Zmierzamy właśnie do Bukaresztu, ale zanim do tego doszło mieliśmy już kilka przygód – pierwsza zaczęła się jeszcze w Polsce…
Ile razy zdarzyło Wam się jechać pociągiem, który dzieli się wagonami i część składu jedzie np. do Zakopanego a część do Przemyśla? Pewnie nie raz. Nam też, ale pierwszy raz w życiu wsiedliśmy do złego wagonu. Cali szczęśliwi, że nasza podróż się już rozpoczęła, zorientowaliśmy się w Skawinie, że chyba jedziemy w złym kierunku. Szybka akcja ratunkowa i w momencie gdy pociąg zatrzymywał się gdzieś pośrodku niczego na mijankę z innym – wyskoczyliśmy z wagonu. Chwilę potem zobaczyliśmy pociąg, który nadjeżdża od strony Zakopanego… cóż na pewno nie miał w planie, aby się zatrzymywać, ale od czego jest wyciągnięty kciuk. Ten symboliczny gest sprawił, iż cały pociąg zatrzymał się tylko dla nas, wpakowaliśmy się do niego. Przyszedł do nas maszynista i zapytał – o co kaman? Uśmiechnął się głupio i rzekł: - Siedzieć tutaj i nigdzie nie chodzić. W Płaszowie na bocznicy was wysadzę, bo to jest pociąg rezerwowy i nie dojeżdża do dworca. Reasumując – naszą podróż dookoła świata zaczęliśmy w złym kierunku… ale śmiechu było co niemiara.. Dalej już nuda… pociąg do Przemyśla, granica, kilka godzin we Lwowie i pociąg do Czerniowiec i tu kolejny ciekawy akcent...
Wiedzieliśmy, że transport przez granicę ukraińsko-rumuńską mamy łapać koło dworca autobusowego, ale nie wiedzieliśmy, że będzie to busik przemytniczy. Ponegocjowaliśmy cenę, załadowaliśmy się do busa i po chwili ruszyliśmy. Dosiadł się do nas jeszcze jeden Meksykanin! Zanim jednak wyruszyliśmy, busik zatrzymał się w przynajmniej kilku miejscach, gdzie został doładowany różnymi dziwnymi rzeczami.. na przemyt rzecz jasna :) Zaraz mi stanęła w oczach granica rosyjsko-mongolska… ech kwintesencja podróżowania – dzikie granice :) Ale… to jeszcze nie koniec… (Mapa Europy) dojechaliśmy busikiem do Suczawy i zaczęliśmy się kręcić za transportem do Bukaresztu. Cholernie zależy nam na tym, aby szybko być w Turcji, bo jesteśmy tam umówieni na 13.07 o 9:15 w Kapadocji z niejakim Bartim. Niestety stop w Rumunii jest płatny, więc stwierdziliśmy, że pociągiem wyjdzie najlepiej - czas do ceny. Ruszyliśmy więc na dworzec kolejowy w Suczawie, gdzie podobno miał być tani pociąg do Bukaresztu. Okazało się, że pociąg jest i to nie jeden, ale wszystkie drogie… zdecydowanie nie na naszą kieszeń. No więc nastał czas narady, ale w między czasie, zagadała nas pewna babcia, jak się potem okazało weteranka wojenna, która ma duuuże zniżki na pociągi. Układ był prosty – my jej w trójkę płacimy równowartość połowy naszych biletów, ona ze swojego przydziału kupuje nam bilety specjalne na tzw. „opiekę nad nią”, z tego kupuje sobie bilet dla siebie, po 10 lei płaci łapówki kasjerce i konduktorowi i wszyscy są super zadowoleni. Aha, i ona jeszcze zarabia 50 lei :) Normalnie biznes w unijnym kraju pt. Rumunia kwitnie! Najfajniejsze jest to, że wszystko samo się tak gadko układa, a pierwszą część tego wpisu dedykujemy Leopadce – ona już wie dlaczego.
Gość
hehe babcie jest najlepsza , bo kto powiedział że w podeszłym wieku nie można być przedsiębiorczym :P
hehe babcie jest najlepsza , bo kto powiedział że w podeszłym wieku nie można być przedsiębiorczym :P
łapanie pociągu na stopa? o tym jeszcze nie słyszałam ;D
Ale się uśmiałam !
Wasza podróż jest niesamowita! A przy okazji dzieje się tyle różnych rzeczy! Trzymam kciuki za resztę trasy :)
Śiwetne, świetne,świetne. Powiem tak - jesteście niesamowici i wasza podróż też. A rezolutna babcia by mogła niezły interes jeszcze rozkręcić ;)
Najbardziej rozbawiło mnie zatrzymywanie pociągu na kciuka :) a kombinujecie nieźle , ale dobrze , że tak potraficie . Każdy przysłowiowy grosz zaoszczędzony to kolejny dzień z pełnym brzuchem i zwiększą nadzieją na dokończenie wyprawy . Przygoda i jeszcze raz przygoda . Pozdrawiam
przygoda zapowiada się świetnie, ciekawe kto z nas, czytających wytrzyma kilka lat, by doczytać do końca, do powrotu? kto zresztą wie, jaki za kilka lat będzie internet i jako forma przekazu będzie wtedy królowała. to też z całą pewnością zagadka dla samych podróżników. czekam na dalszy ciąg.
No super :-) Powiem że wam zazdroszczę tej decyzji z podróżą. Trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością na kolejny wpis! Pozdrawiam, Whis.
:) ja też będę czekał na informacje od Was :)
Andrzej Budnik - niepoprawny optymista i zdeklarowany backpacker uwielbiający wyjazdy z kategorii "niskobudżetowe". W podróży fascynują go góry, ludzie oraz doznania kulinarne. Amatorsko zajmuje się fotografią. Obecnie w 3,5-letniej podróży lądem dookoła świata.
Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże
| Forum: | ilość: 6 | punkty: 6 |
| Komentarze: | ilość: 17 | punkty: 17 |
| Konkursy: | ilość: 1 | punkty: 50 |
| Suma | 24 | 73 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.