Pamiętnik Włóczykija - Smaki Ameryki

Dni mijają, a Seattle coraz mniej przypomina to z filmu ze swoją nazwą i bezsennością w tle. W sumie to tak dużo nie pada tutaj jak początkowo sądziłem. Ok, niech będzie 50/50. Dziś ostatni dzień mojego pobytu tutaj, a właściwie to jutro bo pisząc tą notatkę wybija u mnie północ 30 maja. Odlot mam o 4 rano 1 czerwca więc prawdopodobnie spędzę noc na lotnisku, bo dostać się tam o tej porze środkami komunikacji miejskiej? Zapomnij! Ciekawe czy w ogóle komunikacja miejska tam dociera :D I tu pojawia się znów kwestia komunikacji miejskiej.
Dziś jadąc do miasta kolejny raz spotkała mnie niespodzianka. Otóż poszedłem na przystanek nieopodal mojego miejsca zamieszkania, nad piękną spokojną i piaszczystą plaża. Wsiadłem do autobusu numer 56 z wyliczoną i uzbieraną wcześniej kwotą 2,25. Kierunek Downtown Seattle a konkretniej Space Needle czyli miejsce gdzie znajduje się wieża z restauracją na górze i widokiem na całe centrum. Warto wydać te 18,90$ na wjazd na górę (z podatkiem).
Otóż siedzę sobie wygodnie i rozkoszuje się jazdą. Mijam po drodze stadion miejski. Chyba jakiś mecz baseballa dziś się tam odgrywał bo strasznie dużo ludzi kłębiło się wkoło. Obok stadionu basebollowego znajduje się stadion piłkarski i co mnie niezwykle zdziwiło na tym stadionie odbywają się zarówno mecze footballu amerykańskiego jak i soccera jak tu nazywają nie wiedząc czemu piłkę nożna. I właśnie ten Soccer tu w Seattle jest niezwykle popularny.
Minąwszy stadion docieram do centrum, jednak nie wysiadam od razu, gdyż Space Needle jest na samym końcu centrum. Jadę więc autobusem a tu ni stąd ni zowąd kierowca po przejechaniu kilku przystanków nagle w trakcie jazdy zmienia tabliczkę z numerem autobusu i od teraz przemieszczam się już autobusem numer 15! Żadnej pętli, żadnego dłuższego postoju. Nagle w trakcie zmiania linii i co najlepsze jako że teraz jadę innym autobusem to znów muszę zapłacić za bilet (2,25$). I znów będę musiał buszować po supermarketach, by zdobyć jakieś drobne na powrót!
Wysiadłszy z autobusu zmierzam w stronę Space Needle gdzie w ten weekend odbywał się Folk Festiwal. Co ważne trafiłem właśnie na tak zwany długi weekend bo poniedziałek był dniem wolnym od pracy, tzw. Memorial Day. Generalnie ludzie tu są bardzo patriotyczni i można by się wiele od nich nauczyć w tej kwestii. W większości domów wywieszane są flagi. A ludzie są naprawdę dumni z tego że są Amerykanami.
Dotarłszy na miejsce okazuje się że jest tam olbrzymia masa ludzi. Istne tłumy i do tego jakie różnorodne! Można tu naprawdę spotkać ludzi z całego świata, od rdzennych Indian grających na bębnach swoje tradycyjne utwory, po ludzi wytatuowanych od stóp do głów, lokalnych grajków śpiewających bluesa wymieszanego z country, chłopaka chodzącego na szczudłach, czy 2 dziewczynki (azjatko-murzynki, w sumie to ciężko stwierdzić) występujące w zespole tańca irlandzkiego! I to właśnie ten element zapadł mi najbardziej w pamięć. To właśnie pokazuje jaka ta Ameryka jest. Nie ważne kim jesteś i skąd pochodzisz. Jeśli czegoś pragniesz i coś lubisz to możesz to osiągnąć. I powiem, że taniec w wykonaniu tych dziewczynek był naprawdę genialny!
Szwendając się po miejscu tych targów trafiłem na warsztaty Capoeiry co jest jedną z tych rzeczy, która sprawia że gdziekolwiek na świecie się znajduję czuję się jak w domu. Muzyka, walka, taniec, piosenki które znam i które uwielbiam sprawiają że nawet tu czuje się jak u siebie mimo iż nikogo nie znam. I to właśnie jest piękne w Capoeirze.
Ale nie o tym. Miałem pisać o smakach ameryki więc do tego teraz nawiążę. Zacznę może od śniadania. Otóż w typowym amerykańskim domu (bo właśnie w takim mieszkam) śniadania są dość obfite. Owsianka z mlekiem, jajecznica z bekonem i tostami a do tego wszystkiego wiśnie i melon i to wszystko w ramach jednego posiłku! Tak, tak. Mieszanie smaków to tutaj norma o czym przekonałem się jedząc łososia z dżemem morelowym. Pragnąc spróbować jak najwięcej miejscowych smaków wybrałem się na małe zakupy i ich efektem był zakup piwa korzennego. Choć teraz to zastanawiam się kto to piwem nazwał? Nie dość że bardzo słodkie i robione z miodu to jeszcze bezalkoholowe! No coś nieprawdopodobnego! Ale przynajmniej smaczne. Z innych rzeczy które koniecznie należy tu skosztować to syrop klonowy który jest po prostu przepyszny!!! Tak samo, jak tutejsze masło orzechowe. Z pewnością dla miłośników słodkości w Stanach nie zabraknie jedzenia. Tego można być pewnym.
W barze, bo dziś do takiego trafiłem można znaleźć miejscowe piwa, wszystkie w rozmiarze 330ml. Jedno z nich smakowało jak sok z mango:) W sumie całkiem niezłe. Oprócz miejscowych piw są i polskie!!! Tak tak! i to do tych droższych należą. Żywiec 5$, ale co mnie najbardziej zaciekawiło to polskie piwko Black Boss Porter pochodzące z browaru Witnica. Słyszał ktoś o takim polskim piwie?!?!?! A tu masz! :) Mocny, prawie 10% ciemny porter i całkiem smaczny. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom:) Taka miła niespodzianka na zakończenie dnia.
A innych ciekawych rzeczy to sprawa amerykańskich rzeczy, które widzimy w filmach. Tak, tak! Gazeta codziennie rano przed drzwiami domu spoczywa, a przechodząc się po dzielnicy można trafić na wyprzedaże. Ludzie siedzą w ogródku, śmieją się, rozmawiają, a na chodniku przed domem pół wyposażenia pokoju można znaleźć:) Ciekawe czy gdybym w Polsce wywiesił tabliczkę przed domem z napisem wyprzedaż czy ktoś by wpadł coś kupić? Rzecz warta sprawdzenia. I tym miłym akcentem a może i zadaniem kończę dzisiejszą relację. Następna: Alaska :)

Dodaj komentarz

Chapeu

  • 1/5
  • Ranga: Miłośnik wojaży
  • Płeć:Mężczyzna
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Szczepan Ligęza - Student, podróżnik, fotograf kierujący się mottem: "Życie jest piękne, tylko trzeba umieć to dostrzec"

Zainteresowania: Ekologia, Historia, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 34 punkty: 34
Konkursy: ilość: 2 punkty: 100
Publikacje: ilość: 1 punkty: 30
Suma 37 164
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się