Nie pamiętam już dlaczego początkowo umieściliśmy Nanjing w naszym planie podróży. Znajoma nazwa może? Na pewno słyszeliśmy o tym miejscu przed wyjazdem. Kiedy przeczytaliśmy historię Nanjingu i prowincji Jangsu w Lonely Planet, zaczeliśmy sobie wyobrażać małe miateczka nad kanałami, urocze spacery i małe restauracyjki. „Wenecja dalekiego Wschodu” to bardzo kuszące określenie, prawda? Okazało się, że był to jeden z najsympatyczniejszych tygodni jakie spędziliśmy w Chinach.
Fot: Jeden z kanałów Nanjingu nocą
Wszystko w Nanjingu jest za darmo ;-)
Zarejestrowaliśmy się w naszym hostelu młodzieżowym tuż na rzeką Yangtze i udaliśmy się na przechadzkę. Bardzo podobało nam się to, co zobaczyliśmy. Wyluzowana atmosfera, stragany uliczne z jedzeniem, kanały i mosty wszędzie na około. Odkryliśmy fajne i tanie sklepiki z akcesoriami, kosmetykami itd. i stwierdziliśmy, że to dobre miejsce na zaopatrzenie się w brakujące nam duperele jak lakier do paznokci czy myszka do naszego netwbooka (podróbka Acera za 16Y/ 8 zł). 
Fot: Ptasi pupilek na spacerze w parku;-)
Dzień był piękny, więc nie było sensu wracać do hostelu. Jako że zostawaliśmy w starej części miasta, w końcu mieliśmy okazję by pochodzić po starych murach obronnych. W Pingyao padał śnieg i była mgła, więc nic byśmy nie zobaczyli a w Xi'an nie widzieliśmy w tym za dużo sesnu, ponieważ to bardzo nowoczesne miasto. Tutaj widoki były fajne – rzeka, parki, stare miasto i …. slumsy. Po raz pierwszy w Chinach widzieliśmy slumsy w dużym mieście. Generalnie rząd robi dobrą robotę w ich ukrywaniu lub demolowaniu. Zobaczliśmy ludzi krzątających się po domach, które praktycznie się już rozwalały, a obok buldożery i dźwigi pracujące nad kontrukcjami nowych świątyń, domów i brukowanych uliczek. 
Fot: Widok na Nanjing z Murów obronnych
Wszystko po to by było pięknie i by turyści mogli przechasadzać się po parku blisko starych murów miasta. Podejrzewam, że ci ludzie zostaną przeniesieni do bloków na przedmieściach miasta. Słyszeliśmy historie jak lokalni ludzie narzekają na rząd pod tym względem. Owszem taki proces pomaga upiększać miasto, ale również rujnuje życie ludzi. Kiedy przenoszeni są do bloków czują się ograniczeni, bo całe życie mieszkali w domku. Tracą kontakt z przyjaciółmi i rodziną, bo nie przenosi się przecież całej wioski do jednego bloku. Przede wszystkim jednak tracą pracę w mieście ponieważ mieszkają za daleko by dojeżdżać, albo ich na to poprostu nie stać. I to miejsce ma się niby nazywać Republiką Ludową?
Fot: Dekoracyjne pałeczki do jedzenia
Kiedy wróciliśmyh do naszego pokoju zobaczyliśmy plecak na jednym w łóżek. Po 5 minutach do pokoju weszła znajoma postać – Marie, którą poznaliśmy w PingYao. Co za zbieg okoliczności. I tak spędziliśmy tydzień razem zwiedzając Jangsu, a jej historie były bardzo fascynujące. Kobieta jest generalnie niesamowita. Paryzjanka pod 60-tką, wszystkie odłożone pieniądze i każdy wolny czas spędza na podróżach. Z tego co rozmawialiśmy to była wszędzie, prócz „ Czarnej Afryki”. To był jej 3 raz w Chinach i opowiedziała nam trochę jak to miejsce wyglądało w latach 70-tych i 80-tych. Tysiące rowerów a nie samochodów na ulicach, tradycyjne domy a nie biurowce i apartamentowce. Marie ma więcej energii niż my razem wzięci ;-) Zimno jej nie przeszkadza, niewygody jej nie przeszkadzają i raźno dotrzymywała nam kroku jak wspinaliśmy się na górę Zhongshan w Nanjingu. Podjechaliśmy sobie pod wzgórze lokalnym autobusem i zobaczyliśmy budkę z biletami oferującą opłatę za zwiedzanie Pomnika znanego komunisty Tao Xingzhi za 80Y/40 zł oraz opłątę za wspinaczkę na górę w postaci 90Y/45 zł. 
Fot: Nie mogłam się oprzeć podczas wspinaczki na górę ;-) Trochę śmiechu nie zaszkodzi!
Nie pamiętałam, żeby w przewodniku pisało cokolwiek o biletach wstępu na Zhongshan, więc postanowiliśmy iść w górę tyle ile nie będą nas prosić o bilety. I tak doszliśmy do samego szczytu. Przeszliśmy nawet przez ten bardzo imponujący pomnik złożony z 4 bram i kaskasy schodów wbudowanych w zbocze góry. Sam spacerek na szczyt był dość wyczerpujący, ale przyjemny. Niestety widoków pięknych nie było ze względu na zanieczyszczenie powietrza ;-( 
Fot: W parku
O co chodziło z tymi biletami to nie wiem. Bardzo bym się zezłościła płacąc te sumy a potem widząc ludzi takich jak my przechadzających się za darmo. Podobnie było następnego dnia kiedy za darmo weszliśmy do Paku na Jeziorze z przepięknymi ogrodami na wysepkach i światyniami. Cały dzień spędziliśmy z dwoma Chińskimi studentkami i one też nie wiedziały dlaczego za nic się tam nie płaci. Nie narzekamy bo więcej Yuanów zostało nam w kieszeni ;-)

Fot: W parku na jeziorze
Jest jeszcze jedno miejsce, które zdecydowanie zasługuje na odwiedzenie w Nanjingu. Jest to muzeum Masakry w Nanjingu. Emocje kiedy odwiedza się to miejsce można porównać z tymi, jakie wzbudza Auschwitz koło Krakowa. Może nawet są trochę gorsze. Obóz koncentracyjny gra z twoją wyobraźnią a tutaj wszystko jest czarno na białym przed twoimi oczami. Tak się bowiem zdarzyło, że Japońscy żołnierze dokładnie dokumentowali swoje poczynania podczas krwawych 6 tygodni, w których zamordowali 300,000 mieszkańców tego miasta. Niektóre ze zdjęć są szokujące aż do bólu. Co nas jednak jeszcze bardziej zszokowało to zachowanie Chińczyków w tym miejscu. Biegające wokół dzieci, głośnie śmiechy, jedzenie przekąsek i robienie zdjęć telefonem nagich kobiet co dopiero były zgwałcone lub młodego dziećka pozbawianego głowy, jest mocno nie na miejscu (notabene wszędzie wisiały znaki zakazu fotografowania, do których my oczywiście się zastosowaliśmy). I do tego jeszcze mają czelność pisać po angielsku „Turysto zachowuj się odpowiednio w miejscu masowego mordu”, co oczywiście jest skierowane do obcokrajowców. Powinni raczej zwracać uwagę swoim obywatelom i karać za takie zachowanie. Wstęp jest darmowy, ponieważ rząd chce by Chińczycy uczyli się tej okropnej części ich historii i oczywiście chcą przy tym kreować Japończyków na morderców. Od dawna relacje między tymi dwoma krajami są nie na najlepszym poziomie. Zapomnieli wspomnieć w tym miejscu, że to właśnie rząd Chiński zamknął bramy miasta i kazał cywilom stanąć w obronie miasta i skazując im tym samym na pewną śmierć (ponieważ wojsko dawno już uciekło). Szokujące!!!
Fot: Opera na Łodzi
Nanjing jest najpiękniejszy nocą. Dzielnica Świątyni Konfucjusza, w której my mieszkaliśmy przez te parę dni rozświetla się cała nocą. Miasto budzi się się do życia, ulice wypełniają się przchodniami a stragany z jedzeniem oferują niezliczone ilości smakołyków. Po kanałach pływają łodzie turystyczne oraz Opery Na Wodzie. Można sobie oglądać tradycyjne tańce i śpiewy z jednego z mostów starego miasta. Oczywiście musieliśmy znaleźć coś dobrego do jedzenia w tym miejscu i akurat pikantna zupa Mala Tang przypadła nam tam do gustu. Była tak pikantna, że ja musiałam sobie ją rozpuszczać wodą mieneralną ale składniki były świeże i pyszne. Razem z Marie zdecydowaliśmy następnego dnia ruszyć dalej do przepięknego misateczka Suzhou.

Fot: Pokaz tradycyjnych tańców w Suzhou
Starożytne Suzhou i Tongli
Przyjechaliśmy do Suzhou wczesnym popołudniem i postanowiliśmy podzielić się kosztem taksówki zamiast tłuc się autobusem (za 10Y/2 zł za nas 3 to autobus się nie opłacał). Suzhou jest dość dużym miastem i pozostały w nim tylko dwie starożytne ulice, mające ponad 1000 lat. My zostawaliśmy w gościńcu Ming Town w samym sercu jednej z nich – ulicy Pingjiang.
Fot: Kawiarnia na moście ulicy Pingjiang
Gościniec znajdował się w starej kamienicy z przepięknym wykończeniem i nowiutkim wystrojem, więc nie mogliśmy narzekać. Jedynie tylko, że nie było żadnego salonu do siedzenia żeby pobuszować po internecie i musieliśmy korzystać z ich kawiarenki w pobliskim budynku – trochę niewygodne, ale cóż. Ulica Pingjiang wypełniona jest luksuwowymi sklepami oferującymi Chińską porcelanę, jedwab oraz biżuterię z Jedaitu. Poza tym w okolicy jest pełno utra modnych kawiarenek, gdzie kawa jest droższa od dania w restauracji. Nie na nasz budżet, ale perfekcyjnie dla bogatej klienteli pobliskiego Szanghaju. Wszystkie wycieczki autokarowe z Szanghaju przywożą turystów w to miejsce więc na klientów nie narzekają.
Fotografie: ulica Pingjiang nocą
Wystarczy jednak wyjść może 100 metrów z tej luksusowej ulicy i można znaleźć raj na ziemi w naszym wydaniu. Kramy z jedzeniem, małe sklepiki i restauracyjki. Tam też codziennie stołowaliśmy się na śniadanie i lunch ;-) Znaleźliśmy fajne miejsce, gdzie serwowali pyszne naleśniki z jajkiem i warzywami, w sam raz na śniadanie i tylko za 8Y/1,5zł. W naszym gościńcu wpadliśmy na Jona – którego poznaliśmy w PingYao i zaczął nam opowiadać z fascynacją o wiosce Tongli, z której właśnie wrócił. Mieliśmy ją odwiedzić 2 dni później, ale po usłyszeniu jego opowieści postanowiliśmy pojechać następnego dnia.
Fot: śniadaniowe naleśniki
Fot: Bao ala Suzhou (bułka na parze)
Fot: Uliczny stolarz
Bardzo łatrwo dostać się do Tongli miejskim autobusem a później albo można być leniwym i wziąć melexa (5Y/1 zł) albo podąrzać za ludźmi do miasteczka. Bilet wstępu jest dość wysoki (100Y/50 zł) aczkolwiek pozwala na odwiedzenie kilku pawilów, muzeów i ogrodów. Niestety nawet jak się nie chce ich zwiedzać to za wstęp do wioski trzeba płacić.
Fot: Ulica Tongli
Fot: Dom nad kanałem w Tongli
Znacznie bardziej interesujące, niż te powyższe, są same ulice kanałowe Tongli i jej mieszkańcy. Ludzie dalej tam mieszkają ,więc nie jest to jakać sztucznie zbudowana wioska pod turystykę. Można się tak naprawdę dniami wałęsać po tym miejscu, próbować lokalnych potraw i spędzać czas z tubylcami.
Fot: Uliczna gra w karty
Fot: Słodka dziewczynka
Fot: Nie ma co robić!
Fot: Czekając na klientów
Mogliśmy zupełnie przypadkiem zobaczyć pokazaz łowienia ryb za pomocą kormoranów – bardzo stary fach, który w tej chwili już jest na wymarciu. Podobno trenowanie tych zwierząt jest żmudne i zabiera parę lat, więc nie wiele młodych ludzi chce się tym zajmować. Dla nas wydawało się to trochę okrutne, że ptakowi wydziera się ryby z gardła, ale hej, one nie narzekały.
Fot: Kormorany czekające na właściciela
Fot: Wyciąganie ryby z gardła ptaka
Jest jeszcze jedno miejsce w Tongli, które jest jedyne w Chinach - Muzeum Seksu. Jego właściciele podobno poświęcili całe życie na kolekcjowaniu różnych materiałów i eksponatów i muszę przyznać, że niektóre z nich były dość imponujące. Tongli przypadło nam bardzo do gustu i jest jednym z naszych ulubionych miejsc w Chinach. Na równi z PingYao można by powiedzieć.

Fot: Ogrody w Tongli
Teraz już byliśmy tylko o rzut beretem od Szanghaju. 20 minutowy rzut beretem w pociągu TGV o prędkości 312 km/godzinę ;-)
Kochamy podróże, fascynują nas różne kultury, starożytne cywilizacje i budowle. Kiedy tylko możemy to uciekamy z domu by eksplorować. A że 25 dni roboczych w roku to za mało więc postanowiliśmy wziąć urlop bezterminowy i ruszyć w świat. Zaczeliśmy 30.09.2011 ;-) Podróż trwa!!!.
O nas:
Beata - Manager Marketingu w globalnej korporacji, zapalona organizatorka wszelkiego rodzaju wypraw, uwielbia historie, miejsca mniej odwiedzane i trasy mniej uczeszczane. Wielka milosniczka zwierzat znana z dokarmiania wszystkiego co spotka po drodze;-)
Tomek - Inzynier HVAC na kontrakcie jednej z sieci supermarketow, zapalony fotograf amator ale prawie profesjonalista, uwielbia fotografowac ludzi ;-) Lubi dobry film, ksiazki detektywistyczne i oczywiscie gry komputerowe;-)
Nasz blog pisany jest głównie dla rodziny i przyjaciół, ale cieszymy sie bardzo jeśli inni też czytają i im się podoba;-) Dziękujemy bardzo za wszystkie komentarze!!!
Polub nas na Facebooku, gdzie zamieszczamy linki do relacji i zdjęcia - http://www.facebook.com/pages/Beata-Tomek-Globetrotting/186528848076412
Email: b_and_t_globetrotting@hotmail.co.uk
Zainteresowania: Historia, Kultura, Fotografia, Podróże
| Forum: | ilość: 6 | punkty: 6 |
| Komentarze: | ilość: 3 | punkty: 3 |
| Konkursy: | ilość: 1 | punkty: 50 |
| Publikacje: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Relacje z podróży: | ilość: 2 | punkty: 60 |
| Suma | 13 | 149 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Zrobić 'Loop'* czy nie zrobić - oto jest pytanie!!! (Takheak, Kong Lo, Vientiane 25.03-1.04.2012)
Nagła zmiana planów, kac i cudowne wodospady (Pakse i Bolaven Plateau, 21-24.03.2012)
Sabaai Dii* Laosie...(Don Det, 4000 Wysp na Mekongu 16-20.03.2012)
Królowa Wszystkich Świątyń (Siem Reap i Angkor, 3-7.03.2012)
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.