciwnika, okazały się bezskuteczne. Wkrótce stało się oczywiste, że jedynym sposobem na zdobycie umocnionych pozycji przeciwnika było wykucie tunelu, który mógłby być podprowadzony na tyle blisko nieprzyjaciela, by po wypełnieniu go materiałem wybuchowym wysadzić stanowiska wroga w powietrze. Włosi postanowili wykopać w niższych partiach góry tunel i wysadzić w powietrze razem z wrogiem. Austriacy jednak kopali swój własny tunel pomyślany tak, aby po wysadzeniu go w powietrze osuwające się urwisko zasypało Włochów. Rezultatem tych eksplozji są do dzisiaj widoczne na zboczu góry wyłomy oraz dwie wielkie moreny u jej podnóża. Bezsens tej kampanii polegał na tym, że tak naprawdę przyniosła ona jedynie nieznaczne sukcesy taktyczne obu stronom. Jak wiadomo, więcej żołnierzy po obu stronach zginęło od lawin, upadków i chorób niż od kul.
Ale dosyć tego ględzenia o historii, po tak długim wstępie wypadałoby wreszcie pokazać trochę zdjęć. Chmury wciąż przewalają się po okolicznych szczytach, ale w kilku miejscach zaczyna się pojawiać słońce. Robi się coraz ciekawiej.

W miarę zbliżania się słońca do horyzontu kolory robiły się coraz żywsze, a nieustanna gra świateł i cieni stopniowo nadawała krajobrazowi niezwykłego charakteru i nastroju.

Po północnej i wschodniej stronie intensywne i ciepłe kolory oświetlonych szczytów wspaniale kontrastowały z ciemnogranatowym – niemal czarnym niebem. To wszystko na żywo wyglądało po prostu niesamowicie. Tego rodzaju światło i takie kontrasty zdarzyło mi się zobaczyć po raz pierwszy dopiero tu, w Dolomitach.


Nazajutrz rano wstajemy bardzo wcześnie, żeby sfotografować wschód słońca, ale najpierw kieruję swój obiektyw w stronę najwyższego szczytu, czyli Marmolady.
Sam wschód nie okazał się jakiś rewelacyjny ze względu na brak chmur na niebie, ale za to jeszcze godzinę po wschodzie było co fotografować.
Wkrótce potem pożegnaliśmy Dolomity udając się do kraju. Nasza determinacja została tym razem wynagrodzona wspaniałymi widokami z niezwykłej, jak się okazało góry. No i rzecz jasna dobrze było się przekonać na własnym przykładzie, co warte są rady mistrzów.
Gratuluję i zazdroszczę tak wspaniałego spektaklu. Uwieczniłeś go i opisałeś w mistrzowski sposób.Dwie pasje - góry i fotografia dały fantastyczny efekt. Dzięki.
Brawo za wytrwałość. Cudne uwiecznione widoki. Pozdro :-)
Czuję się jak gość zaproszony do komnat pełnych niespodzianek ,malowanych światła złotem,surowym błękitem,w ostrych,maksymalnie nasyconych barwach a przy tym, magiczny,nastrojowy klimat! Jak widać rady mistrzów warte były uwagi.Pozdrawiam
Kolejna udana wyprawa - i pomyśleć, że pogody tam na dole nie było... Super zdjęcia ! Pozdrawiam :)
Zainteresowania: Fotografia, Podróże, Motoryzacja, Muzyka
| Forum: | ilość: 6 | punkty: 6 |
| Komentarze: | ilość: 39 | punkty: 39 |
| Konkursy: | ilość: 3 | punkty: 150 |
| Suma | 48 | 195 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.