Poltora miliarda lat temu, gdy olbrzymie sily rozrywaly megakontynent Pangee, dzisiejsza Afryka rozpoczyanala swa wedrowke ku wschodowi, pozostawiajac za soba swa dotychczasowa siostre syjamska- Ameryke poludniowa.
Poltora miliarda lat pozniej Arthur Conan Doyle, tworca postaci Sherlocka Holmesa, zobaczyl cos, co sklonilo go do pozostawienia na chwile kryminalu i napisania “Zaginionego Swiata”- powiesci fantastycznej.
Co laczy oba wydarzenia? Roraima- mityczne tepui, prehistoryczna enklawa wsrod traw wspolczesnej sawanny, indianska brama do wiecznosci, kamienny kolos powstrzymujacy chmury, kaprysny obiekt porzadania, ktory kaze placic wysoka cene kazdemu, kto chcialby go zdobyc.

Olbrzymia gora stolowa (2810 m n.p.m.) widoczna jest juz z odleglosci dziesiatek kilometrow. Stromo nachylone sciany u podnoza porosniete sa przez gesta, niedostepna dzungle obfitujaca w endemity z okresu jury, znajdowane gdzie indziej na swiecie, jedynie w formie skamielin. Ostatnie kilkaset metrow zboczy Roraimy to poryte erozja, pionowe, kamienne sciany, wystrzeliwujace prostopadle w kierunku nieba.
Otaczajaca Roraime sawanne zamieszkuja indianie z plemienia Pemon. Okoliczne gory stanowia niezwykle wazny element ich wierzen. Kazda z nich jest dzielem bogow. Jedna to zakleta w kamien postac, spiaca za kare wiecznym snem. Inna to sterczacy na horyzoncie kikut, ktory niegdys byl drzewem zycia. Ludzie jednak, nie potrafili z niego kozystac, wiec bogowie je scieli.
Kazda gora ma swe znaczenie, lecz najwazniejsza z nich jest Puerta Roraima. Na scianie tepui znajduja sie dwie glebokie szczeliny. Indianie nazywaja je bramami. Jedna- dostepna dla ludzi (takze w sensie fizycznym)- to miejsce, w ktorym mozna prosic bogow o pomoc lub zgode na podjecie wiekszych przedsewziec. Trzebe byc jednak ostroznym, gdyz niewlasciwe korzystanie z bramy konczy sie uwiezieniem w niej na zawsze.
Druga brama stanowi granice swiata doczesnego. Indianie wierza, iz dusze zmarlych przekraczaja wrota Roraimy w swej wedrowce do wiecznosci. Brama jest fizycznie nieosiagalna. Nie da sie do niej dojsc. Dla indian to miejsce wyjatkowe. Mowia o nim niechetnie, a cien watpliwosci na bialych twarzach, powoduje nagle przerwanie opowiesci.
Roraima to najswietsze miejsce Pemon. Niektorzy przewodnicy przed wyruszeniem w kilkudniowa wyprawe na szczyt gory udaja sie do szamana w Paratepui, aby jego moc podrozowala razem z grupa, chroniac ja przed energia wrot.
Na plaskim szczycie, na indian chychaja niebezpieczenstwa. Niekiedy mlodym mezczyznom ukazuje sie dusza kobiety pod postacia pieknego ptaka. Uleglwszy wdziekom kusicielki, indianin dostaje ostatnia szanse. Jezeli jednak spotka te sama kobiete w ludzkim swiecie i ponownie da sie skusic, zostanie na wiecznosc uwieziny posrod skal Roraimy.
Gora zarowno swym ksztaltem, jak i znaczeniem dla miejscowych plemion, niezwykle przypomina innego kolosa- samotnego czerwonego olbrzyma
wyrastajacego z pustynnej rowniny, bedacego dzielem bogow z tzw. “okresu snow”. Jest on najswietszym miejscem spotkan australijskich aborygenow, nazywanym w ich jezyku Uluru.
Aby zdobyc Roraime, trzeba pokonac ponad piecdziesiecio kilometrowa trase wiodaca posrod traw sawanny. Podroz zaczyna sie w polozonym na miedzystanowej autostradzie troncal 16, San Francisco de Yuruani. Male, indianskie miasteczko jest baza wypadowa dla wszystkich wycieczek wyruszajacych w kierunku gory. W czterech sklepach spozywczych mozna kupic zywnosc niezbedna w trakcie kilkudniowej wycieczki. Na straganach zas, indianskie kobiety sprzedaja tandetne pamiatki, przypominajace nieco te, ktore z powodzeniem mozna znalezc u podnoza Gubalowki lub nad Baltykiem.
Pierwszy, dwudziestosiedmiokilometrowy odcinek prowadzi przez nuzaca okolice, do Paratepui de Roraima - wioski Pemon. Po dopelnieniu formalnosci zwiazanych z wejsciem na teren parku narodowego (Parque nacional de Canaima) i ewentualnym zakupie ostatnich koniecznych w trakcie ciezkiego marszu, rzeczy, nastepnego dnia wkrzacza sie w pagorkowata sawanne. Po wkroczeniu na pierwsze wzgorza, w oddali pojawia sie widok zasnutej chmurami Roraimy i jej siostry Kukenan.
Po kilkugodzinnym marszu dociera sie do srodkowego obozu- Rio Tok. Polozone na tysiacu i stu metrach obozowisko umozliwia zebranie sil przed wyczerpujaca, dwudniowa wedrowka na szczyt gory.
Popoludniu zebrani wokol ognia turysci tocza zaciekle boje z komarami i malymi, lecz niezwykle natarczywymi muszkami. Na posilek skalda sie zazwyczaj niesmiertelny, obfitujacy w weglowodany makaron z sosem pomidorowym. Jezeli jednak spotka sie osoby z krajow Ameryki poludniowej,
mozna skosztowac klasycznej arepy zrobionej z maki kukurydzianej i wody, usmazonej nastepnie na czymkolwiek. Kilka plackow daje sporo energii koniecznej przy dlugim marszu. Na deser parzy sie kawe, filtrujac ja przez ostatnia czysta skarpetke. Niezwykle tani, brazowy napoj smakuje wysmienicie, podnosi morale i integruje przybyszow ze wszystkich stron swiata przy obsmolonej menazce.
Trzeciego dnia pokonuje sie pnaca sie w gore po sciezce usianej kamieniami, trase prowadzaca do ostatniego obozowiska polozonego u podnoza gory. Przekraczanie rwacych rzek i wciaz powtarzajace sie strome podejscia odejmuja oddech i mecza miesnie, uniemozliwiajc podziwianie zblizajacej sie gory. Marsz staje sie coraz ciezszy, a przerwy na odpoczynek coraz dluzsze. Mokre od potu ubranie przykleja sie do ciala, a plecaki z kazda godzina zdaja sie wazyc coraz wiecej. Na szczescie, rozsiane gdzie niegdzie potoki pozwalaja na uzupelnienie zapasow wody.
Czesc turystow rezygnuje z marszu juz na tym etapie. Hordy nieprzygotowanych, niedzielnych spacerowiczow, ktorych bagaze niosa wynajeci indianie, w przeblysku trzezwej oceny sytuacji postanawiaja zawrocic i zadowolic sie pokazaniem znajomym zdjec zrobionych Roraimie z odleglosci kilkunastu kilometrow.
Osiagniecie campamento Base polozonego na wysokosci tysiaca osmiuset siedemdziesieciu metrow n.p.m., ostatniego obozu przed wspinaczka na
szczyt, napelnia radoscia, a nastepnie respektem. Przed oczyma rozciaga sie widok tzw. rampy, jedynej drogi prowadzacej na plaski szczyt Roraimy. Szesciokilometrowa, niemal pionowo pnaca sie w gore sciezka sprawia wrazenie niemozliwej do przejscia. Zmeczenie i swiadomosc czekajacej drogi powoduja, iz Base jest miejscem cichym. I tylko, co jakis czas, ktorys z turystow zadziera glowe, spogladajac w gore z szacunkiem, strachemi watpliwosciami rysujacymi sie na twarzy.
Droga na szczyt jest niezwykla. Zaraz po opuszczeniu Base wchodzi sie na tzw. “drabine” prowadzaca w kieruku pionowej sciany. Droga wkracza sie do
prehistorycznej dzungli porosnietej przez nieznane, niewidziane wczesniej rosliny przybierajace zadziwiajace ksztalty.
Na tym etapie glownym kierunkiem marszu nie jest ani wschod, ani zachod, ani polnoc, ani poludnie, idzie sie w gore. Kazdy krok wynosi czlowieka conajmniej pol metra wyzej. Na niektorych odcinka trzeba sie wprost wspinac po skalistym zboczu.
Jezeli pogoda sprzyja, kamienia stanowia swietne oparcie dla stop, a rekom nietrudno znalezc zaglebienia w skalach, umozliwiajace pewny chwyt i podciagniecie ciala. W zasadzie niebezpieczny jest tylko jeden odcinek, na ktorym na odsloniete kamienie, na przestrzeni kilkuset metrow, spada ze szczytu wodospad.
Wedrowka rampa staje sie jednak niezwykle trudna, gdy na kamienna sciezke spadnie deszcz. Marsz i wspinaczka w takich warunkach musi byc koszmarem. Przewodnicy niejednokrotnie opowiadaja mrozace krew w zylach historie zwiazane z pokonywaniem rampy w trakcie deszczu. Z reszta, deszcz nie jest grozny wylacznie na rampie. Na etapie z Rio Tok do Base przekracza sie Rio Kukenan. Niecale pol roku temu w rzece utonal indianski przewodnik porwany przez bystry nurt. Obecnie o tym wydarzeniu turystom przypomina drewniany krzyz zatkniety na wschodnim brzegu.
Wspinaczka po rampie trwa od czterech do szesciu godzin, po ktorych dociera sie na plaski szczyt. Czarne skaly, poprzecinane gdzieniegdzie malymi
strumykami, kaluze wody i wykorzystujace kazdy skrawek nawianej ziemi, przedziwne, jadalne rosliny tworza razem krajobraz, zdawaloby sie, nie pochodzacy z tego swiata.
Zbocza gory porosniete sa jurajaska dzungla. Miedzy drzewami z pniami otoczonymi gesto mchem, przerzucone sa liany. Zolte kwiaty przypominajace najezone kolcami kule wraz z fioletowymi kwitnacymi na porastajacych kamienie malutkich roslinkach, urozmaicaja soczysta zielen ogromnych lisci o zadziwiajacych ksztaltach. Gdzieniegdzie las przecina maly strumyk lub wodospad spadajacy po czarnych kamieniach. Woda wzbogaca i poteguje silny, nieznany wczesniej, intrygujacy zapach.

Wraz ze wzrostem wysokosci dzungla przerzedza sie, a drzewa o fantastycznych ksztaltach zastepuja znacznie prostsze formy zycia. Na szczycie gory dominuja rosliny zdolne do zycia na skrajnie malych ilosciach
gleby wypelniajacej pojedyncze nisze w skalistym podlozu. Metrowej wysokosci krzaki o elastycznych galeziach i zdjacych sie byc ze skory lisciach, sa najwiekszymi przedstawicielami flory rosnacymi na plaskowyzu. Najczesciej jednak, spotyka sie mala rosline, ktorej nieco podobne do tulipana liscie wyrastaja z grubej skawy znajdujacej sie tuz nad korzeniami. Umiejetne pociagniecie za lisc ukazuje, iz u jego nasady znajduje sie zgrubienie- rezerwuar wody przechowywanej w formie zelu. Ta czesc rosliny jest jadalna. Zjedzenie kilku lisci gasi pragnienie i dostarcza dosc sporej dawki energii. Ciekawa historia wiaze sie takze z zamieszkujaca Roraime czarna zaba. podobnie jak okoliczne rosliny, jest ona endemitem i przetrwala w tym miejscu od czasow jury. Wystepuje ona jeszcze tylko w jednym miejscu na swiecie- w Afryce, w okolicy identycznych geologicznie gor stolowych, co razem dowodzi, iz oba kontynenty byly ze soba zlaczone przed rozerwaniem sie Pangei.
Krajobraz na szczycie jest bardzo ciekawy. Roznorodne formy formy wyrzezbione w skalach nie tylko budza zainteresowanie, ale daja takze
schronienie przed deszczem i wiatrem (niektore z nich nazywane sa z tego powodu hotelami). Na Roraimie znajduje sie takze obfitujaca w kwarcowe twory crystal valley oraz jedna z najglebszych na swiecie jaskin.
Jednak najbardziej zachwyca rozciagajacy sie sie z progu gory widok na Gran Sabana i sasiadujaca Monte Kukenan. Zachod slonca nad porosnietymi trawa pagorkami, rozciagajacymi sie setkach kilometrow kwadratowych, przetaczajace sie w oddali pojedyncze chmury, ktore oglada sie z gory i wyplywajace z doliny miedzy siostrzanymi gorami obloki o fantazyjnych ksztaltach tworza razem niezapomniany, epicki obraz.
P. S.
Polecamy kazdemu kilkugodzinna, nocna wedrowke przez sawanne przy pelni ksiezyca. Niezapomniane przezycie! Osiagniecie celu po jedenastu godzinach marszu wywoluje prawdziwa euforie. Magia pustkowia oswietlonego przez jedynego, naturalnego satelite Ziemi przenosi czlowieka w inny wymiar- mozna doslownie poczuc sie drobniutkim elementem kosmosu- wszechswiata- ostatniej granicy dla ludzkosci.
K i P
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.