PANI ANIA I MIASTO ZŁODZIEI. (46)

Wczoraj (45) planowaliśmy dotrzeć do Czech, a dnia następnego do domu, ale okazało się, że się trochę przeliczyliśmy. Ze łzami w oczach przeszliśmy się wieczorem po tureckim Edirne, w którym znajdują się dwa z naszych ulubionych meczetów – przepiękne! Stary i nowy :) Dokonaliśmy ostatnich zakupów, usłyszeliśmy po raz ostatni (w tym roku) śpiew muezina i obejrzeliśmy przecudny czerwono-złoty zachód słońca… Na granicy spędziliśmy jedyne pół godziny (głównie po stronie bułgarskiej), wliczając w to zakupienie oszukanej winiety (kosztowała 10 zamiast 6 Euro, ale to już była grubsza miejscowa machlojka) i wymianę pieniędzy. I tak to z ukochanej Turcji wjechaliśmy do bardzo przez nas nielubianej Bułgarii. Infrastruktury nijakiej tu za grosz, na szczęście trafiliśmy na niedużą stację benzynową (przed Plovdiv), gdzie pozwolono się nam rozbić w… myjni samochodowej za cenę piwa i parkingu ;) Ciężko było się dogadać… Czyżby Bułgarzy nie znali nawet migowego?!

Wyspawszy się porządnie i pochłonąwszy (nie wszystkim smakującą) turecką zupę z proszku – soczewicowo marchewkową – ruszyliśmy w drogę. Plovdiv, do którego zjechaliśmy w celu uzupełnienia spiżarni, okazało się być niezbyt urodziwym miastem pełnym paskudzie odrapanych, rozsypujących się w oczach, bloków. Gdzieś po drodze do Sofii minęliśmy już zupełną ruinę naszego starego campingu. Nocowaliśmy tam 4 lata temu, w namiocie. Bungalowy już wtedy wyglądały jak wspomnienie po sobie samych, a całość prosperowała li i jedynie dzięki temu, że… znajdował się tam przydrożny „dom” publiczny. Ciekawe to było przeżycie ;) Teraz zostały tam już tylko ruiny ruin, nikt nie kwapi się żeby to wyburzyć.

Sofia – miasto w masce ze szkła i aluminium, dla nas na zawsze pozostanie miastem złodziei, jak piękna by nie była. Wspomniane 4 lata temu okradli nam tu w centrum miasta samochód – Bogu dzięki tylko „troszkę”. Ludzie spytani czy nie zauważyli czegoś podejrzanego stwierdzili, że faktycznie… wył jakiś alarm, ale co to komu przeszkadza? Protokołu na policji nie spisaliśmy bo nikt słowa w żadnym z cywilizowanych języków nie umiał – potrzebny był tłumacz, a ci mają wolne w weekendy, trzeba by było czekać. Cóż, powiem krótko – nie lubimy tego miasta.

Musimy jednak przyznać, że z roku na rok wygląda ono jednakże coraz lepiej. Centrum, domy wyremontowano, poodnawiano restauracje, pootwierano markowe sklepy – wszystko aż ocieka przepychem. Ale, to tylko taka maska – ze szkła i aluminium. W rzeczywistości jest to odrobina bogactwa pokazanego na pokaz, wszelka infrastruktura w kraju kuleje, ekonomicznie Bułgaria stoi bardzo kiepsko, mimo to nikt się nie stara z tym nic zrobić, dogadać się, postarać o turystów, nawiązać kontakty. Nic, zero inwencji i chęć, jak na jakiejś zapadłej, zabitej dechami wsi.

Zachwycające w tym mieście są DLA NAS tylko kościoły (np. Aleksander Newski) i dwa muzea, które zwiedziliśmy tym razem. Pierwsze z nich, to cudne i pełne naprawdę interesujących eksponatów muzeum archeologiczne. Jeśli się już zwiedza Sofię, to należy je obowiązkowo odwiedzić! Tam to, jedna z pań pilnujących poleciła nam… byśmy się udali do Aleksandra Newskiego (w krypcie są wszelakie historyczne piękności, byliśmy już) i do Budynku Fakultetu Teologicznego – do muzeum ikon. Jest to bardzo źle rozreklamowane miejsce, ponieważ według prawa, w tym budynku nie mogą znajdować się dwie instytucje, muzeum nie ma tam prawa bytu, a więc i reklamy. Z tego powodu trafia tam o wiele mniej turystów niż powinno, szkoda. Z powodu Roku Kultury Bułgarskiej w Rosji brakowało kilku ikon – zostały wypożyczone. Nie odnieśliśmy jednak specjalnego uszczerbku ponieważ do muzeum owego należy w sumie około 10 tysięcy eksponatów. Te w krypcie Aleksandra Newskiego też są ich. Najciekawsze były… cudowna ikona świętego Anastazego, która przetrwała straszliwy pożar – z tyłu jest osmalona, ale obraz przetrwał. …ikona świętego Chrystofora (?) przedstawiająca go z twarzą psa – jest legenda, że był on niesamowicie piękny i krępowało go bycie zaczepianym przez dziewczęta, więc wymodlił u Boga takie to nietypowe oszpecenie. Ach, no i Biblia po hebrajsku!!! Oprowadził nas po muzeum i opowiedział mnóstwo ciekawych rzeczy przemiły pan muzykolog.   

Sam budynek fakultetu wybudowany jest jako pamiątka, czy też pomnik, przyznania swobody religijnej w 1870 roku. Niestety podczas wojny spadła na niego bomba i pozbawiony został przecudnego fresku (a może mozaiki? Przedstawiającej scenę przyznania tejże wolności religijnej przez Sułtana) i kopuły – jest projekt przebudowy i odnowienia, na wzór oryginału.

Po powrocie do auta okazało się, że jest całe i nieokradzione, ale za to – ma blokadę na kole. Nie dopłaciliśmy za parking. Nasi aniołowie nas jednak profesjonalnie strzegli, opłata za jej zdjęcie okazała się być naprawdę symboliczna. Czekaliśmy na strażników kiedy nagle usłyszeliśmy ciche: Jejku, jak to miło usłyszeć ojczystą mowę! – Tak poznaliśmy panią Anię. Pani Ania jest żoną (zmarłego już) wielkiego współczesnego kompozytora Bułgarii – Lazara Nikołowa. Poznali się na Warszawskiej Jesieni, ona – młodziutka skrzypaczka Filharmonii Katowickiej, on – szarmancki kompozytor. Dla niego wyjechała do Bułgarii, gdzie mieszka do teraz – już 46 lat! Opowiedziała nam trochę o tym, jak tu jest naprawdę, jacy są ludzie i że po wejściu do Unii nic tak naprawdę nie zmieniło (że już nie wspomnimy o – poprawie!). Ciągle tu biednie i brudno, poziom jest „nie do porównania z Polską”. Wszyscy myśleli, że po wejściu do Unii coś się zmieni, ale tak się nie stało. Jest bardzo dużo wypadków samochodowych – Bułgarzy jeżdżą jak niedorajdy i szatany. Brak tu kultury, eleganckiego traktowania kobiet i – siebie nawzajem… Pani Ania podreptała do domu – my ruszyliśmy dalej w świat.

Właściwie… jest to bardzo „biedny” kraj – prawie cała jego historia, jest powiązana z niewolą… Jak to podsumował pan z muzeum ikon: Najpierw było Pierwsze Królestwo Bułgarskie, potem był Konstantynopol, potem Drugie Królestwo Bułgarskie, a po nim – Imperium Osmańskie (tu już setki lat!), po nim Trzecie Królestwo Bułgarskie… A potem to już komunizm, demokracja, a następnie – anarchia. Smutny kraj.

Hmmm… tak poza tym, to nasza Beza może i przetrwała bez szwanku wizytę w tym mieście, ale czyjś samochód nie. Byłam świadkiem czegoś w rodzaju kradzieży… Gdzieś nagle spomiędzy aut wytrysnęło dwóch wyrostków zwiewających aż się kurzyło ze swym skarbem, a za nimi „goniła” policja. Pościg ten był do prawdy imponujący (zjadliwa ironia) – chłopcy wbiegli w zaułek, a radiowóz został. Patrząc odniosłam wrażenie, że samochodowi temu ręce opadły na opieszałość siedzących w nim funkcjonariuszy…

Ach, a zielone światło dla pieszych trwa tu całe… OSIEM SEKUND! Myślałam, że nigdzie nie ma krótszych niż u nas, w Polsce.

Udało się nam przez Serbię dojechać na Węgry, ale już nie dotarliśmy do naszego campingu w Kecskemet – zostaliśmy w Szeged. Już kiedyś tu spaliśmy, dwa lata temu miejsce to nie istniało – ciekawe, może był remont?

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

juthere

  • 5/5
  • Ranga: Prenumerator
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Minimum nadmiernych wygód i maximum przygód i świata, to nasze motto ;)

ZAPRASZAMY WKRÓTCE (październik/listopad 2009) NA: http://juiran09.wordpress.com/

A JUŻ NA: http://jutherejuhere.wordpress.com/funny-stuff/ - śmieszne teksty z podróży Syria&Jordania 2007.

Sitem płynęli, po morzu płynęli,
Sitem płynęli po morzu.
Mimo przyjaciół uwag i rad,
W burzliwy, wietrzny, niebezpieczny świat
Sitem płynęli po morzu.

A gdy odbili od brzegu w swym sicie,
Wszyscy krzyknęli: "Wy się potopicie!"
A oni: "Płyniemy na wiatry i burze.
Co tam, że sito nasze nie jest duże,
My sitem płyniemy po morzu." :)

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 51 punkty: 51
Publikacje: ilość: 1 punkty: 30
Prenumeraty:   punkty: 200
Suma 52 281
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się