Pamiętnik Włóczykija - Seattle

No i nadszedł ten moment kiedy zdecydowałem się na stworzenie bloga. 
28 maja 2011r. godzina 17:18 (nazwa strefy czasowej PDT, cokolwiek to znaczy).

Jestem w Seattle od poniedziałku 23 maja. Dni mijają dość szybko. 
Przyleciałem wieczorem o godzinie 21. Odebrałem bagaż i po 15 minutach przyjechał po mnie Will, wujek mojej znajomej Amerykanki. Wraz z Cam zgodzili się abym u nich został do czasu, aż będę miał wylot na Alaskę, czyli do 1 czerwca. Bardzo mili ludzie. W czwartek zaprosili mnie nawet na swoją 32 rocznicę ślubu. Prawdę powiedziawszy jest to niesamowita para jakiej dawno nie widziałem. 32 lata po ślubie, a wciąż widać jak wielka miłość ich łączy. Nawet jak są na spacerze to chodzą trzymając się za ręce. Wracając z zakupów dają sobie buziaka i jak długo tu jestem ani przez chwilę nie słyszałem, żeby się kłócili. To pokazuje mi, że jednak miłość naprawdę może trwać całe życie. Hmm ciekawe czy porzucona miłość również...
Po załatwieniu wszystkich dokumentów i wystaniu się w kolejce w Social Security Administration Office podpisałem umowę o pracę i 1 czerwca o 4.30 mam odlot z Seattle Tacoma International Airport na Alaskę. Wielka niewiadoma na którą wciąż czekam.
Downtown Seattle jest niesamowite. Olbrzymie wieżowce, autostrady które ciężko w jakikolwiek sposób ogarnąć. Tunele, wodne taxi, żółte i pomarańczowe taksówki, żółte autobusy jak z Boston Public no i te autobusy miejskie. Zielono-żółte w stylu z lat 70tych. Może rzeczywiście tak stare są bo zamiast przycisków do otwierania drzwi wiszą po obu stronach autobusu linki (jak do prania) za które się ciągnie jeśli chce się wysiąść. Jednak zanim się wysiądzie trzeba wsiąść i tu mały zonk. Bilety kupuje się u kierowcy, a płacić można tylko gotówką i to odliczoną bo kierowca nie wydaje reszty. Więc większą część czasu spędzam na chodzeniu od sklepu do sklepu i kupowaniu po 1 małej rzeczy, żeby rozmienić banknot 10$. Czasem ma to jednak i dobre strony. Dziś spaceruję sobie wzdłuż plaży i podchodzę, żeby kupić Hot Doga, po czym dostaję go za darmo bo koleś nie miał wydać z 10$.
A co do sklepów, no cóż. Wszystkie ceny podane są bez podatku więc przy kasie okazuje się dopiero ile mamy zapłacić. A kwota może nas mocno zdziwić bo dajmy na to kupuję sobie gruszki, a tam cena 2$ za 1 funta gruszek. Ale ile to jest funt gruszek!?!?! 1,3, 10?? Normalnie jak gra w rosyjską ruletkę, nie masz pojęcia co Cię czeka. Nie mówiąc już o innych dziwnych miarach. Pytasz się kogoś o drogę, a on Ci mówi, że to jakieś 3/4 mili, albo że trzeba skręcić za 300 stóp w prawo. 
Budzisz się rano, otwierasz gazetę, a tam informacja, że dziś będzie 59F, czyli ile?!?! Zimno ciepło? Odnośnie tego czy będzie padać to w Seattle chyba nikt tego pytania nie zadaje bo pada tu chyba niemal codziennie z tym, że jest to dość lekki deszcz i trwa czasem kilka minut, a czasem całe popołudnie. Można się przyzwyczaić. Dziś o dziwo cały dzień nie padało, ale jeszcze do wieczora trochę zostało:) Więc wszystko jest możliwe.
Wyprawa po netbooka okazała się udana ale znów to jak gra w ruletkę. Nie dość, że do sklepu elektronicznego jedzie się dobre kilkanaście minut poza miasto (autobusy w ogóle tam nie jeżdżą), to jeszcze poziom obsługi masakryczny! Podchodzę się i pytam o jakieś dane techniczne a pracownik jedyne co mi mówi, a raczej czyta to to co jest napisane na kartce. Ale ponieważ mam dalsze pytania to idzie po kogoś do pomocy. Tamten też nie wie i kierownik działu na końcu też. A moje pytanie brzmiało: Który z tych netboook trzyma dłużej baterię i czy w ogóle jest jakaś różnica między tymi modelami (wskazuję na Della i Samsunga). A jedyna odpowiedź jaką otrzymuję to że w sumie oni nie wiedzą jaka jest różnica. Więc mój wybór pada na tańszy model. Pracując trochę w markecie spodziewałem się jednak obsługi na poziomie porównywalnym do tego w Polsce, a tu zonk. Ale co tam. Ważne, że netbook jest, więc kontakt ze światem również.
Jadąc do marketu jeszcze jedna rzecz mnie zaciekawiła. Po lewej stronie, wewnętrzny pas drogi oznaczony jest ciągłą linią i nazywa się Carpool'em, czyli coś jak nasz BusPas z tym że dla samochodów gdzie więcej niż 1 osoba siedzi. Wygląda na to, że w USA jeśli jedziesz samochodem z 1 pasażerem to jesteś traktowany jak kierowca autobusu! :D 
Seattle jest niedużym miastem, jakieś 500tys, jednak wraz z okolicznymi miejscowościami i przedmieściami to już prawie 3,5 mln. A że nie zawsze mam w kieszeni drobne więc sporo spaceruję :)
Co do cen, no cóż. Najtańszy HotDog na mieście to jakieś 4$, miska ryżu z kurczakiem to jakieś 7$ za małą porcję. Ale co jest najgorsze tu wszystko jest strasznie ale to strasznie słodkie! Jakby całe jedzenie cukrem posypywali, a do tego butelka wody jest droższa od wszystkich tych kolorowych napojów gazowanych, oczywiście tez bardzo słodkich. I dziwić się, że tylu ludzi chodzi tu otyłych. A Seattle i tak całkiem nieźle wypada. Cam mi mówiła, że w południowych stanach procent ludzi otyłych w niektórych miastach przekracza 50%!!!! Z drugiej jednak strony zaskakująco dużo ludzi uprawia jakiś sport, a różnych rodzajów sportów mają tu co nie miara. 
Muszę jednak przyznać, że podoba mi się to miasto. Drapacze chmur, a jednak ludzie się nie spiesza. Życie mija powoli i przyjemnie. Piękna natura dookoła. Wsiada się do wodnej taksówki a po drodze przy samym niemal centrum widzicie około 20 lwów morskich. Nad jeziorem Washington dzikie gęsi, no i orzeł! Przepiękny ptak, szkoda że w Polsce tak rzadko się je widuje a tu... Podobno nawet gniazda w miarę blisko centrum mają.
Zobaczymy jak na Alasce będzie. Podobno na Kodiaku niedźwiedzie w olbrzymiej ilości występują ze względu na ilość ryb:) A że będę pracował w przetwórni ryb to niejeden niedźwiedź się przypląta.

Tymczasem wracam nad plażę pisać pracę na uczelnię.

Dodaj komentarz

Chapeu

  • 1/5
  • Ranga: Miłośnik wojaży
  • Płeć:Mężczyzna
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Szczepan Ligęza - Student, podróżnik, fotograf kierujący się mottem: "Życie jest piękne, tylko trzeba umieć to dostrzec"

Zainteresowania: Ekologia, Historia, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 34 punkty: 34
Konkursy: ilość: 2 punkty: 100
Publikacje: ilość: 1 punkty: 30
Suma 37 164
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się