O pociągach słów kilka

20 sierpień 2010
O pociągach słów kilka

Podróż chińskim pociągiem, niezależnie od tego, czy trwa 9, czy 40 godzin, zawsze jest niemałym przeżyciem. Po pierwsze, trzeba kupić bilet, a to wygląda zupełnie inaczej, niż w Europie. Żeby zdobyć miejsca leżące, czyli te najbardziej pożądane na długich trasach, najlepiej wybrać się na dworzec 5, czy 6 dni przed planowanym wyjazdem. Kiedy nie ma już kuszetek (o zgrozo!), do wyboru pozostają miejsca siedzące (110 miejsc w jednym wagonie) i stojące (ilość miejsc nieograniczona, a bierne palenie wliczone w cenę biletu). Trudny wybór, prawda? 

Po drugie, nic tak nie umacnia więzi z Chińczykami, jak totalny brak osobistej przestrzeni. Pozwólcie mi zaprezentować pierwszy przykład: Wyobraź sobie, że udało ci się zdobyć twarde siedzenia podczas 20-sto godzinnej podróży z Chengdu do Kunmingu, ba!, dostałeś nawet miejsce przy oknie - możesz się oprzeć o szybę i w miarę spokojnie pójść spać. Jednak gdy wchodzisz do pociągu, przeciskając się przez tabun ludzi, którzy pospiesznie zajęli swoje pozycje stojące w obawie, że ich zabraknie, okazuje się, że twoje miejsce jest zajęte. Wszystkie siedzenia wokół ciebie są zajęte. Czyżbyś wybrał zły wagon? Nie, wszystko jest w porządku, ale dopóki nie krzykniesz na gościa siedzącego na Twoim miejscu, dopóty nie usiądziesz. Nie licz też na jakiekolwiek przeprosiny w związku z zaistniałą sytuacją. Możesz się za to spodziewać zimnego, wrogiego spojrzenia ze strony złodziei miejsc siedzących, na które najlepiej nie zwracać najmniejszej uwagi. 

Przykład drugi: Czas do toalety! Wstajesz z wywalczonego miejsca, wykonujesz slalom pomiędzy jednostkami siedzącymi na ziemi, przeżywasz smugi dymu papierosowego i wizytę w toalecie; wszystko po to, aby wracając widzieć z daleka, że na twoim wygrzanym siedzeniu siedzi kolejny Chińczyk. Zdeterminowany i poirytowany klepiesz "śpiącego" delikwenta w ramię: "Szefie, to moje miejsce." Ale reakcji nie ma. Ani z jego strony, ani ze strony publiki, która jak zwykle nie zawiodła i zgromadziła się tłumnie. "Chyba sobie ze mnie kpicie!" - myślisz i przestaje cię dziwić fakt, że w tym kraju nadal panuje komunizm. Z taką bandą odrętwiałych ludzi nie można liczyć na szybkie zmiany. Kolejne klepnięcie nie daje żadnych rezultatów. "Ooo, jak cię zaraz uderzę!" Silny cios ląduje na jego ramieniu, przestraszony wstaje z miejsca i już nikt nie odważy się zakłócać twojego spokoju. No, prawie nikt.

Przykład trzeci: Chciałbyś uciec od chińskich nagabywaczy, torujących ci drogę i uniemożliwiających spokojne spacery ulicami miast? Nie wsiadaj do pociągu. Każdy wagon co najmniej raz na godzinę jest okupowany przez kolejowych sprzedawców, którzy oferują wszystko: od naszyjników, przez termosy, aż po zestawy szczoteczek i past do zębów. Prezentacja każdego produktu trwa niezwykle długo - w końcu trzeba pokazać wszystki zdumiewające możliwości podróbki Colgate, a sam prezenter, kiedy nie ma buczącego głośnika, drze się w niebogłosy zazwyczaj tuż nad twoim uchem. Kiedy masz wrażenie, że cały ta farsa dobiegła końca, wszystko zaczyna się od początku. Naszyjnik ze sztucznym jadeitem nie tylko przyniesie ci zdrowie i szczęście, ale też poprawi cerę, pomoże spalić tłuszcz, zarobić górę pieniędzy i rozwiązać wszystkie domowe problemy. Absurd.

Ciężko jest podróżować chińskim pociągiem samemu. 20 godzin to jednak nic w porównaniu z wyprawą, która będzie mnie czekać w drodze powrotnej. 26 sierpnia 2010, Kunming - Pekin, 45 godzin, miejsce siedzące/stojące? Już teraz wiem, że na leżące nie mam szans. Bilet na pociąg można kupić tylko w mieście, z którego sie wyjeżdża, a ja do Kunmingu zawitam ponownie dopiero 24 sierpnia. Trzeba będzie odkryć pokłady nieziemskiej wytrzymałości, która na pewno gdzieś tam we mnie drzemie albo liczyć na łut szczęścia (to będzie musiał być bardzo duży łut!) i tanie połączenia lotnicze. 

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-08-27 11:30

    Dwa lata temu jechałam z Pingyao do Pekinu, 10h, oczywiście miejsce stojące, bo w Pingyao nie było szans na kupno jakiegokolwiek innego biletu. W każdym razie, rozłożyłam się ładnie na brudnej podłodze i już miałam iść spać, kiedy podszedł jakiś młody Chińczyk, powiedział coś, czego jak zwykle nie zrozumiałam, zabrał mój ogromny plecak i kazał iść za sobą. Okazało się, że ścisnęli się kolegami i zrobili dla mnie miejsce. Tak, takich podróży się nie zapomina :-)

  • Do moderacji
    2010-08-27 09:31

    To prawda, że Chińczycy palą w pociągach, rzucają wszystkie śmieci na podłogę (bo i tak przed stacją końcową ktoś to wymiecie) albo za okno. Ale zdarzyło mi się, że mimo tłoku jeden z nich zaproponował mi, żebym dosiadła się do jego i tak już zapchanej rodziną części siedzenia. Nigdy też nie zapomnę jak cały wagon zaczął śpiewać jeden chiński przebój. Taką podróż warto przeżyć. :)

  • Do moderacji
    2010-08-26 16:57

    Dzięki! :-)

  • Do moderacji
    2010-08-25 00:38

    Dasz sobie radę! Ale szczęścia i tak życzę. POWODZENIA :)

martynaoj

  • 1/5
  • Ranga: Miłośnik wojaży
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Początkujący naukowiec, zawzięty poszukiwacz przygód, miłośnik sportu - to właśnie ja.

Zainteresowania: Nauka, Podróże, Pływanie., Chiny, Tour de france

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 11 punkty: 84
Komentarze: ilość: 7 punkty: 7
Konkursy: ilość: 1 punkty: 50
Suma 19 141
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się