23.08
Polar bear
Od rana ruch na przystani wskazywał ze coś się wydarzy. Łodzie wypływały, aż w końcu na przystani została tylko jedna łódka. Wioska opustoszała. Tylko my na progu service housu, zostawieni razem z kilkoma dzieciakami, zastanawialiśmy się co się stało. Wyjechali wszyscy, bez uprzedzenia, nic nam nie wyjaśnili. W końcu któraś z porzuconych pociech, nas uświadomiła. Nanoq, nanoq. No tak, mówili o nim już od kilku dni…Podobno jakiś miś krąży w okolicy od jakiegoś czasu. Od naszego przyjazdu to już piąty jakiego wspominają. Nie wiem czy to przypadek, ale najwyraźniej ocieplenie klimatu daje o siebie znać także w jego przypadku. Niedźwiedzie mają coraz większe problemy z polowaniem na foki na dalekiej północy. Ich odwieczna platforma myśliwska – arktyczny lód roztapia się z roku na rok. Aby znaleźć foki niedźwiedzie muszą często wędrować, aż na skraj tej rozpadającej się brei (którą notabene jeszcze kilka lat temu tworzyła idealną, stabilną krawędź). Brei nie da się już skrosować tak łatwo, trzeba się w niej taplać, płynąć, nurkować. Jednym słowem męczyć się, zmierzając w kierunku otwartego morza, gdzie foki wpatrzeć łatwiej. Dlaczego więc nie powędrować w dół na południe i łowić z brzegu fjordów? To tylko hipoteza, ale fakt jest faktem, coraz więcej niedźwiedzi polarnych na południu. Innuici z Aappilattoq, wspominali ubiegłe lata i 2,3 misie w sezonie, a teraz 5 w ciągu jednego miesiąca.
Ok, do rzeczy. Wioska opustoszała, my stoimy nieco zaniepokojeni bo czemu nas nie zabrali (a może sami uciekli, a niedźwiedź za plecami? ;-).
Wspięliśmy się na skały. Widok na morze. Eliza zobaczyła łodzie. Stały kilka km dalej wszystkie w jednym miejscu, na środku fjordu. Wyglądało, że otoczyli misia…… Pytanie tylko czy teraz go odstrzelą (bo Nanoq to jednak niezwykle trofeum). Jeżeli tak, to nie ma żadnych szans. Mimo, że niedźwiedź jest doskonałym pływakiem, nurkuje bez trudu i długo, to nie ma mocnych na kilkanaście strzelb nad głową. Nie wiedzieliśmy czy polują czy podziwiają, ale – mimo że z mieszanymi uczuciami, bardzo chcieliśmy tam być. Szczególnie moje aparaty, mimo braku kluczowego „przyrodniczego“ obiektywu, aż rwały się w kierunku przystani.
Pojawiła się jakaś łódka, wskoczyliśmy i nie dając właścicielowi specjalnego wyboru dołączyliśmy do grupy ‚oprawców‘. ON płynął obok. Ludzie krzyczeli, lodzie zagradzały mu drogę do lądu. To było polowanie… tylko nieco inne.

Innuici, ci odwieczni myśliwi – polowali bardziej w moim stylu – kilkadziesiąt telefonów komórkowych rejestrowało „oblężenie“.
Teraz uczestniczyliśmy w spektaklu na równych prawach. Eliza wychylona z podwodna kamerą za burtę była w pewnej chwili 3 m od niego. Za blisko. Zawarczał. Kobiety siedzące w naszej łódce, zaczęły krzyczeć. Cóż z tego, że w każdej łodzi sztucery - jeżeli ktoś wypadłby w tej chwili za burtę mogło być słabo...
Przez chwile miałem wrażenie, że miś za nic ma te wszystkie łodzie i mimo, że płynie z łbem wystającym zaledwie kilkanaście cm nad wodę, ciągle jest tu królem. Tak czy inaczej – na chwile odsunęliśmy się od burty, ktoś w sięgnął na wszelki wypadek po wiosło.
Król nie król, był już wkurzony. I wcale mu się nie dziwię, Innuci przytrzymali go w wodzie już przez kilka kilometrów i to, od co najmniej godziny.
- I co, jak odpłyniemy to go zastrzelicie?- Krzyczałem w kierunku łodzi Themo.
- Tylko patrzymy, policja nie pozwala polować na więcej niż jednego w roku.
- To gdzie z nim płyniemy? Może na górę lodową, odpocznie sobie?
To się im spodobało. Nie byłem chyba odosobniony w moim przekonaniu, że to nieładnie tak męczyć zwierzę. Krąg łodzi otworzył się w kierunku najbliższej góry lodowej. Miś bez trudu wdrapał się na lód i tam, oglądany jak w zoo, siedział do wieczora. Wszyscy byli zafascynowani Nanoqiem. Po raz kolejny ciepło pomyślałem o tych myśliwych, którzy nie polują dla sportu, nie zabijają bez sensu. Widząc te uśmiechy, tę fascynację zwierzęciem, uczestnicząc w ich wieczornych wycieczkach organizowanych tylko po to by posiedzieć na trawie gdzieś na odległej wyspie, poskakać z dziećmi z kamienia na kamień, stwierdziłem, że kocham ten „hobbitland”. Uwielbiam tych szczerych ludzi, codziennie zmagających się z żywiołami.
Wspaniałe zwierzę - cieszę się, że nic mu nie zrobili, bo szkoda by go było. To jego świat, a my ludzie w niego ingerujemy. Gratuluję zdjęć.
Super reportaż, rewelacyjne zdjęcia!
Na blogu jestem "nowicjuszem", a w życiu "początkującym odkrywcą", ciągle "zderzam się z żywiołami"...... szczególnie z moją partnerką.
Podczas tego projektu (Na Blogu i Fotoblogu) będziemy pisać o naszej wyprawie w pierwszej osobie. Tymczasem bio prezentujemy w trzeciej osobie ;-)
David Kaszlikowski- fotograf, alpinista, eksplorer, stały współpracownik National Geographic Traveler. Jeden z najbardziej znanych polskich wspinaczy, okrzyknięty przez media “polskim Spidermanem” (po serii spektakularnych wspinaczek bez asekuracji na drapacze chmur). Za osiągnięcia w zakresie wypraw alpinistycznych i eksploracyjnych nominowany do światowej nagrody Piolet d'Or, laureat KOLOSA i „Jedynki” prestiżowej nagrody środowisk górskich, jego ekspedycje były nominowane do nagrody National Geographic TRAVELER.
Kaszlikowski jest jednym z pionierów profesjonalnej fotografii górskiej w Polsce dziennikarzem, którego zdjęcia ukazują się na okładkach największych alpinistycznych magazynów świata. (www.davidkaszlikowski.com)
Razem z Eliza Kubarską, autorką filmu powstającego właśnie na Grenlandii David tworzy jeden najskuteczniejszych zespołów wspinaczkowych w Polsce.
Ma na swoim koncie wspinaczki w górach całego świata od Alaski, Himalajów i Grenlandii po pustynne turnie w Mali czy granitowe szczyty na Madagaskarze, często zupełnie nowymi – wytyczonymi przez siebie drogami. Poza udziałem w w/w filmie, przygotowuje książkę o roboczym tytule „Grenlandia- Zderzenie żywiołów”.
Zainteresowania: Ekologia, Fotografia, Podróże
| Publikacje: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Suma | 1 | 30 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.